TECHNIKI MANIPULACJI STOSOWANE PRZEZ KSIĘŻY cz. I

Uwagi wstępne

Przygotowujący się do kapłaństwa klerycy przez dwa lata studiują w seminarium psychologię. Brzmi to poważnie, jednak jestem pewien, że większość psychologów na głos wyśmiałaby program i treści przedstawiane na tym wykładzie. Z pewnością nie mogliby się nadziwić, dlaczego w seminarium psychologia najwyraźniej zatrzymała się na etapie Freuda i behawiorystów; dlaczego stanowi przedziwny amalgamat dawnych, dziś już nieaktualnych ustaleń naukowych i bzdur rodem z Tomasza z Akwinu.

Błędem byłoby jednak sądzić, że skoro tak wygląda wykład, to marni z księży psychologowie. Być może ich wiedza nie ma wielkiej wartości poznawczej, ale ma ogromną wartość PRAKTYCZNĄ. Oprócz bowiem wykładu wielu księży amatorsko interesuje się psychologią, ale pojętą na sposób czysto użytkowy, psychologią, która ma być bronią w kontaktach z ludźmi świeckimi czy to w szkole, czy w kancelarii, czy w konfesjonale. Swoje doświadczenia przekazują kolegom. Co więcej, ogromną poczytnością cieszy się w seminarium lektura „Erystyki” Schopenhauera. Jest to nieoficjalnie niemal obowiązkowa lektura każdego adepta teologii. (Cóż się dziwić, skoro twierdzenia teologiczne da się uargumentować chyba tylko z pomocą takich chwytów, jakie tam przedstawiono). Tak powstał zadziwiający arsenał, który nastawiony jest raczej na zadawanie duchowych ran, niż ich leczenie.

Arsenał, który zamierzam tutaj bez ogródek odsłonić.

Skopanie dziecka

A pamiętasz, jak mama uczyła cię paciorka odmawiać? Pamiętasz, jak szedłeś tutaj, z babcią za rękę tu, do kościółka, przy szopce klękałeś, rączki składałeś… A pamiętasz, jak do mszy świętej służyłeś?… A pamiętasz, jak kolędy śpiewałeś… I SPÓJRZ TERAZ NA SIEBIE!

opis metody

W skrócie, ksiądz wykorzystuje fakt, iż ciągle jeszcze większość ludzi w naszym kraju otrzymała mniej lub bardziej katolickie wychowanie. Sięga więc do najświętszego i najintymniejszego sanktuarium ludzkich wspomnień, to jest do dzieciństwa i brutalnie wykorzystuje je, żeby obezwładnić intelektualnie rozmówcę. Przywołuje katolickie epizody z dziecięcego życia rozmówcy, uderza w miłość do rodziców, szczególnie, kiedy ci już nie żyją i dodatkowo trąca strunę żalu po stracie. Jest to wyjątkowo bezwstydna i niegodziwa metoda, ale szeroko stosowana.

kiedy jest stosowana

Do tej metody tłumnie uciekają się zwłaszcza wieloletni proboszczowie, którzy znają swoich parafian, niektórych od dziecka. Szczególnie chętnie stosują ją wtedy, gdy wiedzą, że dany człowiek pochodzi z bardzo pobożnej rodziny. Nie jest to jednak reguła – może z tej metody korzystać i młody wikary, aczkolwiek ryzykuje, że w jego ustach tego typu słowa zabrzmią nieco komicznie.

Na próby zastosowania takiej metody szczególnie narażeni są ci, którzy w dorosłym życiu odeszli od ścisłego związku z kościołem, ale okoliczności typu ślub, chrzest czy bycie świadkiem zmuszają ich do pobrania odpowiedniego papierka w kancelarii parafii macierzystej.

Jak się bronić

Przede wszystkim należy sobie uświadomić, że istotą magii dzieciństwa nie jest paciorek, kościółek czy szopka, ale miłość i opieka zaznana od rodziców. Zrobili dla Ciebie to, co uważali za najlepsze w danym momencie. Gdyby byli Żydami, zaprowadziliby Cię do synagogi, gdyby byli ateistami zabraliby Cię w góry albo do lasu, gdyby byli członkami plemienia Crow, nauczyliby Cię rytuału Pogoni za Głosem. Nie to jest istotne i nie to konstytuuje szczęśliwość dzieciństwa. Wręcz przeciwnie, wielu rodziców właśnie przez swój katolicyzm zmienia życie swoich dzieci w piekło.

Po drugie, w rozmowie należałoby na przykładowe zdania odpowiedzieć: Tak, pamiętam. Cieszę się, że od tak wczesnych lat mogłem zobaczyć, jak wiele zła i obłudy jest w instytucji kościoła. Albo: Tak, pamiętam. Pamiętam też, jak ksiądz się wydzierał na ministrantów o byle głupstwo. Albo: Tak, pamiętam. No cóż, mądrzeje się z wiekiem.

To tylko przykłady, mające pokazać kierunek, w jakim należy iść w odpowiedzi – zależnie od okoliczności te odpowiedzi będą oczywiście wyglądały inaczej. Ważna jest pewność, z jaką się odpowie: „Tak, pamiętam!”. Już to wytrąci duchownemu broń z ręki, gdyż jej skuteczność polega na wzbudzeniu niepewności i rozmiękczeniu rozmówcy.

Oglądactwo dusz

Widzę w tobie głębokie zranienia… Widzę, że głęboko to starasz się ukrywać, ale sumienie, tak, sumienie się cichutko odzywa!… Widzę, że jesteś bardzo skrzywdzony (poraniony, zagubiony)… Widzę w tobie pychę (zarozumialstwo, wiele nienawiści), ale pamiętaj! Oby ci się noga nie powinęła, jak będziesz tak wysoko głowę nosił.

opis metody

Jedna z najpowszechniej stosowanych metod. Ksiądz używa kluczowego słowa: „widzę” i dodaje mniej lub bardziej poetyckie określenia rzekomego złego stanu psychicznego rozmówcy. Człowiek poddany tej metodzie momentalnie czuje się nagi, przeniknięty do szpiku kości wzrokiem księdza, czuje się, jakby wszystko o nim wiedziano, wszystkie najpaskudniejsze rzeczy. To uczucie, nawet zupełnie nieświadome i słabe jest w stanie podważyć fundament jakiejkolwiek pozytywnej samooceny zwłaszcza, jeśli kapłanowi uda się utrafić w jakieś rzeczywiste wady czy problemy psychiczne rozmówcy. Taki człowiek jest na łasce i niełasce duchownego, który zyskuje tym samym ogromną władzę psychiczną. Człowiek ten, jeśli się nie obroni przed tym chwytem podświadomie zacznie czuć do księdza respekt, prawdopodobnie okaże posłuszeństwo jego zaleceniom a jeśli tego nie zrobi, odczuje wyrzuty sumienia.

kiedy jest stosowana

Używa się jej najczęściej wobec ludzi młodych, kandydatów do bierzmowania na przykład. Nie skąpią jej różnej maści duszpasterze oazowi, neokatechumenalni, Odnowy w Duchu Świętym, Kościoła Domowego i tym podobnych organizacji. Często można jej doświadczyć podczas spowiedzi czy indywidualnych rozmów / skrutyniów itd. Wynika to z podatności młodych ludzi na sugestie. Duchowny stosuje tę metodę, gdy pragnie w jakiś sposób podporządkować sobie osobę, uczynić ją posłuszną.

Jak się bronić

Skuteczną obroną jest wiedza. Może sobie pan ksiądz powtarzać i do końca świata, że „widzi”. Ja też wiele rzeczy widzę po pijanemu proszę księdza. Żaden duchowny nie posiada żadnej nadzwyczajnej „mocy” czy „asystencji Ducha Świętego” którą to mocą (bardzo mroczną najwyraźniej) mógłby sięgać do głębin psychiki człowieka, którego ma przed sobą. Wiem to, bo sam byłem duchownym. Jedyne, czym dysponuje ksiądz to widok zewnętrznej strony twojego ciała i ubrania. Nawet twojego żołądka ksiądz nie widzi w momencie, jak z tobą rozmawia, więc jak może widzieć twoje myśli? NIE MOŻE.

Jak ksiądz takie rzeczy widzi, to trzeba brać mniej LSD. Mniej chlać. Widzi ksiądz? Ciekawe. Jestem pod wrażeniem. To jest dopiero pycha twierdzić, że się widzi więcej, niż Bóg dał normalnie człowiekowi widzieć.

Odpowiadaj spokojnie. To niełatwe, jeśli duchowny utrafi przez przypadek w coś rzeczywistego w tobie. Ale wspomnij kogoś, kto cię kocha, kto zawsze widzi w tobie dobro i piękno. Jeśli masz psa, wspomnij psa. Wspomnij jego mądre oczy, którymi się w ciebie wpatruje. I powiedz sobie: tylko Ty masz prawo widzieć.

Uwagi dodatkowe

Skuteczność tej metody tkwi nie tyle w niej samej, co w konkretnym kapłanie, który się nią para: jego umiejętnościom aktorskim, modulacji głosu, tworzenia odpowiedniej atmosfery. Zadziwiające jest, że BARDZO WIELU duchownych różnych wyznań dzięki tej prostej sztuczce zyskało miano wielkich mistrzów życia duchowego. O takich duchownych zaczynają krążyć opowieści typu: „Bardzo mi pomógł!”; „Moje życie zmieniło się o sto osiemdziesiąt stopni!”; „Rozmowa z nim wstrząsnęła mną / odmieniła moje życie”. Nic dziwnego: ksiądz wmawia wiernemu, że ma problem, więc tak naprawdę sam go tworzy. A twórca najlepiej wie, jak usunąć dzieło.

Szantaż eschatologiczny

Bóg cię ukarze! Pójdziesz do piekła! Gorzko pożałujesz swojej pychy, gdy nago staniesz przez Bogiem!

opis metody

Broń ta jest odpowiednikiem czołgu Pzkpfw I z armii pancernej III Rzeszy: już w momencie wybuchu wojny był stanowczo przestarzały, jednak z braku czegoś lepszego wciąż go używano.

Lata świetności tej metody przypadały na schyłek średniowiecza, jednak i dziś zdarza się, że któryś ksiądz, zwłaszcza starszej daty, po nią sięga.

Polega, najkrócej mówiąc, na zagrożeniu wiernemu wiekuistą karą po śmierci albo gniewem bożym w życiu doczesnym.

kiedy jest stosowana

Dzisiaj rzadko się to zdarza, jeśli już, to wobec ludzi starszych, zwłaszcza w środowisku wiejskim. Często uwagi tego typu są kierowane pod czyimś adresem przy świadkach. Wówczas głównym powodem skuteczności tej metody jest ostracyzm społeczny.

Jak się bronić

Wiedza, wiedza i jeszcze raz wiedza. Odsyłam do innego mojego artykułu: „Czy istnieje piekło” w dziale „Religia naturalna”.

Szantaż demonologiczny

…To wiedz, że Szatan się tobą interesuje…”

opis metody

Metoda ta przeżywa dzisiaj wprost spektakularny renesans. Wydawało się, że postęp nauki i edukacji wygnał tę ponure bzdury tam, gdzie ich miejsce: na śmietnik wstydliwej historii. Okazuje się jednak, że tak naprawdę ludzie niewiele się zmienili od XVI czy XVII wieku, gdy płonęły stosy z domniemanymi konkubinami Lucyfera, gdy ofiarami rzekomego masowego opętania padł ten czy tamten żeński klasztor.

Polega na postraszeniu ludzi diabłem / demonami / siłami nieczystymi / Szatanem / Lucyferem / Belzebubem / opętaniem / nawiedzeniem domu / itp. itd.

Źródła ponadczasowej skuteczności tej metody należy upatrywać w tym, że ludzie kochają sensacje. Skoro już nie muszą wybierać się z cienką dzidą do mrocznego lasu w poszukiwaniu pożywienia, szukają przypływu adrenaliny w horrorach i wierze w demony, opętania, przywiązane do łóżka, rzygające baby. Gdyby było inaczej, telewizje nie kręciłyby kolejnych odcinków „Łowców duchów”, nie mieliby co robić dziarskie drużyny nieustraszonych „badaczy zjawisk paranormalnych”.

kiedy jest stosowana

Lubują się w niej rekolekcjoniści, kaznodzieje, misjonarze itp. Wielu księży dzięki tej metodzie zyskało renomę znakomitych spowiedników. Dzisiaj bodaj w każdej niemal parafii można się natknąć na tzw. nabożeństwa Modlitwy o Uzdrowienie. Jest to miękka forma tych samych bzdur, którymi swego czasu zasłynął pewien kapłan na youtube.

jak się bronić

Jak najserdeczniej polecam samemu wziąć pergamin, pióro, wykaligrafować nań uroczyście, że oddajecie duszę Szatanowi na wieczyste użytkowanie, następnie podpisać własną krwią. Zobaczymy, co się stanie.

Ja tak zrobiłem. Napisałem, że oddaję swoją duszę, jeśli coś takiego istnieje, a jak nie to po prostu siebie całego – że oddaję się Fenrirowi, Wielkiemu Wilkowi, Który Skrada Się W Ciemnościach Śmierci. Podpisałem własną krwią, w dwóch egzemplarzach, urzędowo, jeden dla mnie, drugi dla Fenrira. Zgodnie z naukami księży stosujących metodę szantażu demonologicznego powinienem lewitować, bełkotać w języku akadyjskim wspak, wymiotować gwoździami i reagować na widok krzyża jak sód z wodą i dostawać padaczki w obecności Przenajświętszej Relikwii Skarpetki Jana Pawła II.

Tym, którzy nie pragną aż tak mocnych wrażeń i jednocześnie nie wykluczają istnienia jakiś bytów niewidzialnych, mogących reagować z widzialną rzeczywistością polecam dokonać drobnego przemyślenia. Rozejrzyjcie się wokół siebie. Czy świat jest czarno – biały? Czy jasne jest w nim od A do Ż kto jest dobry, a kto zły, co jest właściwe, a co nie? Czy nie jest raczej tak, że życie jest pełne barw i jeśli chcielibyśmy je spolaryzować do poziomu czerni i bieli skazani jesteśmy na niepowodzenie?

Skoro świat widzialny jest tak skomplikowany, o ileż bardziej skomplikowany powinien być domniemany świat niewidzialny. Naprawdę, BARDZO MAŁO PRAWDOPODOBNE jest, żeby taki świat wyglądał jak gra w szachy: tu czarne, tu białe, a wszystkie pola kwadratowe. Tu aniołowie, tu demony i wiekuista walka na polach Pelennoru.

Następna część „Metod manipulacji” już wkrótce! Howgh!

Podziel się