CZY RELIGIA MOŻE BYĆ RACJONALNA?

Odpowiedź na to pytanie jest ważna dla każdego z nas z następujących powodów:

1. Racjonalnie myślący człowiek wie, że jego możliwości są ograniczone: są rzeczy, które możemy zrobić, a są takie, których nie zrobimy, choćbyśmy bardzo chcieli. A życie stawia nas czasami w sytuacjach, gdy wymaga się od nas niemożliwego.

2. Realistycznie myślący człowiek wie, że jego los zależy w co najmniej równej mierze od przypadku, jak od jego decyzji i pracy. Tym samym mamy ludzi, którzy byli pracowici, świetnie wykształceni, ale dziś grzebią po śmietnikach. I mamy chamów, którzy do trzech nie potrafią zliczyć, ale zarządzają milionami.

3. Nieuchronna śmierć stanowi horyzont zdarzeń, za który spojrzeć nie możemy. Nikt nie wie, czy jest jakieś „po” a jeśli, to jak wygląda.

4. Nie potrafimy przewidzieć przyszłości ze stuprocentową pewnością. Tym samym nie wiemy dokładnie, jakie konsekwencje będą miały nasze obecne decyzje. I tym samym często nie wiemy, która z możliwych decyzji jest dla nas najlepsza.

Religie oferują nam rozwiązanie powyższych problemów, każda na swój sposób. Czemu nie? Może któraś z tych ofert jest realna? I opłacalna? Wszak życie trzeba sobie ułatwiać.

Zastanówmy się więc, czy jakakolwiek religia jest w stanie zaproponować nam w tym względzie coś więcej, niż tylko reklamę. Czy jakakolwiek religia może być racjonalna – to jest czy zanim zabierze się za rozwiązywanie naszych egzystencjalnych problemów, nie każe nam płacić wygórowanej ceny. Czy nie nakaże nam bezwzględnego posłuszeństwa jakiemuś guru, czy nie ograniczy lub pozbawi nas wolności, czy nie dobierze się do naszej psychiki i do naszych portfeli, nie każe nam wierzyć w coś, do czego wstyd będzie się przyznać przed własnym rozumem?

CZYM w ogóle JEST RELIGIA

Zdefiniowanie tego, czym jest religia to zadanie niezwykle trudne. Dla potrzeb jednak naszego rozważania wystarczy, jeśli przyjmiemy najogólniejszy, opisowy sposób wyrażenia istoty tego zjawiska.

W każdej religii jest tzw. sacrum, czyli coś, w co się wierzy i co się czci. To „coś” może być jedynym, osobowym bogiem, panteonem bogów, bezwolną, tajemniczą mocą. Może też być całkiem materialnym przedmiotem. Owo wierzenie i czczenie sacrum to właśnie religia.

Oczywiście ta definicja obnaża pewien prozaiczny problem codziennego życia. A mianowicie to, że coś może być religią, choć nie jest tak oficjalnie nazywane. Wyjaśnię to na przykładzie:

Wyobraź sobie, że stoisz na parkingu gdzieś – to ważne! – w Polsce. Widzisz wiele drogich, wypasionych aut. Podchodzisz do jednego z nich. Niech to będzie jakieś najnowsze audi. Przy samochodzie stoi właściciel: grube karczycho, nalana twarz matoła, piwny brzuch.

Podchodzisz i plujesz na maskę samochodu.

Reakcję właściciela łatwo sobie wyobrazić. Powiem tylko, że istnieje niewielka szansa przeżycia takiego czegoś. Ale przecież to nie jest racjonalne! Czy ten samochód na skutek twojego splunięcia doznał trwałego uszkodzenia technicznego? Nie. Czy doznał trwałej, zauważalnej szkody estetycznej? Nie.

Więc dlaczego właściciel będzie chciał ci przemodelować buźkę? Nie ma przecież do tego racjonalnego powodu!

Problem leży właśnie w religii. Dla tego człowieka samochód to obiekt czci. Poświęca mu więcej miłości, niż swojej rodzinie. Wydaje na niego mnóstwo pieniędzy. Ale jestem pewien, że nie potrafiłby podać ani jednego racjonalnego argumentu, żadnej realnej przyczyny takiego stanu rzeczy.

I tu dochodzimy do najważniejszej sprawy w całej definicji religii: cześć i wiara w sacrum wydają się mieć charakter pozaracjonalny.

Kiedy obdarzamy czcią i szacunkiem ludzi, którym wiele zawdzięczamy – nikt nie nazwie tego religią. Gdy wierzymy w informacje zawarte w internetowym rozkładzie jazdy na temat godziny odjazdu naszego pociągu nie określimy tego mianem wiary religijnej. A to dlatego, że istnieją racjonalne powody do takich zachowań.

W religii natomiast owa cześć i wiara wyglądają na inne niż te w życiu codziennym. Weźmy na przykład chrześcijańskie twierdzenie o zmartwychwstaniu Jezusa Chrystusa. Wiemy, że nie można z rozprutym osierdziem i mięśniem sercowym żyć, więc nie można wstać z grobu. Tym bardziej nie można tego zrobić po trzydziestu kilku godzinach rozkładu. A mimo to religia chrześcijańska uznaje, że taki wypadek miał miejsce, choć tylko raz i był to wypadek szczególny. Na tym właśnie polega wiara religijna – uznajemy za prawdę coś, co normalnie jest niemożliwe.

Podobnie jest z czcią. Oto osiemdziesięcioletni dziadziuś gdzieś w USA podchodzi do spowiedzi. W konfesjonale siedzi świeżo wyświęcony ksiądz, lat 26. I dziadziuś zaczyna: „Forgive me, father”. Mówi „ojcze” do osoby, która mogłaby być jego wnukiem. Nie istnieje żaden racjonalny powód do użycia takiego zwrotu – jest za to powód pozaracjonalny, czyli religijny.

Wydawałoby się zatem, że na tym sprawa skończona. Jeżeli istotą religii jest irracjonalna wiara i irracjonalna cześć, to żadna religia racjonalna z definicji być nie może.

Ale świat nie jest czarno – biały. Nie jest dwuwartościowy.

PoMIĘDZY RACJONalizmem A IRRACJONALnością

Religie nie dają się wbić w jeden z dwóch szablonów: totalnej zgodności z rozumem i totalnego jego ignorowania. Pomiędzy jednym a drugim stanem jest w zasadzie nieskończona gama możliwości. A religie plasują się na różnych pozycjach tej gamy.

Jesteśmy więc w domu. Wiemy już, gdzie szukać: wśród tych religii, które choć posiadają jakiś element irracjonalny, są jednocześnie możliwe do umotywowania rozumowego. Innymi słowy, poszukujemy religii możliwej do zaakceptowania dla sceptyka.

Trzeba sobie zadać pytanie: czy taka istnieje? Czy górna część skali między sceptycyzmem z jednej strony a fanatyzmem z drugiej jest w ogóle czymś zapełniona? Czy znajdziemy tam jakiekolwiek propozycje?

Oddajmy głos ateiście, p. prof. Richardowi Dawkinsowi:

Einstein był wprost oburzony, ilekroć ktoś sugerował mu, że jest teistą, Czyżby więc był deistą, jak Wolter czy Diderot? A może panteistą jak Spinoza, do którego filozofii odnosił się zresztą z wielkim szacunkiem („Wierzę w Boga Spinozy, przejawiającego się w harmonii wszystkiego, co istnieje, a nie w Boga, który zajmowałby się losem i uczynkami każdego człowieka”)

(…) Teista wierzy, że istnieje nadnaturalna inteligencja; byt, który (…) wciąż pozostaje w tym świecie immanentnie obecny, nadzorując i wyznaczając losy stworzonych przez siebie istot. (…) Deista co prawda także wierzy w nadprzyrodzony, inteligentny byt, ale przyjmuje, że jego aktywność w zasadzie ograniczyła się do ustanowienia praw, rządzących światem. (…) Panteista nie wierzy w ogóle w jakiegokolwiek Boga, w jakikolwiek nadprzyrodzony byt. Dla niego Bóg jest synonimem Natury, Wszechświata, czy wreszcie praw nimi rządzących.

Mamy wszelkie powody, by uważać słynne bon moty Einsteina, jak „Pan Bóg jest wyrafinowany, ale nie złośliwy” (…) za wypowiedzi panteistyczne; nie deistyczne, a już na pewno nie teistyczne.

(…) Pozwolę sobie może podsumować einsteinowską religię jeszcze jednym cytatem z samego Einsteina: „Poczucie, że ponad wszystkim, czego możemy doświadczać, jest też coś, czego nasze umysły nie potrafią ogarnąć, czego piękno i subtelność nie ukazuje się nam bezpośrednio i co z trudem poddaje się refleksji, jest religijnością. W tym sensie jestem człowiekiem religijnym”. W tym sensie ja również jestem człowiekiem religijnym, z tym jedynie zastrzeżeniem, że „czego nasze umysły nie potrafią ogarnąć” nie musi oznaczać, iż pozostanie to na zawsze „niepojęte”.

R. Dawkins, Bóg urojony. Warszawa 2015 s. 43 – 45.

PANTEIZM – zalety i wady

Panteizm jest poglądem, podług którego Bogiem jest Wszechświat, Natura, Przyroda. Zadajmy sobie pytanie, dlaczego panteizm miałby być racjonalnym światopoglądem religijnym? Spróbujmy wymienić jego zalety pod tym względem.

1. Panteizm nie zakłada istnienia dodatkowego bytu. Mamy otaczający nas Wszechświat i nie dodajemy do niego istniejącego zupełnie osobno niewidzialnego, duchowego, nadnaturalnego boga. Tym samym panteizm pozostaje w zgodzie jednym z najważniejszych postulatów racjonalizmu i nauki: brzytwą Ockhama.

2. Ciężko jest znaleźć w panteizmie rzeczy, w które musielibyśmy po baraniemu wierzyć, pochylając głowy przed jakimś prorokiem czy duszpasterzem. Mamy Boga, który pozwala się widzieć, badać, doświadczać na każdym kroku; Boga, który nie boi się mikroskopu, lunety czy po prostu dotknięcia twojej ręki; Boga, który nie chowa się przed twoim wzrokiem, a mimo to i tak pozostaje tajemniczy i wielki.

3. W panteizmie kapłani, świątynie, instytucje religijne nie są niezbędne. Nie potrzebujesz dodatkowych motywacji, by czcić takiego Boga. Czy nie zadrży Ci serce, gdy wejdziesz sam, bezbronny i bez latarki do ciemnego lasu? Czy nie zachwycisz się, stojąc na szczycie wysokiej turni i spoglądając na zalane poranną mgłą ogromne przestrzenie lasów? Cześć do Boga panteizmu jest równie naturalną czynnością jak jedzenie, oddychanie, spanie i jeszcze jedna czynność, rymująca się z tą ostatnią.

4. Panteizm zabrania tylko tego, co sami sobie jesteśmy w stanie zabronić, jeśli nie pragniemy własnej szkody. Bóg panteistyczny karze tylko za to, za co sami się karzemy robiąc coś głupiego. Karze na przykład śmiercią za skoczenie ze szczytu stumetrowego wieżowca. Ale, jakby tego było mało i w tym „karaniu” nie jest bezwzględny: zdarzały się wypadki, gdy ktoś spadł z ogromnej wysokości i przeżył, czasami nawet bez szwanku.

Panteizm ma też, niestety, wady. Zasygnalizuje nam je fragment z cytowanej już pracy prof. Dawkinsa. Przytacza on słowa astronoma, Carla Sagana: „Jeśli pod pojęciem Boga rozumieć zestaw praw fizycznych, które rządzą Wszechświatem, to taki Bóg bez wątpienia istnieje, ale trudno uznać go za emocjonalnie satysfakcjonującego. (…) Przecież nie ma sensu modlić się do prawa grawitacji”.

W panteizmie brak osobowego Boga, z którym można by wejść w osobistą relację. Nasze modlitwy wydają się w panteizmie bezcelowe, przecież niczego nie zmienią – Wszechświat będzie się obracał zgodnie ze swoimi prawami nieczuły na nasze śpiewy, błagania. Nie odpowie, jak się zdaje, na żadne prośby. Nie rozwiąże naszych problemów. Na postawione na początku tego artykułu problemy odpowie wyniosłym milczeniem.

Ale… zaraz. Czy rzeczywiście?

Jest jeszcze coś. Coś, dzięki czemu wady panteizmu są jego piątą zaletą!

Ale o tym następnym razem. I tak już przynudziłem 🙂

Podziel się