BIOLOGIA VS. TEOLOGIA cz. II – EKSPERYMENT

Dzisiaj proponuję przeprowadzenie niewielkiego eksperymentu, który ostatecznie pokaże nam, czy teologia jest nauką, poszukiwaniem prawdy w takim samym stopniu wiarygodnym jak biologia.

Doświadczenie to, mające wszystkie elementy naukowego dochodzenia postanowiłem nazwać przewrotnie „Brzytwą Wydziałów”.

Eksperyment ma za zadanie potwierdzić lub sfalsyfikować hipotezę, że teologia NIE jest nauką.

Potrzebne nam będą następujące składniki:

1) Magister teologii zwany dalej „A”

2) Magister jakiejkolwiek innej nauki zwany dalej „B”

Mogą być oczywiście doktorzy. Albo profesorowie, choć w przypadku tych ostatnich przebieg eksperymentu będzie wyglądał nieco inaczej. Mogą być nawet studenci III roku. Ważne jest jednak, żeby byli równorzędnego stopnia naukowego. Warto by było, żeby pochodzili z jednego miasta, byli jednakowego wykształcenia, wieku itd. W ten sposób eliminujemy z wpływu na eksperyment tzw. zmienne sterowalne, czyli te, których w tymże eksperymencie NIE badamy.

B może być adeptem matematyki, historii, biologii, filologii angielskiej itd. Nie jest ważne, czy będzie to nauka ścisła czy humanistyczna. W przypadku nauk humanistycznych wynik eksperymentu prezentuje się nawet ciekawiej, ale nie uprzedzajmy faktów.

W eksperymencie naukowym mamy dwa podstawowe parametry: zmienną niezależną i zmienną zależną. Niezależną zmieniamy i obserwujemy, co na skutek naszych poczynań dzieje się ze zmienną zależną.

W Brzytwie Wydziałów zmienną niezależną jest uczelnia. Zmienną zależną jest odpowiedź z dziekanatu.

Magister A i B kolejno przystępują kolejno do eksperymentu. Przebieg wygląda następująco:

A i B zwracają się z pytaniem do uczelni INNEJ niż macierzysta z zapytaniem, czy mogą kontynuować naukę na tejże, innej uczelni.

I tak, dla przykładu, B niech będzie magistrem filologii angielskiej na Uniwersytecie Warszawskim i chciałby zrobić doktorat na Uniwersytecie Jagiellońskim. Albo niech będzie studentem IV roku fizyki Uniwersytetu Wrocławskiego i zwróci się do Uniwersytetu w Ndżamenie (Republika Czadu) z zapytaniem o możliwość  kontynuowania tam studiów.

Otrzymuje odpowiedź.

Następnie magister A. Niech będzie np. magistrem teologii na Papieskim Wydziale Teologicznym we Wrocławiu. Chciałby kontynuować naukę na Chrześcijańskiej Akademii Teologicznej i również otrzymuje odpowiedź na swoje zapytanie.

A oto wyniki eksperymentu:

B, jakiejkolwiek nauki by nie był adeptem, otrzyma odpowiedź: tak, zapraszamy. Proszę złożyć w dziekanacie dokumenty dotychczasowych studiów do weryfikacji. Indeks, dyplom czy co tam ma.

W większości wypadków, zwłaszcza, jeśli będzie się zwracał do uczelni zagranicznej powiedzą mu: „proszę pana, u nas jest jeszcze taki a taki przedmiot, pan go nie miał w swoim programie studiów, proszę uzupełnić ten egzamin” czy coś w tym stylu. Na Uniwersytecie w Ndżamenie zapytają oczywiście, czy włada językiem francuskim.

Magister A otrzymuje jednak odpowiedź zupełnie inną.

„Proszę pana, my nie uznajemy pana dotychczasowych studiów, musi pan OD NOWA zrobić CAŁY CYKL STUDIÓW (sic!), uzyskać u nas tytuł magistra i dopiero wtedy może pan kontynuować. Może pan oczywiście wziąć stary indeks i jeśli dogada się pan z tym czy tamtym profesorem, żeby przepisał panu ocenę ze starego indeksu do nowego to oczywiście OK, ale tak poza tym musi pan wszystko zrobić od początku”.

Wnioski wstępne.

Uczelnie magistra B różnią się między sobą krajem, tradycjami, planem studiów, a mimo to B może studiować na każdym z nich. Bo jeśli jest matematykiem, to 2 + 18 będzie wynosiło 20 tak samo na Uniwersytecie we Wiedniu, jak na Harvardzie, MIT czy Uniwersytecie Bużumbura w Burundi. Jeśli jest biologiem to prokarionty nie będą posiadać jądra komórkowego tak samo na Sorbonie, Uniwersytecie Tsinghua czy na Narodowym Uniwersytecie Kolumbii. Jeśli jest – i tu ważne! – absolwentem filologii angielskiej w Wielkiej Brytanii, to będzie mógł tąż filologię kontynuować w USA pomimo iż „football” albo „chips” w obydwu krajach znaczy co innego.

Natomiast uczelnie magistra A są w jednym kraju, jeden jest język wykładowy. Reprezentują teologię jednej religii – chrześcijaństwa, ba, bazują na tym samym źródle, czyli Starym i Nowym Testamencie, ba, reprezentują teologie, które dopiero od jednej czwartej swojego czasu istnienia są rozwijane niezależnie, a i to można by poddać w dyskusję, bo i tak wzajemnie na siebie wpływały.

A mimo to nawzajem się NIE UZNAJĄ. Czyli cokolwiek się powie o Bogu na jednej uczelni będzie nieważne na drugiej.

Wniosek ostateczny:

Prawda o Bogu jednej uczelni teologicznej najwyraźniej wyklucza się z prawdą z drugiej uczelni. A więc albo tej prawdy NIE MA, albo nie jest naukowa i dlatego każdy może sobie w niej mówić, co mu tylko ślina na język przyniesie i pisać, cokolwiek się z pióra wyleje, bo i tak nikt tego nie sprawdzi, bo nie ma jak. I dlatego też wzajemnie będą się wykluczać teologie różnych wyznań, nie mówiąc już o teologiach różnych religii.

Teologia nie jest nauką ani nawet pseudonauką. Jest zbiorem ludzkich fantazji.

Quod erat demonstrandum 😉

Podziel się