BIOLOGIA VS. TEOLOGIA CZYLI CO JEST POSZUKIWANIEM PRAWDY

Na wykładach w seminarium co semestr, na każdym wykładzie z każdego chyba przedmiotu słyszałem niezmiennie: teologia JEST nauką! Powtarzano to zdanie z przysłowiowym uporem maniaka, poświęcano udowodnieniu tego twierdzenia co najmniej dwie godziny wykładowe – jak wspomniałem, co semestr, na prawie każdym przedmiocie.

Narzuca się od razu podejrzenie, że jeśli ktoś z taką namiętnością coś powtarza, to prawdopodobnie czuje gdzieś w głębi siebie, że to bzdura. Powtarzanie zaś jest magiczną formułą zaklinania rzeczywistości, która te wewnętrzne wątpliwości ma zdusić i wbić umysł w jedynie słuszne ramy.

Ale przypatrzmy się zagadnieniu pod lupą. Porównajmy biologię z teologią. Czemu nie na odwrót? Ponieważ to teologia pretenduje do bycia nauką taką, jak biologia a nie na odwrót.

I tak: biologia bazuje na obserwacji i eksperymencie. No i właściwie w tym miejscu można by zakończyć temat. Proszę mi, panowie teologowie, pokazać zapiski, nagrania czy dzienniki obserwacji jakiegoś zjawiska teologicznego. Na przykład sekcji zwłok waszego boga. Nie ma? Może dlatego, że nie ma czego obserwować… A jakiś eksperyment proszę mi przeprowadzić. Na przykład proszę sprawdzić czy procentowa ilość „cudownie uzdrowionych” spośród modlących się do Jana Pawła II chorych rocznie jest większa od procentowej ilości niewytłumaczalnych przypadków wyzdrowienia modlących się do Józefa Stalina. Albo niemodlących się do nikogo.

Spójrzmy na źródła naukowe z biologii. Pierwsze z brzegu. O! Niech będzie artykuł z recenzowanego czasopisma naukowego Journal of Mammalogy z maja 1993 r., vol. 74, nr 2. Tytuł artykułu: Resistance of young wolf pups to inclement weather (Odporność młodych wilcząt na surową pogodę). Już akapit wstępny informuje:

Trzy obserwacje młodych wilcząt (Canis lupus) w Parku Narodowym Denali na Alasce i dwa na Wyspie Ellesmere’a w Kanadzie wskazują wbrew wcześniejszym przypuszczeniom, że szczenięta poniżej 33 dnia życia są wysoce odporne na surową pogodę.

Mamy twierdzenie ze wskazaniem skąd żeśmy je wzięli. W samym artykule znajdujemy najpierw przytoczenie wspomnianych „wcześniejszych przypuszczeń”, a potem opis wspomnianych obserwacji, użytych metod i ich wyniki. Autor L. David Mech precyzuje przy tym, co określa mianem „surowej pogody”, a dokładnie jaka pogoda wystąpiła w czasie obserwacji. Później autor przedstawia wnioski z przytoczeniem wątpliwości odnośnie tychże itd. itd.

A teraz otwórzmy jakiekolwiek źródło „naukowe” teologiczne. Na przykład niech będą dokumenty Soboru Watykańskiego II. Otwieram na chybił – trafił „Konstytucję dogmatyczną o Kościele” i czytam. Punkt 62 niech będzie.

To macierzyństwo Maryi w ekonomii łaski trwa nieustannie – poczynając od aktu zgody, którą z wiarą wyraziła przy zwiastowaniu i którą zachowała bez wahania pod krzyżem – aż do wiekuistego dopełnienia się zbawienia wszystkich wybranych. Wzięta do nieba, nie zaprzestała pełnić tej zbawczej roli, lecz poprzez swoje wielorakie wstawiennictwo ustawicznie wyjednuje nam dary wiecznego zbawienia.

Pierwsze dwa zdania akapitu i już mamy dwa twierdzenia główne i trzy twierdzenia poboczne. Żadne niepoparte ani jednym źródłem, obserwacją ani eksperymentem. Tak jest i koniec! Masz w to, głupia owieczko uwierzyć, albo pójdziesz DO PIEKŁA!!!

Sarkastycznie nazwać to można dowodem przez założenie tezy. Stawiamy tezę i przystępujemy do jej udowodnienia. W tym celu zakładamy, że jest prawdziwa. I szast – prask! Załatwione! Twierdzenie udowodnione!

I tak wygląda cała teologia.

Dlatego wolę biologię. Jeśli będę miał wątpliwości co do tego, czy autor artykułu w Journal of Mammalogy aby przypadkiem nie nazmyślał, mogę sobie sam pojechać na Wyspę Ellesmere’a i zaobserwować, czy rzeczywiście kilkudniowe wilczki przeżyją w odkrytej norze w deszczu, śniegu i temperaturze poniżej zera. I nikt mnie za to nie będzie potępiał, że poddaję w wątpliwość czyjeś ustalenia i postanawiam je sprawdzić. Wręcz przeciwnie, mam do tego w nauce pełne prawo, a nawet obowiązek – gdyż jeżeli w ogóle istnieje jakaś prawda, to tak się do niej dochodzi.

Gdzie więc w teologii jest nauka? Nie ma tam przecież dążenia do prawdy, tylko dążenie do narzucenia z góry ustalonych twierdzeń.

Jak dla mnie, bliżej naukowości od teologii jest ufologia, bo przynajmniej się powołuje na jakieś obserwacje zanim zaczyna wygłaszać dogmaty. xD.

Podziel się