CIEPLICE – (BYŁY) ZDRÓJ

Z pl. Piastowskiego idziemy w kierunku Jeleniej Góry do przystanku tramwajowego koło apteki Pod Koroną. (…) Skręcamy ul. Szymanowskiego (znaki niebieskie) i wchodzimy na polną drogę prowadzącą w kierunku pd.-wsch. do wsi Marczyce. Po lewej stronie kilka niezbyt wysokich (350 – 400 m npm.) wzgórz, których wierzchołki porośnięte są krzewami i uwieńczone fantastycznymi grupami granitowych skał. Najwyższe wzniesienie – Chmielnik (426 m nmp.). Po prawej widać kilkanaście stawów, przegrodzonych zadrzewionymi groblami. Liczne ptactwo wodne i błotne, m. in. czaple. Dalej na prawo (pd.) ciemnieją zalesione szczyty Przedgórza i potężny wał grzbietu Karkonoszy.

Michał Terlak Cieplice Śląskie Zdrój i okolice,  Warszawa 1961


Dziś możemy jedynie pomarzyć o wycieczce, opisanej na kartach starego przewodnika. Były to czasy, kiedy Wzgórza Łomnickie, położone na wschód od Cieplic były rozległą, ciągnącą się kilometrami mozaiką łąk, pól uprawnych, lasów, zagajników, wspomnianych wzgórz, skał, tajemniczych zakamarków. Było to jedno z takich miejsc, w które udajemy się nie po to, aby gdziekolwiek dojść – sama wędrówka jest celem w takich miejscach.

Być może nie było to miejsce dorównujące bogactwem przyrodniczym rezerwatom czy parkom narodowym. Ot, zwyczajne, swojskie łąki, na których rósł skrzyp, łubin, szczeć pospolita, rozmaite gatunki selerowatych i tym podobne. Zwyczajny, niczym się nie wyróżniający las mieszany, w którym obok dębów i buków rosły połacie świerków czy kępy sosen. Wiele z tych dębów miewało po 100 lat, zdarzały się i stuletnie świerki. W pachnącym grzybami lesie można było napotkać granitowe skały, tworzące nawet jaskinie, zapadliska, przedziwne konstrukcje natury. Wielbiciele dawnych tajemnic i pamiątek przeszłości mogli zobaczyć porośnięte mchem kamienne koryta dla bydła, wystawione tu przez przedwojennych hodowców, fundamenty dawno zapomnianych budowli czy położony na zupełnym pustkowiu grób.

Oczywiście i dziś można takie widoki zobaczyć, i dziś jeszcze można odnaleźć tego typu zakątki. Jednak coś się od tego czasu zmieniło i zmieniło znacznie na gorsze.

Dzisiaj już nie da się dojść wspomnianą trasą do Marczyc, nie mijając po drodze dwóch kilometrów podobnych widoków jak na zdjęciach powyżej. W lecie trzeba uważać, żeby nas nie rozjechały całe konwoje koparek, buldożerów, ciężarówek wypełnionych gruzem. W deszczową pogodę toniemy w błocie rozmemłanym setkami przejazdów ciężkich kół. A dokoła coraz mniej drzew, coraz mniej pól, a mury się pną do góry. Mury, w których nie zamieszkają bynajmniej bezdomni. Nie wiadomo, czy podziwiać kapiące zewsząd bogactwo czy rozpaczać nad bezguściem nowoczesnej, plastikowej architektury pozostającej w nieustannej walce z zasadami proporcji.

Osoba starsza i nieposiadająca samochodu – a takich osób jest wiele wśród kuracjuszy odwiedzających Cieplice – nie ma szans na kontakt z przyrodą, spokojny, wielogodzinny spacer w czystym powietrzu i w chłodzie lasu. Pozostaje jej park zdrojowy napełniony jazgotem muzyki dobiegającej z Term Cieplickich i mniejszy park Norweski pozwalający podziwiać rozległą plamę ścieków na tamtejszym stawie. Jeśli nieopatrznie uda się za wały przeciwpowodziowe za wymienionym parkiem i pójdzie się na jedyne jeszcze niezabudowane tereny wokół Cieplic ryzykuje, że zostanie rozstrzelana przez rozbestwionych myśliwych.

Lawinowo rozrastające się tereny osiedlowe to spadek połaci leśnych i łąkowych. Wzrasta powierzchnia asfaltu i dachów. Przy upalnej pogodzie Cieplice smażą się w duchocie, której przyroda nie jest już w stanie łagodzić. Mieszkańcy nowo wybudowanych hektarów osiedli przybyli tu zapewne zwabieni pięknym krajobrazem. Sami jednak sprawili, że po owym krajobrazie niewiele już pozostało. Po placach budowy i chaotycznej plątaninie uzbrojonych działek, budynków w stanie surowym i wykończonych fortec bogaczy biegają oszołomione dziki i sarny, którym zabrano dom. A ludzie dziwią się i mają pretensje, że zwierzęta te ośmielają się podchodzić pod ICH ziemię.

Cieplice wciąż są uzdrowiskiem, tylko nie wiem, co da się tutaj jeszcze uzdrowić. Sama woda termalna niczego nie zdziała. Kilka hektarów parku zewsząd otoczonego przez infrastrukturę miejską nie zapewni odpoczynku. Właściwie to gdyby ów kuracjusz nie fatygował się przyjazdem do Cieplic, tylko usiadł sobie w parku w centrum swojego zatłoczonego miasta, odetchnął smogiem, postawił przed sobą fototapetę z widokiem gór i napił się wody mineralnej z Biedronki – miałby to samo, co i w Cieplicach, tylko taniej.

Europejska, chrześcijańska kultura białego człowieka, gloryfikująca postęp i pracę jako rzekome włączenie się w dzieło Stwórcy, odebrała i wciąż odbiera nam związek z przyrodą. Pogrubia się zasłona, dzieląca nas od zwierząt i ich świata. Coraz mniej się z przyrodą rozumiemy, a to z kolei sprawia, że ludzie widzą w niej to, czego w niej nie ma, a nie dostrzegają tego, co jest. I tracą. Potwornie wiele tracą.

Niech Cieplice będą ostrzeżeniem przed konsekwencjami ludzkiej pogoni za zyskiem, żarłocznej ofensywy deweloperów i bezmyślności planistów.

Jeżeli my, ludzie, mamy zaznać jeszcze trochę prawdziwego szczęścia w życiu czas, żeby zamilkł okrutny bóg, który nakazał: „Czyńcie sobie ziemię poddaną!”, a przemówił ten, który jest krążeniem soków w pniach drzew, który jest szumem lasu, zapachem kory i miękką wilgocią mchu, który wibruje w wyciu wilków i gra tysiącami procesów chemicznych w mięśniach galopującego dzika.

Podziel się

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.