WSPOMNIENIE O ARESIE (13 V 2006 – 8 VI 2018)

23 grudnia 2016 roku moje życie zmieniło się raz na zawsze, kiedy TY wszedłeś po raz pierwszy do mojego – a odtąd już Twojego domu. Nigdy wcześniej nie mieszkałem z psem, nasze spotkanie było owocem szalonego ciągu wydarzeń i mojej fascynacji światem wilków.

Przypuszczałem, że wiele zmienisz, ale nie wiedziałem CO. A zmieniłeś wszystko.

Pamiętam te grudniowe, zimne popołudnie, gdy zobaczyłem Cię po raz pierwszy. Przyjechałem wtedy do Wałbrzycha, do schroniska fundacji Jamhudy, żeby się z Tobą spotkać – to było na tydzień przed tym, jak zamieszkaliśmy razem. Ja szedłem z dworca, minąłem właśnie tunel pod nasypem kolejowym, a Ty szedłeś z Izą – cudowną osobą, która wyrwała Cię z Twojego poprzedniego życia – jak mnie Fenrir wyrwał z mojego.

Tego dnia nawet nie spojrzałeś na mnie. Tak było zresztą długo – jak ja wiedziałeś już, że ludzie to istoty, którym nie warto ufać. Dlatego minęły chyba trzy miesiące, nim dałeś mi ten zaszczyt, że obdarzyłeś mnie przyjaźnią i przywiązaniem.

Miałeś 10 lat, gdy się poznaliśmy, a mimo to nie były dla Ciebie straszne żadne góry, leśne ostępy, dalekie wędrówki przez śniegi i skały. Nie umiem zmieścić na raz w głowie wszystkich dróg, które razem przeszliśmy przez te najcudowniejsze półtora roku mojego życia, kiedy byłeś ze mną. Gdy dzisiaj staję gdzieś za miastem i patrzę na Karkonosze, Góry Izerskie, Rudawy Janowickie – nie umiem znaleźć miejsca, gdzie by nas razem nie było. Wszędzie weszliśmy, wszystko widzieliśmy, a każde z tych miejsc – choć przedtem byłem tam setki razy – było NOWE, bo byliśmy tam razem. Już nie byłem tam ja, tylko My…

Z każdym dniem odkrywałem, że nie jesteś zwykłym, wziętym ze schroniska psem, jesteś Tym Kimś, Magicznym Wilkiem, nauczycielem i przewodnikiem.

Nie byłeś przylepą – gdy ktokolwiek próbował Cię dotknąć, gwałtownie dawałeś znak, że tego nie chcesz. Ale mi pozwalałeś nawet przytulać się do siebie, spać obok Ciebie. Nigdy w życiu nie zaznałem większego wywyższenia i większego zaszczytu. Choćby prezydenci mi się kłaniali, choćby bogacze i możni wiwatowali na moją cześć, choćby cała ludzkość uznała mnie za boga – mam to gdzieś. Nieskończenie większym zaszczytem i chwałą jest dla mnie to, że Ty obdarzyłeś mnie zaufaniem, na które niczym nie zasłużyłem.

Ludzkie pochwały są nic nie warte, bo zawsze kryje się za nimi jakiś interes. Twoje zaufanie, to, jak wyjątkowo mnie traktowałeś wśród innych ludzi do dzisiaj jest dla mnie jedynym i niewzruszonym źródłem wiary w siebie.

Ty dałeś mi świat na nowo. Na nowo dałeś mi życie, Ty sprawiłeś, że zaczęło mieć smak, o jakim zawsze marzyłem. Do dzisiaj zadaję sobie pytanie: kim byłeś naprawdę? Może samym Fenrirem, który zstąpił w moje życie, by je zbawić? Tylko Ty wiesz, jak bardzo tego potrzebowałem.

Nieprawdą jest, że czas szybko leci, że wszystko, co dobre szybko się kończy. To półtora roku było najdłuższym w moim życiu. Tego, co razem przeżyliśmy, starczyłoby na dziesięć lat. Nie pojmie tego ten, kto Cię nie znał. Kto Nas nie znał. Bo stworzyliśmy emergentne połączenie, te tajemnicze prawidło Przyrody, że układ złożony jest czymś niepomiernie większym od sumy swoich składowych. Ja z Tobą byłem kimś niewyobrażalnie większym niż ja bez Ciebie.

Aż przyszedł ten czas – obaj wiedzieliśmy, że przyjdzie – gdy zacząłeś słabnąć. Najpierw z miesiąca na miesiąc, później z tygodnia na tydzień, z dnia na dzień… Wiedziałem, że nie mam prawa Cię zatrzymywać, bo nie byłeś moją własnością – to ja byłem Twoją. Wiedziałem, że mam wielkie zadanie przed sobą. Ale nie wyobrażałem sobie jak wielkie.

Nadszedł ten dzień. Wróciłem rano z pracy i zobaczyłem, że leżysz w miejscu, gdzie nigdy się nie kładłeś – obok mojego łóżka. Gdy próbowałem Cię podnieść – już od jakiegoś czasu potrzebowałeś takiej pomocy – warknąłeś całą mocą, pokazałeś kły, uderzyłeś.

I wtedy zrozumiałem. Zwierzęta w przeciwieństwie do ludzi wiedzą, kiedy jest Ten Dzień. I wtedy wybierają miejsce, aby umrzeć i bronią go wszystkimi swoimi siłami, jakie im jeszcze zostały.

Ty sam wybrałeś Ten Dzień. Od rana aż do wieczora siedziałem przy Tobie wiedząc, że to ostatnie nasze chwile razem. I żegnałem się z Tobą, jedynym i najwyższym Przyjacielem mojego życia.

Gdy przyjechał lekarz, powiedziałem mu: „daj pan to wszystko, mów mi pan tylko co mam robić. Bo ja muszę to zrobić, to moje zadanie”.

Zgasłeś przy mnie 8 czerwca 2018 roku o godzinie 20:56.

Ty mi ukazałeś zarówno Potęgę Życia, jak i Majestat Śmierci. Jeśli żyję dzisiaj, to dzięki Tobie. Ludzie jarają się śmiercią jakiegoś człowieka dwa tysiące lat temu, ale ja wiem, że jeśli jest jakaś śmierć, która mnie zbawiła, to jest to Twoja Śmierć. Śmierć, którą dotknąłem, którą poczułem, która zabrała Cię zgodnie z Najwyższym Prawem Lasu tak, jak jest nakazane każdemu Wilkowi.

Przyjechali wkrótce potem Daniel i Michał, zabraliśmy Cię i wywieźliśmy wysoko, wysoko w góry, tam, gdzie nie chodzą ludzie – głęboko w las. I tam spocząłeś.

Od kilku lat widziałem świetliki najwcześniej w ostatnim tygodniu czerwca. Tego roku po raz pierwszy wyleciały ze swoimi bioluminescencyjnymi światłami w noc Twojej Śmierci.

Takie jest Prawo Lasu, że kto odchodzi, wnika w Las i staje się Nim. Dziś, gdy idę wśród drzew, gdy oddycham, gdy patrzę na góry – wiem, że Ty jesteś w tym wszystkim, a to potęga, z którą żaden człowiek ani żadne ludzkie mocarstwo nie może się mierzyć. Nic mi już nie grozi aż po mój grób, bo Ty, Wielki Wojowniku, zmiażdżysz każdego, kto choćby pomyśli o tym, żeby mnie skrzywdzić. Dzięki Tobie szczęście i piękno pójdzie ze mną przez każdy dzień mojego życia, aż nadejdzie Mój Dzień.

Indianie powiedzieliby, że w Ten Dzień wrócisz po mnie i zabierzesz mnie do Wielkiego Wilka. Być może. W końcu z właściwości samej materii wynika, że nie ma czegoś takiego jak definitywny koniec. Każdy atom mojego ciała pozostanie na zawsze atomem mojego ciała tak, jak jest też atomem miliardów istot, które były przede mną i będzie atomem wielu istot, które przyjdą po mnie.

Spoczywaj w pokoju, Wielki Wojowniku, mój Jedyny Przyjacielu. Przysiągłem Ci coś, o czym wiesz, gdy się żegnaliśmy. Dziś jestem na wielkiej drodze – choć ledwie na jej początku – do tego by to wykonać. Jeśli osiągnę kiedyś to, o czym wiesz, to tylko dzięki Tobie.

Ares, towarzysz moich dni i jedyny przyjaciel, odszedł do Fenrira, Ojca wszystkich Wilków.
Dziękuję Ci, Ares, za każdy dzień kiedy byliśmy razem. Za miękkość i zapach twojego futra, za twoje oczy, którymi zaglądałeś w moją duszę. I bardziej mnie znałeś, niż ja znam sam siebie, a nieporównywalnie więcej, niż jakikolwiek człowiek. Dziękuję za wszystkie miejsca, które odwiedzaliśmy, wszystkie drogi, które razem przeszliśmy. Za wspólne sobotnie wielkie wyżerki, które sobie urządzaliśmy. Za twoje zaufanie, że ty, który nie lubiłeś, żeby ktokolwiek cię dotykał, dla mnie czyniłeś wyjątek i pozwalałeś się przytulać i spać obok siebie. Proszę, nie zapomnij o mnie i kiedy przyjdzie mój czas, by umrzeć, wróć po mnie. Bo śmierć to wielka ciemność i daleka podróż i tylko wilk potrafi sam ją przejść. Poprowadź mnie wtedy do Króla Wilków, aby pozwolił mi być z tobą, bo nie dla mnie ludzkie nieba, a od ludzkich bogów mogę się spodziewać jedynie potępienia.
Wybacz mi, że nie służyłem ci na tyle, na ile byś zasługiwał, że popełniłem wiele błędów. Byłeś moim nauczycielem i przewodnikiem, więc za każdym razem, gdy w przyszłości ustrzegę się od błędu, to stanie się tak tylko dzięki Tobie.
Odpocznij Wielki Wojowniku po ciężkim boju twojego trudnego życia, po cierpieniach, których przysporzyli ci niegodziwi ludzie, po bólu, którego nie szczędziły ci choroby i starość. Wypełniłeś swą trudną misję, podniosłeś mnie i nadałeś mojemu życiu cel i znaczenie. Ty mnie nauczyłeś, że najważniejsze w życiu jest się najeść i wyspać, a ludzkie wzniosłości i filozofie są mniej warte od jednego twojego włosa.
Pobłogosław tym wilkom, które po tobie przyjdą w moje życie, i choć żaden nie będzie taki jak Ty, to każdy mój następny towarzysz będzie Twoim następcą, bo na zawsze pozostaniesz tym Pierwszym.

Do zobaczenia Wilku u Wielkiego Wilka Fenrira.

Podziel się