DLACZEGO KOŚCIÓŁ BOI SIĘ HALLOWEEN?

Wykład w seminarium duchownym.

„Tak samo te dzieciaki – kontynuował wykładowca teologii dogmatycznej. – Bawią się w jakieś celtycko – iroszkockie bzdury a potem z płaczem do księży, że są problemy… Tak to właśnie Zły wchodzi, bo mu się furtki, tak FURTKI! zostawia. Że kosmaty nawiedza. A takie to niewinne było, o to tylko taka zabawa! Ale przez tą zabawę to się te dzieciaki CHRYSTUSA WYRZEKŁY! I dziwią się potem, że się Zły dopomina o swoje pomioty…”


Doroczna histeria

Co roku z okazji 31 października każdego roku przeżywamy powtórkę z rozrywki lamentów Kościoła, jaki to „zły”, „niepolski”, „niechrześcijański” zwyczaj wchodzi „pod polskie strzechy!”, jak to „niszczy się polskość”, jak to „przeprowadza się przemyślany, wyrachowany atak na chrześcijaństwo”.

Mowa oczywiście o Halloween i towarzyszącą mu histerię Kościoła.

Przytoczę może fragment artykułu, który się ukazał na portalu Fronda.pl – akapit w kontekście tego, co należy zrobić, gdy do naszych drzwi zapuka dziecko przebrane za wampira / wilkołaka / zombie:

Patrząc w oczy takiego dziecka warto zapytać go o jego wiarę: czy chodzi do kościoła, czy przyjmuje Komunię św., kiedy ostatni raz był u spowiedzi. W zależności od odpowiedzi i zachowań można kontynuować z pytaniami natury duchowej: czy dziecko wie, co to jest opętanie; czy widział kiedyś, jak zachowuje się człowiek opętany; czy chciałby mieć co nocy koszmary i skończyć w domu wariatów.

Ten sam artykuł wspomina o „halloweenowych zabobonach”.

I teraz ja mam kilka pytań, które mi się nasuwają. Po pierwsze, jakie masz, Kościele, prawo do tego, by cokolwiek nazywać „zabobonem”? Ty, który głosisz, że jakaś kobieta dwa tysiące lat temu poczęła dziecko w trybie partenogenezy, choć z przyczyn biologicznych jest to niemożliwe u człowieka? Ty, który głosisz, że można samoistnie powstać z grobu pomimo mechanicznego uszkodzenia mięśnia sercowego? Ty, który głosisz, że jak ubrany w dziwne szmatki facet pochyli się nad ołtarzem i wygłosi formułę: „bierzcie i jedzcie, to jest bowiem ciało moje” to kawałek opłatka staje się bogiem? Ty, który głosisz, że jeśli ten sam facet opuści jedno słowo z tej formułki lub je zamieni na synonim, to owa „reakcja teologiczna” nie zajdzie? Ty, który głosisz, że śmierć i ból pojawiły się na świecie na skutek „grzechu pierworodnego” człowieka, choć od setek lat wykopujemy skamieliny zmarłych przed dziesiątkami milionów lat organizmów?

Drugie pytanie. Jakie masz prawo żądać poważnego traktowania, skoro głosisz, że jeśli dziecko przebierze się za diabła i spędzi wieczór z kolegami, biegając po mieście, to zostanie „opętane”? A jaki masz dowód, że zjawiska, które nazywasz „opętaniem” w ogóle zachodzą? Że mają „nadprzyrodzoną naturę?”

Opętanie przez DIABŁA…

Jeśli ktoś z Czytelników ma wątpliwości, czy mam słuszność, atakując wiarę w opętania i praktykę egzorcyzmów, przytoczę jeszcze jeden fragment z innego artykułu Fronda.pl, zresztą relacjonowanego w wielu innych miejscach w internecie.

Jest egzorcystą, wygania z opętanych szatana. „To niełatwe zadanie” – twierdzi ks. Maciej Gutmajer. I dodaje, że są chwile, gdy się boi, że chętnie pozbyłby się swojej misji. Ale tego nie robi, bo czuje, że jest potrzebny. Bo dręczonych przez demona ludzi jest wielu, a takich jak ks. Gutmajer, niecała setka w Polsce (…) Pomagają mu w tym relikwie, które dostał z Krakowa – kosteczka św. Faustyny i kawałek osobistej bielizny Jana Pawła II. Każda z nich ma specjalny certyfikat. „To nie jest kuglarstwo, działanie na pokaz ani żadne hokus-pokus. Egzorcyzm to modlitwa o uwolnienie. Jest liturgią, podobnie jak msza. A ludzie nie chcą słuchać tego, że by nie wpuścić szatana do swego życia, trzeba otworzyć się na Boga” – żałuje. (…)

Pewien chłopak przyprowadził do niego swoją dziewczynę – Annę, studentkę.

„Wcześniej wchodziła w jakieś układy ze złym duchem, uprawiała okultyzm, wywoływała duchy – wspomina ksiądz. Dostawała ataków, często w mieszkaniu. Raz wzięła nóż i chciała zabić swojego chłopaka.”

„Opętanym często się to zdarza. Nie panują nad swoim zachowaniem” –  mówi ks. Gutmajer. Dziewczyna do pewnego momentu chodziła do kościoła.

„W pewnym momencie już nie mogła. Podchodziła do komunii i nagle wydobywał się z niej ryk, wrzask jakiś, rzucało nią o ziemię. To szatan w niej reagował alergicznie na poświęcone miejsce” – mówi egzorcysta. Podczas wizyty u ks. Gutmajera Anna nie mogła nawet przekroczyć progu kościoła. Sztywniała, wiła się, krzyczała. Gdy ja wnosili, z wściekłością ustawiała się w poprzek drzwi.

„Od razu rzuciła mi się do gardła. Jednym skokiem” – wspomina ks. Gutmajer. Miał wtedy przy sobie relikwię – kawałek cienkiej bawełnianej skarpetki Jana Pawła II w pozłacanym relikwiarzu.

„Wkładam jej tę relikwię pod głowę i rozlega się wściekły, męski głos: weź tego Janka, weź to białe, zabierz go, śmierdzi! To świętość szatanowi śmierdziała” – opowiada ksiądz. (podkreślenie Szaman Fenrira)

Zaświadczam zatem w tym miejscu: tytułem eksperymentu zajmowałem się w życiu okultyzmem. Ba, rzucałem klątwy. Ba, podpisałem cyrograf. Panie egzorcysta, dlaczego ja jeszcze nie jestem opętany?? Kolejka jakaś jest, jak w Polsce na zabieg z NFZ trzeba czekać kilka lat? To kiedy ja mam termin? Kiedy jakiś demon mnie przyjmie, co zajęte wszystkie?

I jeszcze jedno pytanie. Twierdzicie, że wystarczy się przebrać za ducha i powiedzieć „cukierek albo psikus”, żeby całkowicie stracić wolną wolę na rzecz Szatana. Twierdzicie, że wystarczy pobawić się tarotem albo zawiesić sobie metalowy pentagram na szyi, żeby zacząć wykonywać wielometrowe skoki, lewitować, wymiotować śrubkami, gwoździami i płynnie mówić w obcych językach. Pytam więc: Skoro wg was Szatan jest tak potężny, że potrafi takie rzeczy zdziałać, to kto jest Bogiem? Bo chyba nie wasz Jezus, skoro można odmawiać do niego setki litanii, dać na setki mszy i się takich zjawisk nie wywoła. Co więcej, nie stanie się KOMPLETNIE NIC.

Nie mogę już dłużej milczeć, ale głośno apeluję: skończmy z tymi bzdurami. Skończmy z szacunkiem i poważaniem dla tych, którzy wiodą próżniaczy żywot naciągając prostych ludzi na to, by ich utrzymywali, a w zamian płodzą kłamstwa.

Skąd wzięło się Halloween

A teraz z innej beczki. Celtyckie święto Samhain, od którego zniekształconej wymowy wzięła się nazwa Halloween, było starożytną uroczystością zakończenia letniej połowy roku. W tym dniu, wg ówczesnego kalendarza zaczynała się zima. Jest to logiczne. Dziś mówimy, że początek zimy to 21 grudnia. Ale przecież jest to NAJKRÓTSZY dzień w roku. A więc raczej APOGEUM zimy, a nie jej początek. Ten powinien wypadać gdzieś pomiędzy równonocą jesienną a przesileniem zimowym.

Celtowie ten środek wyliczali umownie na 31 października.

Ówcześni ludzie nadziei na życie pośmiertne upatrywali w mocy Przyrody, a nie w obietnicach religijnej korporacji. Widzieli, że na zimę z całą Przyrodą dzieje się coś podobnego, jak z człowiekiem w momencie śmierci: ustaje ruch, las milknie, rośliny zdają się nie rosnąć. Ale wiedzieli też, że ten sam las ma moc na wiosnę zmartwychwstać. Wierzyli więc, że jeżeli w ogóle jest jakaś nadzieja na egzystencję po śmierci, to jest nią odradzająca moc Przyrody. I tę moc czcili i celebrowali w święcie, którego obrzędy odwoływały się do śmierci. Uczyli się tym samym, żeby nie traktować tego zjawiska jak straszliwe, odrażające tabu, ale jak normalne prawo Przyrody, takie samo jak to, że jabłko oderwawszy się od drzewa, spada na ziemię.

Człowiek po śmierci idzie do ziemi, a tworzące go tłuszcze, aminokwasy, węglowodany rozpraszają się i stają się częścią wielkiego, godnego podziwu i zachwytu ekosystemu. Tym samym czcząc i dbając o ten ekosystem czcimy i dbamy o tych, którzy odeszli.

Dlatego święta piramida finansowa, zwana Kościołem Rzymskim nie ma żadnego prawa do pouczania nas, jak należy czcić zmarłych i jak należy myśleć o śmierci. Nie ma prawa, gdy błogosławi festyny morderstwa z okazji św. Huberta, gdy wyklina broniących Przyrodę przed chciwymi łapskami ludzkiej, z chrześcijaństwa wyrosłej żądzy podporządkowywania sobie Ziemi.

Strach Kościoła

Oto sześć rzeczy, których boi się Kościół w Halloween:

1) Że ktoś przypadkiem, zainspirowany dziecięcą zabawą poszuka prawdy i na nieszczęście Kościoła ją znajdzie;

2) Że jakieś dziecko, bawiące się w Halloween nie zostanie opętane, a tym samym zada kłam twierdzeniom Kościoła;

3) Że dziecko, przebrawszy się za wilkołaka nie uwierzy twierdzeniu, obecnemu w nauczaniu zwyczajnym Kościoła, że wilki i w ogóle drapieżniki są z natury złe;

4) Że dziecko, przebrawszy się za zombie poweźmie podejrzenie, że jeśliby ktoś po trzech dniach powstał z grobu, byłby już w stanie rozpoczynającego się rozkładu;

5) Że dziecko, przebrawszy się za ducha zrozumie, że duchów nie ma, a więc nie ma także boga, który by był duchem;

6) Że to samo dziecko, zrozumiawszy wszystko powyższe nie będzie niewolnikiem duszpasterzy, ale w sposób szczęśliwy, dobry, wolny od nakazów i zakazów moralnych Kościoła przeżyje swoje dzieciństwo i dorosłe życie.

P.S.: Tych punktów jest 6. Jeśli pomnożymy to przez 111, wyjdzie nam 666! Czy to przypadek?? Nie sądzę…

Podziel się