POLSKA KATOLSKA, CZYLI KRAJ NIE DLA ZWIERZĄT

W chwili, gdy piszę te słowa, w Polsce zaczyna się akcja Ostatecznego Rozwiązania – nie wiadomo tylko właściwie, jakiej Kwestii jest to rozwiązanie. Nagłośniona przez media sprawa odstrzału dzików jest tylko wierzchołkiem góry lodowej, a płytkie zrozumienie tematu więcej szkodzi, niż pomaga.

Nakaz masowego odstrzału dzików nie jest – jak sądzę na podstawie własnego doświadczenia – niczym nowym. To tylko kolejny wrzód o wiele większej choroby, toczącej społeczność ludzką tego kraju już od dawna. I jak każdy wrzód rodzi pokusę, by potraktować go jak główny problem, nie zauważając jego korzeni.

Choćby bowiem rząd wycofał się z nakazu odstrzału – nic to nie zmieni. Taka sama, albo i większa zbrodnia – bo zbrodnią to trzeba nazwać – działa się i będzie się działa w przyszłości, tylko po cichu.

Korzeniem bowiem zła nie jest ta czy tamta decyzja rządu, ta czy inna krótkowzroczność lub głupota. Korzeń leży gdzie indziej, w rzeczywistości o wiele starszej i o wiele głębiej panującej nad ludzkimi umysłami.

Zacytuję tu fragment Listu otwartego środowiska naukowego w sprawie redukcji populacji dzików:

Jako naukowcy oraz eksperci zajmujący się profesjonalnie ochroną i zarządzaniem zasobami środowiska przyrodniczego, w tym także leśnictwem i gospodarką łowiecką, czujemy się zobowiązani do zaapelowania do Pana Premiera o uchronienie kraju od fatalnych konsekwencji gospodarczych i środowiskowych w związku z decyzją Ministerstwa Środowiska  o tzw. depopulacji (skoordynowanym odstrzale redukcyjnym, zmierzającym do maksymalnego obniżenia liczebności populacji) dzika w skali całego obszaru Polski, jako elementu walki z ASF.

Postulujemy natychmiastowe wstrzymanie planowanych masowych i wielkoobszarowych odstrzałów dzików.

Od 12 stycznia do końca lutego br. myśliwi mają przeprowadzić masowy, skoordynowany odstrzał dzików na zdecydowanej większości terytorium kraju. Odstrzelonych ma zostać nawet 210 tys. tych zwierząt, a resort środowiska domaga się maksymalnego obniżenia liczebności populacji tego gatunku. Uważamy, że decyzja ta zapadła pod naciskiem politycznym i nie ma żadnego merytorycznego uzasadnienia.

Nie będę tutaj przytaczał argumentów naukowych wysuniętych w powyższym liście – każdy może się z nimi zapoznać i myślę, że nie wymagają one komentarza. Chcę zwrócić uwagę na jedno słowo, które stanowi jedyny błąd merytoryczny tego listu. Chodzi o sformułowanie, iż decyzja o odstrzale zapadła pod „naciskiem politycznym”.

Bo nie zapadła pod naciskiem politycznym, ale RELIGIJNYM i trzeba to jasno, bezczelnie i bez ogródek powiedzieć.

Korzeń wszelkiego zła

Oto źródło zła; oto powód, dla którego strzela się do dzików, do wilków, dla którego wyrzyna się drzewa, rozwala góry koparkami, dla którego bije się i katuje psy – cytuję:

I stworzył Bóg człowieka na obraz swój (…). I błogosławił im Bóg, i rzekł do nich Bóg: „Rozradzajcie się i rozmnażajcie się, i napełniajcie ziemię, i czyńcie ją sobie poddaną; panujcie nad rybami morskimi i nad ptactwem niebios, i nad wszelkimi zwierzętami, które się poruszają po ziemi! (Rdz 1, 27 – 28).

Czymże jest człowiek, że o nim pamiętasz, lub syn człowieczy, że go nawiedzasz? Uczyniłeś go niewiele mniejszym od Boga, chwałą i dostojeństwem uwieńczyłeś go. Dałeś mu panowanie nad dziełami rąk swoich, wszystko złożyłeś pod stopy jego: owce i wszelkie bydło, nadto zwierzęta polne, ptactwo niebieskie i ryby morskie, cokolwiek ciągnie szlakami mórz. (Ps 8, 5 – 9)

Nie bójcie się; jesteście więcej warci niż wiele wróbli. (Mt 10, 31)

Żyjemy w kraju i w kulturze przesyconej od podstaw tą właśnie superstycją i arogancją, które zbudowano na fundamencie powyższych fragmentów Biblii. Arogancją, która stanowi jedną z podstawowych prawd wiary chrześcijańskiej, twierdzącej, że cały świat stworzono tylko dla człowieka, że Wszechświat jest tylko marną uwerturą przed najcudowniejszym dziełem Bożym, czyli człowiekiem.

Ta arogancja pozwala wierzącym w Boga sądzić, że mają prawo „zarządzać” Ziemią i jej biosferą; że mają prawo traktować Przyrodę jako zbiór zasobów, stworzonych tylko i wyłącznie w celu zaspokajania apetytów człowieka. W nurcie tej arogancji tonie nawet większość ruchów ochrony przyrody, gdyż widzą one swoją misję jedynie w zachowaniu zasobów dla przyszłych pokoleń ludzi – powielając tym samym biblijną optykę.

Nie powstrzymam dziś swojego języka i powiem wprost: ohydna jest i obrzydliwa wiara, która coś takiego głosi; do cna niegodziwą i przeklętą istotą jest Bóg, który coś takiego reprezentuje.

Dlaczego nazywam to ohydą

Był 7 lipca 2016 roku, około godziny 8 rano. Szedłem przez Bory Dolnośląskie, wiele kilometrów od najbliższych ludzkich siedzib, rozkoszując się piękną, letnią pogodą. Po nocy spędzonej nieopodal, w gęstym świerkowym zagajniku – wyruszyłem na zachód, próbując namierzyć jak najwięcej śladów obecności wilków w tym rejonie.

W pewnej chwili z zamyślenia wyrwały mnie odgłosy w krzakach tuż obok drogi, którą szedłem. Rozejrzałem się i znieruchomiałem.

Oto tuż obok mnie, w zaroślach przy drodze buszowało stado czterech wielkich dzików. Nie to jednak mnie poruszyło – miałem wcześniej wiele razy do czynienia z dzikami – ale to, że po drugiej stronie drogi łaziły sobie młode owego stada. Przez nieuwagę stanąłem pomiędzy starymi dzikami a ich potomstwem.

W każdej normalnej sytuacji powinno się to skończyć atakiem na intruza. Spełniłem – nieskromnie twierdząc – wszystkie warunki potrzebne do tego, żeby dziki uznały mnie za zagrożenie: szedłem cicho i powoli – ergo: skradałem się niczym drapieżnik; oddzieliłem sobą rodziców od dzieci, a każdy rodzic ludzki czy zwierzęcy powinien poczuć się w tej sytuacji niekomfortowo.

Tymczasem nie stało się zupełnie nic. Żaden z dzików nie zaszczycił mnie najmniejszą nawet oznaką, że moja obecność w ogóle go obchodzi. Poczułem się potraktowany jak drzewo, krzewina czy jakikolwiek inny, normalny element lasu.

Zdjęcie na pożegnanie już z oddali – wolałem nie grzebać w plecaku w poszukiwaniu aparatu, gdy byłem bliżej 🙂

Ta moja przygoda jest dobitną przesłanką za tym, że dziki nie są, jak to ludzie zwykli widzieć – rodzajem maszyn z wgranym, bezwarunkowym programem agresji. Potrafią odróżnić realne zagrożenie od tego, co tylko na takie coś wygląda, a nim nie jest. Śmiem twierdzić: potrafią myśleć nie gorzej od człowieka. A może i lepiej, bo jeśli gdzieś widziałem w życiu bezmyślną, instynktowną agresję i wściekłość, to tylko u ludzi.

Delfiny potrafią, przeglądając się w lustrze zrozumieć, że to coś, co widzą, nie jest obcym osobnikiem, ale ich własnym odbiciem – i są w stanie zdać ten test na o wiele wcześniejszym etapie swojego rozwoju niż ludzkie dzieci.

Wilki wykazują niezwykłe zdolności abstrakcyjnego myślenia, kiedy mając do dyspozycji jedynie zapach stada jeleni, które przeszło przez dany rejon trzy dni temu – już planują strategię ataku.

A wszystko to powstało nie z woli jakiegoś okropnego Boga – okropnego, bo zapatrzonego z miłością w potwory, jakimi są ludzie – ale z Prawa Doboru Naturalnego, z szalonej i nieskończonej mocy ewolucji, która nie ma żadnego celu poza tym, który jest tu i teraz.

Wszechświat nie istnieje dla człowieka, ale dla samego siebie. Zwierzęta nie są zasobem, stworzonym, aby człowiek mógł do woli zaspokajać swoją religijną żądzę mordu i znęcania się nad innymi. Istnieją dla siebie samych i same w sobie stanowią ostateczny cel i sens własnego istnienia. Piękno Wszechświata jest święte samo w sobie i nie potrzebuje uświęcenia ze strony Wielkiego Prymitywa z Zaświatów.

Dlatego zatem, że to wiem; dlatego, że ukazuje mi to nauka, która opiera się na uczciwym, rzetelnym poszukiwaniu prawdy na podstawie weryfikowalnych dowodów; dlatego, że znam brak inteligencji i niegodziwość ludzi żarliwie wierzących; dlatego wreszcie, że poznałem moralną i fizyczną wyższość zwierząt nad istotami ludzkimi – uważam, że twierdzenie o wyższości człowieka nad Przyrodą i wynikające z tego rzekome uprawnienia – jest ohydną, arogancką uzurpacją.

Strzelajcie!

Nie pojadę dziś do lasu, żeby przykuć się kajdankami do jakiegoś dzika i własną piersią zasłaniać go od kul eksterminatorów. Przyroda nie potrzebuje mojej pomocy – sama poradzi sobie z ludzką niegodziwością.

Kiedy Mao Zedong wydał rozkaz, żeby Chińczycy masowo chwytali i zabijali wróble – te bowiem ptaki oskarżył o niepowodzenia swojej jakże światłej polityki rolnej – skutkiem było masowe rozmnożenie się szarańczy i zniszczenie plonów, a w konsekwencji – głód, który pochłonął – według różnych szacunków – od 20 do 40 milionów ofiar w ludziach.

Moją pomocą jest ostrzeżenie. Nie zadzieraj, Polski Rządzie z Potęgą Wszechświata, bo ci Obrona Terytorialna nie pomoże. Grzyb stoczy twoją Fatimską Boginię, a robaki zjedzą zwłoki twojego Boga, Papieża. Ta sama Biblia, w oparciu o którą twoja wiara pozwala ci uważać się za zarządcę Wszechświata przypomina tobie: prochem jesteś  i w proch się obrócisz. Wrócisz do ziemi, z której zostałeś wzięty.

Strzelajcie więc. Wybijecie milion dzików, ale milion pierwszy odleje się na waszym grobie. Nie Przyroda będzie stroną poszkodowaną w całej sprawie, ale obywatele waszego państwa. To oni i ich dzieci będą płacić za wasz obskurantyzm i bigoterię.

A Przyroda sobie poradzi. Już pięć razy różne katastrofy redukowały życie ziemskie do poziomu bliskiemu totalnej zagłady – a Ona się odrodziła w całej swojej potędze i pięknie.

Marzę jednak o tym, żeby choć niektórzy ludzie zrozumieli co tracą, kiedy zamiast patrzeć na Wszechświat oczyma zachwyconego dziecka spoglądają nań jak pole do inwestycji. Wiem, że jest wielu ludzi, którzy nie ulegli dyktaturze religijnych przesądów, ale pojęli dar, jaki otrzymali od ewolucji: że mogą oglądać i podziwiać wspaniałość Wszechświata, który nas otacza, że mogą patrzeć z zachwytem i czcią na zwierzęta, a może nawet mają szczęście nawiązania z nimi pełnej szacunku więzi.

Niech się kręci szaleństwo głupców. Ostatecznie obróci się ono przeciwko samemu sobie. Tym zaś, którzy pokochają wiedzę, zostanie nieskończoność Wszechświata do czerpania zeń prawdziwego i nieskrępowanego szczęścia. Czego Tobie, Czytelniku życzę.

Podziel się