TECHNIKI MANIPULACJI STOSOWANE PRZEZ KSIĘŻY cz. III

Nie zamierzałem tak szybko powracać do tematu technik manipulacji stosowanych przez księży, które opisałem tutaj i tutaj. Jednak ogromne zainteresowanie, jakim cieszyły się obie części skłoniły mnie, żeby jeszcze trochę podzielić się swoją wiedzą na powyższy temat. A więc lecimy: dzisiaj o arsenale rodem ze Specnazu 🙂

Love bombing

opis metody

Przedstawiać tejże za bardzo nie trzeba: większość z nas słyszała o niej w kontekście różnego rodzaju sekt. Polega na otoczeniu nowego członka grupy miłością, życzliwością, dobrocią i przyjaźnią, jakich jeszcze w życiu nie doznał w celu emocjonalnego zniewolenia takiego kogoś.

Kościół katolicki zwykle oskarża – zresztą słusznie – o stosowanie tej metody różne nieautoryzowane grupy religijne. Jednak, jak to prawiła ewangelia, zanim zabierzemy się do wyciągania drzazgi z oka bliźniego, warto by zajrzeć w swoje własne, czy nie ma tam belki.

Otóż  w tym wypadku jest.

W Kościele katolickim istnieje wiele wewnętrznych grup i ruchów o charakterze biblijnym, charyzmatycznym, formacyjnym itp. W większości już chyba parafii w Polsce, zwłaszcza parafii miejskich, istnieją grupy zaliczające się do któregoś z tych ruchów. Wiele zależy od księdza, który taką grupę zakłada, oraz od tego jakim programem ta grupa się kieruje, jednak istnieją takie spośród nich, które z powodzeniem stosują metodę „bombardowania miłością”. Szczególnie niebezpieczne są takie ruchy jak Neokatechumenat oraz Ruch Światło – Życie, posiadają bowiem one złożony program formacyjny, urabiający umysły wciągniętych w nie ludzi. Oczywiście taki program formacyjny wiąże się z istnieniem odpowiadającej mu hierarchii, czy stopni „wtajemniczenia”. Poczucie przynależności w połączeniu z pędem do zdobywania kolejnych stopni, rozwijania swoistej kariery produkują z ludzi fanatyków religijnych.

Jest to bodaj najpotężniejsza broń, jaką dysponuje Kościół katolicki. Sam przeszedłem cztery główne stopnie wtajemniczenia Ruchu Światło – Życie, więc wiem, jak destrukcyjny wpływ na umysł potrafi mieć owa „formacja”. Zresztą na samo to słowo każdy rozsądny człowiek powinien odczuć niepokój. „Formacja” to formowanie kogoś, czyli: nie ma znaczenia, kim jesteś, jakie masz przeżycia, charakter, marzenia, co kochasz i w co wierzysz. Dla nas jesteś ciastem, surowym materiałem, który na siłę uformujemy tak, jak nam się podoba. Wbijemy twój umysł w formę katolickiego fanatyzmu.

kiedy jest stosowana

Większość ruchów katolickich jest adresowana do młodzieży i to tutaj grupy takie czy księża im przewodzący szukają ofiar. Wprowadzone w wielu diecezjach w Polsce obowiązkowe trzyletnie przygotowanie do bierzmowania jest okazją do werbunku przez takie wewnątrzkościelne sekty ludzi młodych, otwartych na sugestie i manipulacje. A jest to istna bomba atomowa Kościoła: pozwala przerabiać zwykłych ludzi na agentów zabobonu, fanatyzmu i przesądu, rozbija rodziny, podporządkowuje, zniewala. Wiem to, gdyż sam pod wpływem takiej to „formacji” byłem fanatykiem i straciłem przez mój fanatyzm najlepsze lata swojego życia. Szczególnie żałuję czasu liceum: miałem szczęście należeć do klasy złożonej z ludzi bardzo, ale to bardzo inteligentnych i prawych. Ale Ruch Światło – Życie wskazywał mi ich jako „gorszych”, bo byli niewierzący, obojętni religijnie czy byli – jak to się w takich kręgach pogardliwie nazywa – „letnimi katolikami”. Gardziłem tymi ludźmi i ja – straszliwie niesłusznie. Chciałbym w tym miejscu powiedzieć Wam – jeśli ktoś z Was to czyta – przepraszam. Dzisiaj znam ogrom swojego błędu. I jestem dumny i szczęśliwy, że mogłem do takiej klasy należeć i takich ludzi poznać. Pozdrawiam Was!

jak się bronić

Można by powiedzieć: jakże możesz, Szamanie Fenrira, radzić innym jak się bronić, skoro sam się nie obroniłeś? No cóż, nie miałem jednego, co teraz masz ty, który to czytasz: nie miałem ostrzeżenia. Nie wiedziałem, wstępując do jednego z ruchów, jak opresyjną i destrukcyjną organizacją jest Kościół i nikt mnie przed tym nie ostrzegł. Kto wie, może gdybym usłyszał albo przeczytał wówczas to, co dane jest czytać odwiedzającym Świątynię Wilka – może uniknąłbym potwornego błędu należenia do tak fanatycznej organizacji. Nikt nie wie „co by było gdyby”. Ważne jest jednak to, że dzięki napisanym tu słowom idzie w świat ostrzeżenie. I jeśli jest jakaś metoda obronienia się przed wewnątrzkościelnymi grupami, to jest nią: NIE WSTĘPUJCIE TAM.

Dobry ziomal

opis metody

Nie znam osobiście żadnego księdza, który by tę metodę wykorzystał na 100%. Dla samego duchownego stanowi ta metoda ogromne niebezpieczeństwo, a księży nie wychowuje się w seminariach do odwagi, ale wręcz przeciwnie. Jednak w jakimś stopniu każdemu księdzu, który nie jest kompletnym sztywniakiem, zdarzyło się z elementów tej metody skorzystać.

Polega ona na tym, że duchowny, zupełnie nie kryjąc się z tym, kim jest  – upodabnia się we wszystkim do członków jakiejś grupy czy subkultury docelowej. Jeśli chce nawracać naukowców, robi jakiś doktorat, zapisuje się do towarzystw naukowych, używa języka naukowców, udaje, że jest poważnym badaczem lub wręcz zaczyna się zajmować jakąś dziedziną nauki. Jednocześnie będąc „wewnątrz” sączy w naukę jad teologii. Inny przykład: ksiądz próbuje nawracać raperów. Zaznajamia się od jednego do drugiego poznając coraz to znaczniejszych lokalnych przedstawicieli tej subkultury. Ubiera się w ich stylu, uczy się mówić jak oni, przyjmuje pewne elementy ich światopoglądu, zaczyna nagrywać i publikować „teksty”, „kawałki”, „bity” itd.

Zastosowanie tej metody może dać spektakularne rezultaty: wprawdzie nie zbliży znacząco grupy docelowej do Kościoła, ale znacząco może poprawić wizerunek Kościoła wśród grup wrogich lub obojętnych.

kiedy jest stosowana

Jak wspomniałem, nie znam osobiście księdza, który zastosowałby tę metodę na 100%. Powodów jest kilka: po pierwsze, wymaga to odwagi, by wejść w czasami niebezpieczne czy wrogie księżom środowisko. Po drugie, poważne zagrożenie dla stosującego tę metodę księdza stanowią przełożeni. W Kościele prym wiedzie beton, pełen strachu przed jakąkolwiek innowacyjnością, jakimkolwiek nieszablonowym podejściem. Działalność księdza próbującego zdobyć wiernych na sposób „dobrego ziomala” prędzej czy później zostanie ukrócona. Wreszcie istnieje niebezpieczeństwo, że ksiądz sam zostanie zdobyty przez środowisko, do którego się uda. Tak było z jednym z najbardziej znanych przedstawicieli owej metody, czyli ks. Międlarem. Pragnąc pozyskać środowisko ultraprawicowych nacjonalistów polskich sam stał się tak ultraprawicowy i nacjonalistyczny, że zaczął być niewygodny dla Kościoła. A ten pragnie przecież zniewolić wszystkich od prawa do lewa.

jak się bronić

Nie trzeba się bronić. Ksiądz, który wejdzie w twoje środowisko próbując je nawracać najprawdopodobniej sam się nawróci. Normalnym biegiem rzeczy straci on bowiem „kontakt z bazą”, która manipuluje jego umysłem. Trzeba jednak strzec się przed jednym. Pamiętajmy powiedzenie: „jedna jaskółka wiosny nie czyni”. Otwartość jednego księdza nie tylko nie oznacza, że Kościół się dla nas bezwarunkowo otworzył. Wręcz przeciwnie, jest to wyjątek, który potwierdza regułę. Potwierdza on, że Kościół NIGDY nie opowie się w pełni za którąkolwiek z ludzkich inicjatyw. Chce bowiem zachować pozycję arbitra stojącego ponad wszystkimi, który będzie dzielił i rządził. Zatem ksiądz, który nagle zacznie rapować nie oznacza, że Kościół pokochał raperów. Ksiądz, który zacznie żyć ubogo, jeździć rozklekotanym rowerem i jeść w barach mlecznych nie oznacza, że Kościół zaczął być otwarty na biednych. ZAWSZE jest to indywidualna inicjatywa tego księdza. W dodatku – o czym się można bez problemu przekonać – zostanie ta inicjatywa, prędzej czy później, źle oceniona przez biskupi beton. I prędzej czy później taki ksiądz zostanie zniszczony. Nawet jeśli beton uzna, że ów ksiądz jest użyteczny, będzie taki tylko przez krótki czas.

Cudowne rozeznanie

opis metody

Duchowni stosują tę metodę najczęściej podczas tzw. nabożeństw modlitw o uzdrowienie. Wygląda to tak: wychodzi ksiądz na ambonę, przymyka oczy, przybiera natchniony wyraz twarzy i mówi:

W tej właśnie chwili jest wśród nas osoba, cierpiąca na przewlekły ból głowy. Bóg cię dotyka, uzdrawia. Właśnie teraz doznajesz ulgi. Widzę teraz, że jest wśród nas ktoś… kobieta, tak, kobieta cierpiąca na schorzenie żołądkowe. Oto teraz dobry Bóg przychodzi do ciebie i dotyka twojej choroby tak, że już wkrótce doznasz poprawy swojego zdrowia. Jest wśród nas osoba, której ojciec dużo pił, wszczynał awantury w domu, swoim alkoholizmem zniszczył jej dzieciństwo… teraz ta osoba wiele cierpi, ale Bóg przychodzi do ciebie ze swą nieskończoną miłością…

I tak dalej, i tak dalej. Można to ciągnąć bez końca. A że w dużym zgromadzeniu wiernych na 90% znajdzie się ktoś, kogo właśnie boli głowa, kto ma zatwardzenie lub sraczkę, kto miał alkoholika w rodzinie – te osoby będą pewne, że o nich mowa. I zadziwią się – „to cud! Bóg dał temu księdzu NADPRZYRODZONY DAR!!! On widział moją chorobę, tak, naprawdę poczułem ulgę, tak BÓG MNIE DOTKNĄŁ!!!”

Sednem metody jest to, że ksiądz wymienia schorzenia czy problemy na tyle często występujące, lub formułuje je na tyle ogólnikowo, że prawie na pewno będą kogoś z obecnych dotyczyć. To jest to samo, jakby w telewizyjnym teleturnieju na pytanie z odpowiedziami A, B, C i D uczestnik rzekł: „Mam! Duch Święty mnie oświecił! Prawidłowa jest JEDNA Z TYCH ODPOWIEDZI!!!”. Tyle, że w telewizyjnym teleturnieju by w ten sposób nie wygrał. A w kościele, podczas podniosłego nabożeństwa, w blasku świec i przy akompaniamencie śpiewów – wygra. Wygra nagrodę zwaną Totalnym Otumanieniem Wiernych.

kiedy jest stosowana

Jak wspomniałem, najczęściej odbywa się taki teatrzyk podczas nabożeństw Modlitwy o Uzdrowienie. Ale nie tylko. Sama metoda jest stara jak świat, stosowali ją różnej maści szarlatani najróżniejszych religii. Stosują ją misjonarze, rekolekcjoniści, liderzy grup charyzmatycznych. Co ważne, często sami wierzą w to, że ogólnikowe pierdoły, które wypowiadają są rzeczywiście natchnieniem z zaświatów.

Jak się bronić

Samemu spróbować. Stań przed grupą ludzi i zacznij mówić: „właśnie teraz otrzymałem oświecenie: dar rozeznania od Boga. Tak, widzę! Widzę!!! Jeden z nas dziś rano się wysikał! Jedna z nas piła dzisiaj kawę! Jeden z nas przyjechał tu samochodem! Jedna z nas pali papierosy! Jeden z nas lubi piwo!”

Wówczas zobaczysz absurdalność faktu, że po usłyszeniu takiego bełkotu wielu ludzi całym sercem wierzy, że oto jakiś Duch Święty zstąpił z nieba i natchnął nadprzyrodzonym rozeznaniem przenajświętszego kapłana. I że jest to dowód na istnienie tegoż Ducha Świętego. I na cudowne działanie jego w kapłanach. I na ich nieomylność i nadprzyrodzone moce.

Jestę ofiarom!!!

opis metody

Nie trzeba o tej metodzie wiele pisać: jest wszystkim ludziom dobrze znana, bo każdemu z nas zdarza się jej używać. Chodzi o ustawienie się w pozycji tego biednego, pokrzywdzonego, żeby z drugiej strony automatycznie zrobić „tego złego”.

Zobacz, ile przez ciebie musiałem się napracować! Tak, jak zwykle wszystko zwalasz na mnie… Zawsze tak jest, taki już mój los. Tak, oczywiście ty wiesz lepiej, a ja oczywiście jestem głupi.

Trzeba jednak pamiętać, że przeciętny ksiądz jest o wiele lepszym aktorem od przeciętnego nie-księdza. Tym samym tę prostą, wydawałoby się dziecinnie łatwą do wykrycia metodę potrafi wynieść do poziomu sztuki.

Celem jest oczywiście wzbudzenie poczucia winy w rozmówcy. Użycie tej metody na skalę masową również jest możliwe. Wówczas wypowiada się w telewizji jakiś biskup i mówi o „atakach na Kościół” o „bezpardonowej walce, wydanej Chrystusowi”, o „zaszczutych kapłanach” itd.

kiedy jest stosowana

Co tu dużo mówić – namiętnie i pasjami. Ta metoda jest tak powszechnie i codziennie używana, że nawet nie zwracamy już na nią uwagi. A to sprawia, że wbrew zasadzie inflacji jest tym skuteczniejsza.

Księża w polskich seminariach nie mają wprawdzie osobnego wykładu na temat sztuki aktorskiej. Jednak powszechnym zwyczajem jest, że przy najprzeróżniejszych okazjach dany rocznik klerycki przygotowuje dla kolegów jakieś przedstawienie. Są wykłady z fonetyki, dykcji itp. Elementy przygotowania aktorskiego alumni otrzymują też na wykładach z homiletyki, czyli sztuki mówienia kazań.

Nic więc dziwnego, że radzą sobie lepiej od przeciętnych ludzi we wzbudzaniu poczucia winy.

jak się bronic

Najłatwiej jest się bronić zimnym draniom, najtrudniej wrażliwym perfekcjonistom, którzy nie zniosą choćby cienia poczucia, że kogoś krzywdzą.

jest kilka dróg radzenia sobie z tą metodą manipulacji. Ograniczę się może do tej, którą sam stosuję. Po pierwsze, rozwijam swoją wiedzę na temat praw przyrody, a one są daleko inne od ludzkiej etyki. Nie ma w nich jasnego i arbitralnego rozgraniczenia dobra i zła, nie ma sprzeczności między dbaniem o własny interes a pomaganiem innym. Znajomość przyrody otwiera mnie na świadomość tego, że oprócz ludzi jest wokół nas wiele istot, co do których nie ma żadnego powodu, by uważać je za gorsze czy niższe. Kiedy idąc więc drogą rozdepczę ślimaka przez nieuwagę wiem, że stałem się tylko elementem przypadku, który obraca całą maszynerię biosfery. Tak samo może rozdeptać mnie od środka byle bakteria czy pierwotniak. Patrzę na to, co udało mi się zrobić dobrego, a nie na to, co mi się nie udało. Jestem świadom, że nigdy nie będę doskonały w czymkolwiek i nie chcę wcale taki być. Nie potrzebuję być doskonały moralnie do tego, żeby się dobrze czuć. Wystarczy mi, że będę dobry dla swojego psa. Ludzie mają tendencję do hurra – optymizmu w stosunku do swoich możliwości. Nawet pesymiści są tacy, są tylko przepełnieni rozpaczą z powodu tego, że los czy oni sami nie spełnili prognoz optymizmu. Człowiek czuje się w obowiązku mieć „wyższe” aspiracje, „wyższe” wartości. I nie widzi, że nie od nich zależy jego szczęście.

Jeśli więc jakiś ksiądz zacznie ci mówić, jak to go bieda nie przytłacza, ile to on nie ma wydatków na remonty w parafii, na działalność, a jakże, dobroczynną, że o głodzie i chłodzie w pocie czoła głosi ewangelię – odpowiedz:

Cudownie. To jest bardzo piękne. Ale ja nie dam nic, bo mi zależy na swoim żołądku i głowie. I w zupełności mi wystarczy do szczęścia, jeśli mój talerz będzie pełny, a mój dach nie będzie przeciekał. Wystarczy mi, jeśli zadbam o swoją rodzinę. A plebania może się dla mnie nawet i zawalić.

Onieśmielenie autorytetem

opis metody

Ksiądz usiłując przekonać wiernego do czegoś, powołuje się: na słowa Biblii, na Jana Pawła II, na Maryję, na matkę Teresę z Kalkuty, na Józefa Piłsudskiego, czy też na autorytet bezosobowy:  na przykład dobro narodu albo tradycję przodków. Wykorzystuje fakt, że są pewne osoby czy sprawy darzone szacunkiem niezależnie czy też w miarę niezależnie od światopoglądu. Są też osoby czy sprawy, na których temat opinie są wprawdzie podzielone, ale jakiś przedziwny społeczny konsensus nakazuje szacunek czy przynajmniej oględność w wypowiadaniu się o nich i nie wypada o nich źle mówić.

Jan Paweł II powiedział wyraźnie, że Polska nie może być Polską, jeśli nie będzie katolicka! Jezus Chrystus, uniwersalny wzór dobroci i człowieczeństwa, którego nauka niesie nadzieję milionom ludzi, dał apostołom władzę odpuszczania grzechów! Matka Teresa z Kalkuty jest przykładem tego, z jakim poświęceniem Kościół otacza opieką ubogich i pokrzywdzonych – ty więc, atakując Kościół depczesz tychże ubogich i pokrzywdzonych!

I tak dalej, i tak dalej…

kiedy jest stosowana

Jest to metoda uniwersalnego użytku. Może się pojawić na kazaniu, podczas spowiedzi, nauki przedmałżeńskiej, na lekcji religii czy przy wódce na weselu. Ponieważ nie wymaga wiele – wystarczy mieć ogólne pojęcie o poglądach i zasługach danego „autorytetu” – stosują ją księża z niższych półek intelektualnych, ale nie tylko. Nawet Pawłowi z Tarsu zdarzyło się zacytować Jezusa, choć bodaj tylko kilka razy na całe setki stron jego listów.

Co więcej, powołanie się na autorytet ma tę zaletę, że można w pewnych warunkach totalnie na temat tegoż zmyślać. Nie trzeba przeczytać ewangelii, żeby móc powiedzieć; „Jezus Chrystus nakazał nam miłować bliźnich naszych”; nie trzeba znać treści encyklik, listów czy homilii żeby powiedzieć: „Jak napisał Jan Paweł II, wiara jest fundamentem życia katolika”.

W seminarium krążyło nawet takie cyniczne powiedzenie: Jak poznać, że ksiądz nie przygotował się do kazania? Powołuje się na Jana Pawła II!

jak się bronić

Myśleć samodzielnie. Autorytety jakiejkolwiek dziedziny są dobre tylko wtedy, gdy się z nich mądrze korzysta. A na pewno nie mieści się w tym pojęciu bezkrytyczne przyjmowanie czyichkolwiek słów czy czynów za nieomylne i absolutnie doskonałe i prawdziwe. I na pewno nie jest mądrze korzystać wyłącznie z jednego autorytetu bez sprawdzenia, co inne mają na dany temat do powiedzenia. A już najwyższym szczytem głupoty jest powoływać się na autorytet w kwestii, którą sam mogę sobie sprawdzić.

Innymi słowy, jeden autorytet to brak autorytetu. Jeśli ktoś jest przyjmowany za autorytet bezkrytycznie, jest to najlepszy dowód niekompetencji tegoż. Bo jeśli ktoś nie wie tak oczywistej rzeczy, że może się mylić, to jak może wiedzieć, kim jest Bóg albo co nas czeka po śmierci?

To już naprawdę koniec wymieniania technik manipulacji – i nie mam ochoty więcej wracać do tematu 🙂 Zostawię was dzisiaj z najlepszą możliwą i najprostszą radą: NIE DAJCIE SIĘ!

Podziel się