TOTEM WILKA

Obiecałem kiedyś (dokładnie tutaj), że napiszę coś więcej o koncepcji totemu. Najwyższy czas, żebym tę obietnicę spełnił. Zapraszam Was do poznania pradawnej, lecz mądrej koncepcji, wymarłej w naszej kulturze – z wielką dla tejże kultury szkodą.

Na początek pragnę wyraźnie zaznaczyć: totem nie ma dla mnie nic wspólnego z wierzeniami, gusłami, przesądami, czarami, ezoteryką, okultyzmem itd. Owszem, to pojęcie bywa tak używane, nawet dość często, ja jednak wyraźnie się od tego odcinam. Jako umysłowi oddanemu nauce, jako komuś, kto dobrze poznał wartość zdrowego sceptycyzmu – te powyższe rzeczy są mi obce.

Czym jest dla mnie totem

Totem to bardzo użyteczne pojęcie dla każdego, kto Przyrodę i Wszechświat uważa za jedyne rzeczy godne czci i uwielbienia.

Jak pisałem już kiedyś, Wszechświat jest ogromny i niebywale złożony, przez co nasze umysły nie mogą go ogarnąć. Jesteśmy zmuszeni skapitulować przed ogromem wiedzy, jaką już posiedliśmy o Wszechświecie, a ileż jest wiedzy, która dopiero czeka na odkrycie!… Człowiek, który zdecyduje się uwielbić ten Wszechświat, nazwać go swoim Bogiem, uznać, że w przeciwieństwie do nieistniejących duchów jest on rzeczywistością godną najwyższego podziwu – taki człowiek nieuchronnie poczuje się wyjątkowo samotny wobec tej wielkości.

Lekarstwem na to poczucie osamotnienia jest totem. Czym zatem jest? To nic innego jak specjalizacja. To wycinek Wszechświata, jakaś jego odrębna, wyraźnie wyróżniona część, która wyjątkowo pociąga Twój umysł, tak, że pragniesz wiedzy właśnie o tej części, a inne rozpatrujesz ewentualnie i tylko w  odniesieniu do niej. Totem to część Wszechświata na tyle mała, że zdołasz choć z grubsza ją zrozumieć i poznać w ciągu swojego życia. Taki totem będzie Twoim oknem na wiedzę o całej reszcie Wszechświata; totem ją uporządkuje na tę, która będzie Ci przydatna i na tę, której nie potrzebujesz.

Jest na przykład spora grupa ludzi – zarówno amatorów, jak i zawodowców – którzy poświęcają się „polowaniu” na tornada. Jeżdżą po wszystkich rejonach świata, gdzie takie zjawiska odpowiednio często występują, tropią je, wytrwale ścigają, a gdy już je znajdą – fotografują, filmują, badają najprzeróżniejszymi metodami. Każdy z tych ludzi ma swoje, osobiste powody, dla których ta część wiedzy ich zafascynowała, pociągnęła, stała się ich pasją i gorącym zamiłowaniem.

Jeżeli by się zdarzyło – a wiem, że się to często zdarza – że któremuś z tych ludzi to zajęcie nie znudziłoby się po kilku sezonach, ale zostało z nim na długie lata, to myślę, że jego stosunek do tornad czy burz prędzej czy później nabrałby drugiego dna. Oprócz koniecznego do zdobycia rzetelnej wiedzy: chłodnego, naukowego oglądu, rygoru metodologicznego itd. pojawiłby się stosunek emocjonalny, coś w rodzaju przywiązania. W rozmowie z ludźmi, którzy od wielu lat zajmują się tornadami często usłyszeć można, że „mają nosa” do nich, „czują w kościach”, gdzie akurat się pojawi, a gdzie nie.

Oczywiście podkreślam, że taka intuicja nie ma nic wspólnego z jakimś „szóstym zmysłem”. Jest to rezultat głębokiej i obszernej, nabywanej z trudem i przez długi czas wiedzy. Wiedza taka na pewnym etapie sprawia, że człowiek nie musi przeprowadzać świadomego rozumowania, żeby z koloru chmur, zapachu deszczu, odczytów na termometrach, barometrach i wielu innych czynników rozeznać, na przykład, że z tej konkretnej burzy tornada nie będzie. Takie rozumowanie  nasz mózg przeprowadza wówczas samoczynnie i bez spowalniającej go świadomości, a do nas dociera już tylko końcowy wynik.

Mamy więc jakiś wycinek Wszechświata. Mamy człowieka, który się tym fascynuje – tak o, po prostu. Człowiek ten idzie krok dalej, czyli poświęca się tej fascynacji, kształtuje swoje życie wręcz w oparciu o nią. Następnie, po jakimś czasie wytrwałego zamiłowania, nabiera do przedmiotu swojej pasji emocjonalnego i intuicyjnego stosunku.

Na tym jednak etapie ta emocjonalność nie jest już głupia, nierozumna. Wręcz przeciwnie, nie zakłóca ona już w żaden sposób obiektywizmu i naukowego podejścia. Jest jak okrzepła więź, stare małżeństwo, które wiele prób przetrwało i trwa nadal.

I tu doszliśmy do progu sedna sprawy. Jeśli jesteś jak ja panteistą i uwielbiasz Wszechświat za jego potęgę, piękno, złożoność i doskonałość – to ten przedmiot pasji będzie Twoim totemem.

Co nam się przyda z religijnych koncepcji totemu

Samo określenie totemu pochodzi oczywiście z czasów, gdy o naukowym badaniu świata nikt nie słyszał. Jest to element dawnych, religijnych wierzeń, często pełnych także wyjątkowo głupich przesądów. Mądrze jest jednak korzystać z doświadczeń przodków – zwłaszcza przodków nieogłupionych jeszcze przez jedną z tzw. wielkich religii. Wśród umysłowych śmieci są wszakże i skarby. Myślę, że do takich właśnie skarbów należy idea totemu.

Totem – jak wierzono – jest czymś lub kimś, kto wybiera człowieka i staje się jego duchem – opiekunem. W wielu plemionach Rdzennych Amerykanów panował zwyczaj tzw. Pogoni za Głosami, gdzie młody członek społeczności, aby zostać uznany za dorosłego, musiał udać się na samotną wędrówkę w dziczy po to właśnie, żeby poznać swój totem. Jak wierzono, to totem sam wybiera swojego człowieka – a człowiek ten wybór ze swojej strony jedynie akceptuje. Taki totem stawał się potem godłem, częścią tożsamości takiego człowieka, a jeśli był on wodzem plemienia, totem taki był w pewien sposób totemem całego plemienia. W tradycji przekazywano sobie opowieści o totemach najwybitniejszych wodzów z przeszłości danego ludu. Rzeźbiono przedstawienia tych totemów, ułożone jedne na drugich i tak powstawał słup totemiczny. W kulturze popularnej stąd właśnie funkcjonuje błędne nazywanie owego słupa totemem. Rzeźba taka jest bowiem tylko ilustracją, przedstawieniem chronologicznym totemów przodków, swojego rodzaju zapisem historii.

Z tych wierzeń szczególnie jedno warto zachować w pamięci. To totem wybiera Ciebie.

Przez to wyrażenie nie sugeruję jednak, że za tornadem na przykład stoi jakiś osobowy duch, który widząc cię mówi: „o, to ja się zajmę tym człowieczkiem!” Jest to skrót myślowy. Totem wybiera Ciebie w tym sensie, że to ciąg niezależnych od Ciebie przyczyn sprawia, że akurat taki a nie inny wycinek Wszechświata staje się Twoją pasją. Bo tylko taka pasja jest prawdziwa, nie ulotni się, nie znudzi, wręcz przeciwnie, w miarę poznawania apetyt na wiedzę będzie rósł.

Tak pojęty totem nadaje Twojemu życiu sens i cel – bo masz coś, czemu bez reszty się poświęcasz i jesteś w tym naprawdę szczęśliwy.

Taki totem staje się Twoim opiekunem – bo w nawet najczarniejszych godzinach Twojego życia będziesz czerpał z wiedzy, poznanej dzięki swojej pasji i wiedza ta pozwoli Ci uniknąć wiele niebezpieczeństw i przetrwać wiele przeciwności, przy których inni dawno by się poddali.

Tak rozumiany totem staje się Twoim przyjacielem w ogromie Przyrody i pozwala Ci ją coraz lepiej poznawać i coraz bardziej kochać.

Dlaczego wilk jest moim totemem

Moim totemem jest Wilk, ponieważ długi ciąg przyczyn i długa historia mnie do niego doprowadziła. Może kiedyś opowiem Wam o tym. Dziś jednak chciałbym raczej skupić się na tym, dlaczego TERAZ moim totemem jest Wilk, jakie przyczyny trwają w chwili obecnej i łączą mnie z Wilkami nierozerwalną więzią fascynacji, ciekawości i głodu wiedzy.

Wilki są istotami o potężnej inteligencji. Wciąż słabo zbadane są ich umysłowe i poznawcze zdolności.

Wilki są też zwierzętami, które zupełnie inaczej niż my postrzegają otaczającą ich rzeczywistość. My, ludzie, jesteśmy wzrokowcami, to oczy są dla nas najważniejsze. Dla wilka wzrok jest tylko pomocniczym zmysłem dla węchu, który u nas z kolei zajmuje ostatnie miejsce. Wilk myśli węchem. Pomyślmy, jak różna jest to wizja rzeczywistości! Wzrok ukazuje nam przecież tylko to, co jest tu i teraz. Dzięki wzrokowi widzimy wszystkie przedmioty od zewnątrz, ale nie pozwala nam zajrzeć do wnętrza drzewa, skały czy człowieka. No, chyba że tego człowieka zabijemy i wypatroszymy… ale ja wolę mniej inwazyjne metody badawcze 🙂

Tymczasem zapachy ukazują nam rzeczywistość nie tylko tą z chwili obecnej, ale jednocześnie sprzed godziny, dnia, tygodnia. Jak głęboko wzrok sięga w przestrzeń, tak węch wnika w czas, w przeszłość. To dzięki temu wilk w ciszy pustkowia przysypanego świeżym śniegiem WIDZI nosem przechodzące tędy przed wieloma godzinami stado saren. Węch też, w przeciwieństwie do wzroku pozwala zaglądać wgłąb obserwowanej rzeczy. Wilk swoim nosem jest w stanie przeanalizować skład chemiczny powietrza które wydychasz, Twojego potu, Twojej krwi. Będzie znał Twoje choroby, dietę, nawyki a nawet emocje – bo wszystko to odbija się przecież w chemii Twojego organizmu.

Chyba to wystarczy – a mógłbym pisać jeszcze bardzo wiele – żeby wytłumaczyć moją fascynację Wilkami.

Jest jednak jeszcze coś. Jak wiecie, byłem kiedyś katolickim duchownym. Poznałem od wewnątrz ohydę religii i religijnych instytucji. Poznałem, jak idiotyczna, głupia i zatrważająco poniżająca dla ludzkiego umysłu jest teologia chrześcijańska. Poznałem, jak okropnego Boga ta teologia nam proponuje pod osłoną słodkich słówek i pięknie brzmiącej poezji. Wiem dziś, że religia ta opiera się na bezwzględnym żądaniu posłuszeństwa zmyślonym, nie dającym się udowodnić, a często wprost nieprawdziwym twierdzeniom – i to tylko dlatego, że zostają podane przez ludzki autorytet. Autorytet, za którym stoją małostkowi, opętani żądzą władzy i w gruncie rzeczy nieszczęśliwi ludzie. Nieszczęśliwi są niewolnicy tych paskudnych memów, zwanych tam dogmatami, niewolnicy instytucji, systemu, którego w gruncie rzeczy nikt nie kontroluje – przeciwnie, to on kontroluje oddanych mu ludzi.

Poznałem to wszystko i wiem, że obraz owczarni i Dobrego Pasterza jest rzeczywiście idealnym obrazem religii katolickiej. Wszystko jest w tej alegorii powiedziane. Dziwię się, że nie słyszałem, żeby ktoś przejrzał, o co w niej naprawdę i w sposób oczywisty chodzi. A chodzi o to, żeby ludzie podążali jak barany za kimś, kogo uznają za gatunkowo lepszego: za kapłanem, biskupem, papieżem, autorytetem teologicznym itp. Mają podążać ufnie, bezmyślnie i bezdyskusyjnie po to tylko, żeby ów „Dobry Pasterz” mógł te owieczki doić, golić do gołej skóry, a na końcu zarżnąć i sprzedać do mięsnego.

Ponieważ to poznałem, jestem wrogiem tej rzeczywistości. A że największym wrogiem Pasterza jest Wilk, to Wilk stał się moim totemem, godłem i inspiracją. Pasterz drży, gdy usłyszy wycie Wilka bo boi się, że Wilk naruszy jego owczarnię, jego obóz koncentracyjny, który z takim trudem zbudował na naiwności i na kłamstwie, żeby móc bez ograniczeń wykorzystywać owce – ekonomicznie, egzystencjalnie a czasami też i seksualnie.

Jednak Pasterz drży na próżno, bo Wilkowi wystarczą szybkie i silne jelenie, chyże sarny i potężne dziki, z którymi musi się mierzyć i którymi się żywi niezależnie od jego ogłupionych owieczek. Tak mi wystarczy biologia i bogactwo jej wiedzy do zdobycia. Wilk nie może jednak pozostać obojętnym, gdy Pasterz narusza jego las, karczuje go i wybija żyjące w nim zwierzęta. Niech się wtedy nie dziwi, że zaatakuje. Tak ja nie mogę milczeć, gdy widzę, jak teologia uzurpuje sobie prawo do poprawiania ustaleń nauki, do kwestionowania udowodnionych prawd, do władzy nad ludzkimi myślami, poglądami i uczuciami.

Wilk to wspaniały totem dla każdego, kto kocha naukę. Jak Pasterz boi się Wilka, tak teologia boi się nauki, bo wie, że ta może obnażyć jej kłamstwa. Może będzie i Twoim totemem. Świat Przyrody jest jednak ogromny i złożony z wielu istot i zjawisk. Pamiętaj: Twój prawdziwy totem sam Ciebie wybierze…

Podziel się