TECHNIKI MANIPULACJI STOSOWANE PRZEZ KSIĘŻY cz. II

Przedstawiam kolejną porcję chwytów, stosowanych przez księży w celu intelektualnego i emocjonalnego obezwładnienia wiernych. Dzisiaj o ciężkim uzbrojeniu…

Kazanie tykanie

W dzisiejszej ewangelii Pan Jezus zwraca się do ciebie z wezwaniem, obok którego nie możesz przejść obojętnie. Ewangelia jest radykalna, a ty! Tak, ty! Musisz dokonać wyboru. Czy opowiesz się za jej radykalnym przekazem, czy pozostaniesz w ciepłym szambie swoich grzechów…

opis metody

Polega ona na tym, że ksiądz w trakcie przemówienia skierowanego do szerszej publiki – a więc w trakcie kazania, katechezy itp. – używa drugiej osoby liczby pojedynczej. Jest to genialny w swojej prostocie trik. Wykorzystuje on fakt, że jesteśmy z natury przyzwyczajeni do tego, że gdy znajdujemy się w tłumie, do tłumu mówi się „wy” albo „my”. Zastosowanie w takiej sytuacji zaimka „ty” powoduje podwójny skutek. Po pierwsze, zaskakuje i jednocześnie daje wiernemu –  każdemu z obecnych! – poczucie, że kazanie jest zwrócone szczególnie DO NIEGO. Po drugie, powoduje podświadome skrępowanie. Wyobraź sobie sytuację, w której stoisz w tłumie i ktoś rzeczywiście woła ciebie po imieniu, wskazuje na ciebie. Oczywiście cały tłum się odwraca i spogląda na ciebie. Gdy więc ksiądz na kazaniu mówi cały czas „ty”, „tobie”, „ciebie” – psychika wiernego mimowolnie reaguje tak, jakby taka właśnie sytuacja miała miejsce; podświadomie każdy czuje się wtedy, jakby właśnie wskazywano bezpośrednio na niego wobec dużej grupy obcych ludzi. To powoduje wzmożoną czujność, stres. Większości ludzi, nieprzygotowanym na taką retorykę trudno zachować obojętność wobec takiej homilii, konferencji itp.

kiedy jest stosowana

Trzeba by raczej zapytać: przez kogo. Jest to indywidualny charakter retoryki niektórych księży. Podczas, gdy większość duszpasterzy używa neutralnego „my”, niektórzy uciekają się do metody „kazania – tykania” w celu przykucia uwagi słuchaczy. Skutki, o ile dane mi było zaobserwować, są spektakularne: ksiądz może prawić najnudniejsze w świecie banały, płodzić nielogiczności i absurdy, motać się w kolejnych sofizmatach – ale dzięki tej metodzie wielu wiernych wyjdzie z takiego kazania wstrząśniętych, przejętych do głębi duszy. I znowu sypią się pod adresem kaznodziei określenia typu: „moje życie zmieniło się po tym kazaniu!”, „to do mnie trafiło”, „AAAACH! PRZEŻYŁEM NAWRÓCENIE!!! I DAJĘ TEMU ŚWIADECTWO, ŻE DZIĘKI KSIĘDZU X-Y-Z jestem dziś INNYM CZŁOWIEKIEM…”

Ta metoda to istne wunderwaffe, wciąż jeszcze nieodkryta przez większość księży. Kapłan może dzięki niej, będąc nawet kompletnym matołem, mając poziom intelektualny parobka od gnoju – zdobyć famę wielkiego kaznodziei. Jeśli jednak oprócz tego dysponuje sporą inteligencją i wiedzą – to stosując tę metodę staje się straszliwą maszyną do przerabiania umysłów.

jak się bronić

Wystarczy słuchając takiego kazania wstawić w myślach pod zaimek „ty” – „my”. Zapewniam, że efekt będzie wprost magiczny: coś, co wydawało się objawieniem, słowami proroka – stanie się pustosłowiem, laniem wody i lekiem na bezsenność.

Jak to mówią, diabeł tkwi w szczegółach 🙂

Cios poniżej pasa – wersja od przodu

To, co sobą teraz przedstawiasz, to po prostu egoizm i pycha. Tak, egoizm i pycha przemawiają przez ciebie. Hi, hi, hi, ale ty jesteś pyszny! Myślisz tylko o sobie, zamykasz się w swoim egoizmie jak w takiej skorupie, nie raczysz nawet spojrzeć na innych…

opis metody

Z egoizmem i pychą jest jak z genitaliami – każdy je ma, ale wszyscy się ich wstydzą. Te najpowszechniej występujące ludzkie słabości są też najpowszechniej potępiane. Duszpasterz może to z powodzeniem wykorzystać. Po pierwsze, egoizm i pychę można zarzucić literalnie każdemu człowiekowi chodzącemu po tej planecie. Gdyby ksiądz zarzucił ci np. gwałt na nieletniej, w większości wypadków nie trafiłby z diagnozą grzechu. A tu – no cóż… Kto spośród ludzi jest taki, że bez przerwy myśli tylko o innych, poświęca się bezgranicznie i bezustannie? I to wszystko bez nawet cienia samozadowolenia z tego powodu? Albo kto jest tak pokorny i skromny, że nawet podświadomie nie poczuje się dobrze, gdy go chwalą, lubią, poważają?

Ksiądz stosujący tę metodę ma duże szanse wywołać u dowolnego człowieka poczucie winy, wzbudzić złą samoocenę, a tym samym urosnąć do rangi przenikliwego diagnostyka dusz.

Kiedy jest stosowana

Metodę ciosu poniżej pasa – wersję od przodu stosują księża w konfesjonale, w trakcie spowiedzi, rozmów indywidualnych. Wtedy jest też najskuteczniejsza. Może też połączyć ją z „kazaniem – tykaniem” i wówczas zaatakować grupę wiernych. I znów dzięki tej metodzie jak grzyby po deszczu wyrastają kolejne autorytety duchowe. I znowu dzięki do bólu prostej sztuczce można niewielkim kosztem osiągnąć rewelacyjne wyniki w postaci kolejnych zniewolonych, przytłoczonych poczuciem winy umysłów.

jak się bronić

Po pierwsze, trzeba nam wiedzieć, że egoizm wbrew ludzkiemu idee fixe nie jest niczym złym, nie sprzecza się też z altruizmem. Jak to? – zapytacie. Otóż w przyrodzie panuje zasada, że każdy ma prawo i obowiązek dbać przede wszystkim o siebie. Trzeba tylko dbać mądrze. Poświęcenie, przyjaźń i oddanie działają na korzyść tego, kto się nimi odznacza. Z drugiej zaś strony, nie pomożesz drugiemu skutecznie, jeśli sam najpierw nie zadbasz o swoje bezpieczeństwo. Innymi słowy, mądry altruizm i mądry egoizm idą ręka w rękę. Gdy stado jest zgrane, a każdy w nim ufa drugiemu, każdy w tym stadzie odnosi osobistą korzyść.

Większość naszego „egoizmu” to właśnie takie, podyktowane przez naturę dbanie o siebie otwarte na pomaganie innym. Większość naszej tzw. „pychy” to normalny, całkowicie naturalny odruch radości z tego, że w czymś jesteśmy lepsi, że coś nam się udało i w żaden sposób nie wyklucza uznania dla drugiego. Kościół przez wieki jednak dokonał paskudnej roboty rozregulowania w ludziach tych naturalnych właściwości. Stąd też wynikają trudności w zdrowym i zbilansowanym podejściu do obu szalek wagi „ja” – „inni”. Hierarchii duchownej zawsze na rękę było, żeby ludzie nosili w sobie jak najwięcej poczucia winy z byle czego i przy każdej możliwej okazji. Tylko bowiem skruszeni grzesznicy będą tłumnie przystępować do spowiedzi, sypać ofiarami pieniężnymi w intencji odpuszczenia straszliwego grzechu swojego egoizmu, swojej pychy.

Pyszny to dopiero jest ksiądz, stawiając się w roli boskiego sędziego mojego sumienia. To dopiero jest egoizm zarabiać na cudzym poczuciu winy.

Cios poniżej pasa – wersja od tyłu

Ktoś musiał cię bardzo skrzywdzić, że tak teraz myślisz, że taki teraz jesteś. Przeżyłeś wielką traumę… Ja rozumiem, jakie to jest dla ciebie trudne, ale nie wolno ci się zamykać w swoim poranieniu… I tak poraniony będziesz iść przez życie i ranić innych… A wiesz, ilu przez ciebie cierpi? Niestety! Nie pozwalasz sobie pomóc…

opis metody

Podobnie jak w metodzie powyższej, ksiądz wykorzystuje fakt, że każdemu człowiekowi na tej planecie zdarza się przeżyć coś bolesnego czy trudnego. Nawet u przeciętnego szesnastolatka można znaleźć takie momenty w życiorysie, a co dopiero u osoby dorosłej czy starszej. I, podobnie jak z pychą czy egoizmem tego też się wszyscy wstydzą. Wątpliwą zasługą pana Freuda (a raczej jego szkoły) jest też powszechne uznanie dogmatu, jakoby trudne, bolesne przeżycia skutkowały automatycznie permanentnymi problemami psychicznymi. Innymi słowy: cierpiałeś? To jesteś chory psychicznie!

Niuansem odróżniającym tę metodę od insynuowania komuś pychy i egoizmu jest postawienie wiernego zamiast w pozycji krnąbrnego grzesznika – w pozycji upokorzonego cieniasa. A jaśnie łaskawy ksiądz w swym nieskończonym miłosierdziu teraz zstępuje do niego z wyżyn swojej chwały by nieść mu pomoc.

kiedy jest stosowana

Znów królują tu spowiedzi, indywidualne rozmowy itd. Podatni na tę metodę są ludzie w wieku dojrzewania, gdy szczególnie emocjonalnie przeżywają nawet niewielkie trudności czy przeciwności losu. Nie podejmuję się oceniać, ilu pedo- i efebofilów w sutannach złowiło kolejną ofiarę właśnie dzięki takiemu zagraniu.

jak się bronić

Znów trzeba mieć pogłębioną samoświadomość i refleksję swoich bolesnych momentów w życiu. Trzeba stawić im czoła i pojąć, jak wielką siłą obdarza nas takie doświadczenie, jeśli je przetrwamy. Nie jesteś poraniony – jesteś wojownikiem z bliznami, którymi możesz się chlubić. Przyroda jest o tyle łaskawsza od katolickiego boga, że pozwala ci nienawidzić tych, którzy cię skrzywdzili, pozwala uważać ich za wrogów i tak też traktować. Ty samym nie obarcza cię dodatkowym poczuciem winy za to, że ośmielasz się nie „miłować swoich nieprzyjaciół”.

Cały ten rwetes z „traumatycznymi przeżyciami”, „poranieniem” itd. przypomina w gruncie rzeczy kult błony dziewiczej w Kościele. Nie jesteś już dziewicą? Jesteś upadła! Masz złe wspomnienia, przeżyłeś traumę? Jesteś chory psychicznie! To dokładnie ten sam szablon myślenia.

Tymczasem gdyby takie myślenie miało choć cień oparcia w rzeczywistości, wszyscy bylibyśmy w kaftanach bezpieczeństwa. Nasi praprzodkowie przeżywali o wiele, wiele większe traumy każdej nocy i na każdym polowaniu a mimo to przetrwali. DNA nie zmieniło się jakoś straszliwie od tamtej pory. Każdy człowiek ma w sobie mnóstwo dobrych, skutecznych mechanizmów radzenia sobie z ciężkimi przeżyciami. Zamiast się ich wstydzić, jęczeć jakie to złe są te „mechanizmy obronne” powinniśmy być wdzięczni Prawu Doboru Naturalnego, że nas nimi obdarzyło. To dzięki nim można człowieka upokorzyć, zdeptać, zgwałcić, zniszczyć mu życie – a on NAPRAWDĘ wciąż ma szansę się podnieść.

Zabawa w urzędnika

Proszę państwa, to są procedury takie… Ja rozumiem, że dla państwa może być to  trochę skomplikowane, no, ale ja jestem tu od tego, żeby w tym pomóc. Dlatego będziemy potrzebowali dokumentów…

opis metody

Ksiądz stylizuje się na urzędnika, a otoczenie, w którym podejmuje wiernego – na urząd. Najczęściej ma to miejsce w tzw. kancelarii parafialnej. I tu są dwie szkoły takiej zabawy. Pierwsza stawia na ultranowoczesność. Musi być biurko w modnym dizajn. Musi być komputer, a obok estetyczne, przeźroczyste półeczki pełne dokumentów z tabelkami do złudzenia przypominające PIT-y. A w tle regał ze skoroszytami. Druga szkoła to retro: ciemne, sklepione pomieszczenie, wypełnione zapachem średniowiecznej krypty. Poczerniałe meble, biurko koniecznie z krucyfiksem, koniecznie czarno – złotym i koniecznie barokowym. A za plecami księdza mnóstwo ksiąg wykaligrafowanych atramentem po łacinie.

Metoda ma za zadanie onieśmielić wiernego i oszukać go, że przychodząc do kancelarii parafialnej załatwia sprawę równie ważną, jeśli nie ważniejszą od spłaty pożyczki, uregulowania rachunku za gaz czy wyrobienia nowego dowodu osobistego.

Skutki? Onieśmielenie petenta, większa podatność na indoktrynację, szansa na większe zyski.

kiedy jest stosowana

Przede wszystkim stosuje się ją przy okazji załatwiania przez wiernego jakichkolwiek pseudobiurokratycznych bzdur typu metryka chrztu, zaświadczenie o możliwości bycia chrzestnym, świadkiem do bierzmowania, przygotowania do ślubu.

jak się bronić

Wystarczy wiedzieć, że kancelaria parafialna nie posiada żadnego pokrycia w prawie państwowym. Nawet to, że twoje nazwisko i inne dane figurują w księgach parafialnych jest w zasadzie co najmniej prawnie wątpliwe. Idąc do urzędu skarbowego czy ZUS-u albo do Urzędu Miasta załatwiasz sprawy związane z twoim bytem, z tym, by mieć co jeść, gdzie spać i gdzie głowę złożyć. Idąc natomiast do kancelarii parafialnej załatwiasz sprawy związane z domniemanym życiem wiecznym, rzekomą karą czy nagrodą za życie doczesne, związane z wyimaginowanym autorytetem Kościoła w sprawach twojej moralności, tego co kochasz i w co wierzysz. Masz jeszcze za to płacić? To ksiądz powinien zapłacić tobie za twoją dobrą wolę uczestniczenia w tej zabawie, gdy obok jest mnóstwo większych, prawdziwie żywotnych problemów.

Stanowczość i pewność siebie to podstawa w takiej sytuacji. Księża są nieprzyzwyczajeni do oporu i łatwo tracą rezon, gdy napotykają kogoś, kto wie, czego chce.

Zamiast podsumowania

Przedstawiłem tu zaledwie garść wybranych chwytów, jakie możesz napotkać w relacjach z kapłanami. Starałem się jednak odmalować na tyle szeroki przegląd całego spektrum owych metod manipulacji, aby naświetlić problem możliwie jak najpełniej. Być może jeszcze wrócę do tematu. A tymczasem – zostańcie z Wilkiem!

Podziel się

2 odpowiedzi do “TECHNIKI MANIPULACJI STOSOWANE PRZEZ KSIĘŻY cz. II”

  1. Kto spośród ludzi jest taki, że bez przerwy myśli tylko o innych, poświęca się bezgranicznie i bezustannie? I to wszystko bez nawet cienia samozadowolenia z tego powodu? Albo kto jest tak pokorny i skromny, że nawet podświadomie nie poczuje się dobrze, gdy go chwalą, lubią, poważają?

    Taki jest Jezus Chrystus. Prawdziwy Bóg i prawdziwy człowiek.

    1. Masz prawo w to wierzyć, dobra owieczko. Gdyby jednak się okazało, że twój pasterz nie jest tak doskonały moralnie, jak twierdzi, gdyby się okazało, że po wielu latach dojenia, strzyżenia do goła nie odpowie na Twoje wezwanie, gdy będziesz go potrzebować (co mu się notorycznie zdarza) – zawsze możesz odwrócić się do ciemnego lasu i zawołać Wilka. Ja tak zrobiłem i nie żałuję.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.