TEN PRZEKLĘTY DARWIN, CZYLI DLACZEGO LUDZIE NIENAWIDZĄ EWOLUCJI

Jakiś czas temu rozmawiałem z pewnym znajomym, człowiekiem inteligentnym, racjonalnie myślącym, otwartym na wiele światopoglądów. Kiedy jednak rozmowa przeszła na temat ewolucji gatunków drogą Doboru Naturalnego, tenże znajomy zawołał: „Przecież to czysta spekulacja!”

Nie zamierzam tutaj dziś pisać o tym, dlaczego ewolucja poprzez Dobór Naturalny nie jest przypuszczeniem, ale faktem; faktem lepiej udokumentowanym i udowodnionym, niż prawa Keplera; „teorią” tylko w tym znaczeniu, że jest naukowym opisem obejmującym wielką złożoność wielu szczegółowych zjawisk. Na ten temat znaleźć można wiele dobrych publikacji, choć ja sam gorąco polecam „Najwspanialsze widowisko świata” Richarda Dawkinsa. Jeżeli kogoś interesuje bardziej syntetyczny opis dowodów na darwinizm świata Przyrody, to w niedalekiej przyszłości zamierzam poświęcić temu zagadnieniu jeden z artykułów.

Dziś jednak chciałbym Ciebie, Przyjacielu zaprosić do rozważenia innego zagadnienia. Spróbujemy odpowiedzieć na pytanie, dlaczego ewolucja przez Dobór Naturalny budzi taki wściekły sprzeciw wśród ludzi, podczas gdy o wiele bardziej spekulatywne teorie Wielkiego Wybuchu albo Względności nikogo nie niepokoją? Dlaczego tak boli, tak uwiera, tak doprowadza do szału prosty fakt przekształcania się gatunków?

Na czym polega Prawo Doboru Naturalnego?

Sprawę można ująć tak: każdy organizm dąży do rozmnożenia się i czasami mu się to udaje. Dochowuje się potomstwa, w większości wypadków liczniejszego niż organizm/organizmy rodzicielskie. To potomstwo też dąży do rozmnożenia się i również niektórym się to udaje.

Niektórym jednak – a, prawdę mówiąc ogromnej większości się to NIE udaje.

Dzieci – czy to będzie „dziecko” bakterii, czy mały wilczek czy wrzeszczący berbeć człowieka – są podobne do rodziców. Ba, jeśliby zestawić niejedno zdjęcie matki w wieku, dajmy na to siedemnastu lat i zdjęcie córki w tym samym wieku, w wielu wypadkach byłyby te osoby trudne do rozróżnienia.

Jednak dziecko nie jest IDENTYCZNE z rodzicem ani – w większości wypadków – ze swoim rodzeństwem. Zawsze jest jakaś różnica, choć nasze tępe zmysły nie wszystkie potrafią spostrzec, a nasz ludzki, wyjątkowo tępy umysł z zadziwiającym uporem dostrzega tylko podobieństwa i się nimi zachwyca. (Potem, gdy dziecko dorasta i różnice rozmaitego rodzaju dają o sobie znać – nagle zaczyna się z tego powodu wielka wojna domowa…)

W każdym potomstwie każdego organizmu na tej ziemi – każdy może to sobie samodzielnie sprawdzić – występują różnice, choć są one zawsze niewielkie. A jednak mimo, że organizm rodzica przetrwał niebezpieczeństwa, trudy i niesprzyjające okoliczności typu: brak pożywienia, zły klimat, choroby, drapieżniki, pasożyty i wiele, wiele innych – to nie każdemu z jego dzieci się to udaje. WIĘKSZOŚCI się to nie udaje.

Przez miliardy lat istnienia życia na tej planecie widzimy, że różnice z pokolenia na pokolenie narastają. Praprapra… wnuki są mniej podobne do swojego przodka, niż jego synowie. Różnice te jednak nie są przypadkowe: jak na tacy widać, że każda nowa, pojawiająca się cecha czemuś służy. Wilki, które zamieszkały w zimnej Syberii czy Kanadzie po wielu pokoleniach stały się większe, ich umaszczenie jaśniejsze lub całkiem białe. Oczywiste jest, że większe rozmiary ułatwiają zachowanie ciepła, a biała sierść maskuje drapieżnika w zaśnieżonym plenerze.

Tymczasem przecież różnice między synem a ojcem są czysto losowe, są dziełem przypadku i każdy się również o tym może samodzielnie przekonać, obserwując crossing – over chromosomów czy porównując długość nosów w danej rodzinie w dwóch pokoleniach.

Natychmiast powstaje pytanie: jak to możliwe, że różnice między potomstwem a rodzicami są przypadkowe, jednak po wielu pokoleniach wygląda to, jakby następowały one według jakiegoś perfidnego „planu”, że doprowadzają do PRZYSTOSOWANIA się do warunków naturalnych danego miejsca?

Odpowiedź tkwi właśnie w tym, że nie każdemu udaje się rozmnożyć. Każda chwila życia może być ostatnią i w każdej sekundzie odbywa się loteria: przeżyje czy zginie? Jednak nie jest to loteria „uczciwa”, nie jest to rzut kością czy monetą. Każda, najdrobniejsza cecha modyfikuje szanse: jedne cechy zwiększają szanse przeżycia, inne zmniejszają.

I tak właśnie działa Prawo Doboru Naturalnego. Jeżeli w danym środowisku jest zimno, grubsze futro zwiększa szanse przeżycia. I choć różnice między rodzeństwem w grubości futra będą niewielkie, to sprawią one, że, na przykład jeden wilk dochowa się w ciągu swojego życia pięciu potomków, którzy przeżyją dzieciństwo i sami założą rodziny, podczas gdy jego bracia dochowają się tylko czterech. I tak z pokolenia na pokolenia w zimnym klimacie, potomstwa wilka z grubszym futrem będzie coraz więcej, a potomstwa jego braci – coraz mniej.

Potomstwo każdych rodziców jest loterią genów, ale Przyroda jest klientem, który wchodzi do sklepu z takim potomstwem, ma wybór i wybiera. Przez to, że w danym terenie panuje przenoszona przez komary malaria, wybiera tych, którzy cierpią na niedokrwistość sierpowatą i komary nie chcą się żywić ich krwią. Przez to, że w danym terenie jest dużo drapieżników, którzy polują kierując się wzrokiem – wybiera w tym sklepie te osobniki, które mniej rzucają się w oczy. Przez to, że jest tu czy gdzie indziej mało wody – wybiera tych, których organizmy oszczędniej z niej korzystają.

Wybacz mi, Przyjacielu ten przydługi, gwoli przypomnienia wywód. To dlatego, żeby łatwiej mi było pokazać, gdzie jest w teorii ewolucji źródło bólu, które tak wielu ludzi skłania do odrzucenia tego faktu za wszelką cenę: za cenę prawdy, za cenę rozumu, za cenę uczciwego spojrzenia na rzeczywistość.

Ach, jak dupa boli – czyli co fakt ewolucji odbiera ludziom?

Pierwszy problem, który sprawia ludziom ból w zetknięciu z faktem Doboru Naturalnego najlepiej można opisać, przytaczając słowa Darwina z listu do amerykańskiego botanika, Asy Graya:

Nie mogę uwierzyć, aby miłosierny i wszechmocny Bóg miał celowo stworzyć gąsieniczniki z osobliwą zaiste intencją, aby żywiły się one żywym ciałem gąsienic.

Jeżeli założymy – a to robią wszystkie wielkie religie monoteistyczne – że wszystkie żywe organizmy stworzył jakiś bóg – to fakt Doboru Naturalnego stawia miłośnikom tego boga bardzo niewygodne pytania. Skoro bowiem spodobało się domniemanemu stwórcy wykreować wielką różnorodność gatunków przy pomocy śmierci, chorób, istnej orgii bólu, drapieżnictwa, pasożytnictwa i jednej, wielkiej symfonii egoizmu, w którym największym wrogiem każdej żywej istoty nie jest polujący na nią drapieżnik, ale… inny osobnik tego samego gatunku – to jak to o nim świadczy? Jaki jest ów stworzyciel, skoro stworzył życie na ziemi przy pomocy ruletki genowej, a potem po kolei odstrzeliwał większość tego, co się urodziło? Jaki jest ten wielki marnotrawca i nieudacznik przy okazji, skoro nie potrafi stworzyć nic dopasowanego do danego środowiska bez niezmierzonej liczby nieudanych prób po drodze?

Wyobraź sobie stolarza, który nie ma pojęcia o stolarstwie. Jeżeli będzie próbował dostateczną (zapewne bardzo wielką) ilość razy, w końcu zrobi stół na tyle stabilny i funkcjonalny, że będzie można z niego korzystać bez obawy, że rozkraczy się on pod ciężarem wazy z zupą. Ale ileż przy okazji zmarnuje drewna, ileż mu to zajmie godzin pracy! Żaden inteligentny, doświadczony i znający się na swoim rzemiośle stolarz tak nie postąpi… Ale przecież Stolarz Wszechświata tak właśnie zrobił i nadal robi!

To właśnie boli ludzi, że Prawo Doboru Naturalnego sprawia, że jest tylko pięć możliwości:

1) Albo stwórca jest kimś złym według wszelkich standardów jakkolwiek pojętej przez ludzi moralności;
2) Albo jest być może dobry, łaskawy, miłosierny – ale te słowa znaczą dla niego coś tak odmiennego od naszego pojęcia tych słów, że na jedno wychodzi z punktem pierwszym;
3) Albo żadnego boga stworzyciela nie ma;
4) Albo stwórca jest bogiem deistów, który nakręcił świat według podstawowych praw fizyki i więcej w niego nie ingerował – włącznie z powstaniem życia i człowieka – co na jedno w praktyce wychodzi z punktem trzecim;
5) Albo sam Wszechświat jest bogiem, który stworzył się sam, co również na jedno wychodzi z punktem trzecim.

Na marginesie powiem, że za to szanuję radykalnych kreacjonistów, że mają oni odwagę przyjąć to, co z ich wiary religijnej wprost wynika i jasno sobie mówią, że „tym gorzej dla faktów”. Skoro świat stworzył słodziutki, miłosierny, łaskawy, wszechmogący bóg – to ewolucja nie może być prawdą, amen.

Ludzie są przywiązani emocjonalnie do wizji, którą od wieków karmią ich wielkie religie: że nad ich życiem czuwa wielki bóg, który jest całkowicie skupiony na ich losie, jego uszy cały czas nadstawione, czy aby ten ludek czegoś właśnie nie chce, a jego możliwości spełnienia tychże zachcianek – nieskończone. Są tak bardzo związani z tą bajkową wizją, że wymyślili cały, przeogromny arsenał wymówek tłumaczący, dlaczego Jezus, który powiedział: „A o cokolwiek prosić będziecie w imię moje, to uczynię, aby Ojciec był otoczony chwałą w Synu” (J 14, 13) jakoś ich modlitw nie wysłuchuje.

Prawo Doboru Naturalnego odbiera ludziom jeszcze jedno, ukochane złudzenie: że są oni sensem istnienia wszystkich roślin, grzybów, zwierząt i całego świata Przyrody. Zwierzęta nie istnieją w celu zaspokajania ludzkiego głodu mięsa, pragnienia strzelania do czegoś czy posiadania pod ręką słabszej istoty, na której można się dowolnie wyżywać. Rośliny nie rosną po to, by zaspokajać ludzki apetyt. Tym samym każde zwierzę ma prawo przed człowiekiem się bronić i Przyroda ma prawo na uprawiane przez ludzi morderstwa morderstwem ludzi odpowiedzieć.

To jest nie do zniesienia dla ludzi przekonanych o swojej wyjątkowości, o celowości swojego życia, o wyższości nad wszystkim, co żyje na tej planecie. To boskie przekonanie, paradoksalnie, podpiera w ludziach dwa skrajnie różne przekonania: o równości wszystkich ludzi (no bo przecież wszystkich ludzi kocha bóg), a jednocześnie o tym, że niektórzy są równiejsi (no bo przecież duch święty zstępuje na papieża i dlatego jest on nieomylny). Dzięki temu przekonaniu największy nędzarz może czuć się istotą nadnaturalną i najbardziej krwawy tyran może wierzyć, że ma prawo sprawować władzę.

Przekonanie o kochającym, miłosiernym, a jednocześnie sprawiedliwym bogu sprawia, że najwięksi zbrodniarze mogą znaleźć usprawiedliwienie dla swoich zbrodni i najbardziej bezsilni mogą być pewni zemsty nad swoimi krzywdzicielami. Oby bóg wymierzył sprawiedliwość (im), ale był miłosierny (dla mnie)…

Tymczasem Prawo Doboru to właśnie ludziom odbiera, i to odbiera bez litości, bez pozostawienia choćby najmniejszej resztki tego całego, filozoficzno – teologicznego gmachu. Prawo Doboru Naturalnego nie zwraca uwagi na to, jak użyteczne dla ludzkiego samozadowolenia jest przekonanie o istnieniu nadprzyrodzonej, inteligentnej i kochającej ludzi istoty.

Gdyby – podkreślam, gdyby – odrzucenie prawdy o ewolucji na rzecz religijnych bajek skutkowało lepszym samopoczuciem ludzi, byłoby w jakiś sposób racjonalne i usprawiedliwione.

Tymczasem jednak wcale tak nie jest. Bo sprawiedliwy i miłosierny bóg nie zbawi człowieka za darmo. To znaczy, owszem, za darmo, ALE… ale trzeba spełniać te i tamte przykazania, ale trzeba miłować każdego bliźniego, nawet, jeśli ten bliźni właśnie zamierza mnie wydupczyć, okraść czy zabić. Trzeba się dać. Trzeba bezwzględnie wierzyć w każde słowo, które, jak mi powie ta czy tamta hierarchia – pochodzi od boga. Nawet, jeśli jest bzdurą. Trzeba chodzić do kościółka, trzeba dawać ofiarę, trzeba czytać biblię zamiast innych, o wiele bardziej interesujących lektur, trzeba to, trzeba tamto… A jeśli nie zrobisz tak, jak ci bozia każe to cię skarze, pójdziesz do piekła na wieki wieków i będziesz się gotował we wrzącym szambie przez całą nieskończoność czasu. Dlatego aby tego uniknąć, masz od małego czuć się winnym, korzyć się przed bogiem i być zadowolonym nawet, jeśli nie wysłucha on żadnego twojego błagania, no bo przecież nie zasłużyłeś sobie na to.

Zaiste, straszliwą ceną jest religia w zamian za nędzne i kosztem prawdy osiągnięte pocieszenie.

Cena kłamstwa

Cenę za odrzucenie prawdy o ewolucji poprzez Dobór Naturalny płacą nie tylko ludzie, zmuszeni przez własną nadzieję do bezwzględnego posłuszeństwa wąskiej grupie dziadów w sutannach. Cenę tę płaci przede wszystkim Przyroda.

Odrzucenie Prawa Doboru Naturalnego sprawia, że wielu przedstawicieli ludzkiego gatunku nie widzi nic złego w biciu i głodzeniu psa, bo przecież: to tylko pies, a Ja, Wielki Człowiek, zostałem przez Boga Najwyższego stworzon, coby panować nad całym wszechświatem!

Odrzucenie Prawa Doboru sprawia, że nic złego nie widzą hordy deweloperów w rabunkowym zabudowywaniu kolejnych terenów kosztem zbrodni na krajobrazie i Przyrodzie. Sprawia, że nieuctwo i łajdactwo jest w cenie w świecie prawa doboru rynkowego, w świecie, w którym pochodzący z bogatej rodziny kretyn będzie rządził, a obdarzeni wielkimi zdolnościami i talentami będą żebrać.

Słodkie przekonanie o miłości równie słodkiego stworzyciela powoduje, że niczym złym się wydaje ludziom, gdy obleśny, gruby matoł dysząc i jęcząc wtacza się na ambonę żeby zastrzelić smukłego, silnego i lśniącego srebrnym futrem wilka.

Ceną kłamstwa o stworzeniu świata przez nadnaturalnego boga jest dewastacja tego świata. I nic tu nie pomogą propagandowe zabiegi jednego papieża, który nazwał niszczenie przyrody grzechem, bo twierdzenie jego nie ma podstaw w wierze wyznawanej przez miliardy ludzi, a po jego śmierci zostanie wstydliwie zakopane pod grubą warstwą nowych encyklik, motu propriów, listów apostolskich i orzeczeń kongregacji nauki wiary.

Co Prawo Doboru Naturalnego daje nam w zamian?

Nieracjonalność odrzucania ewolucji przez Dobór Naturalny jest tym większa, gdy zobaczymy, co oferuje nam w zamian prawda o powstawaniu gatunków. Bo oto okazuje się, że Prawo Doboru Naturalnego rozbija w proch nasze wierzenia tylko po to, żeby zastąpić ich wątpliwej jakości pocieszenia czymś o wiele dla nas lepszym.

Bo oto Ty, Przyjacielu dzięki Prawu Doboru nie musisz już przeszukiwać gwiazd i wysyłać sygnałów radiowych w kosmos w złudnej nadziei, że ktoś Ci odpowie. Nie musisz przerażać się ciszą Wszechświata, bo nie jesteś sam na tej ziemi. Towarzyszą Ci miliardy istot tak samo jak Ty powstałych z przemian chemicznych w ziemi, istot, z którymi ZAWSZE masz wspólnego przodka, a więc jesteście rodziną. Nie jesteś sam, bo zgodnie z Prawem Doboru nie ma żadnej przeszkody, żeby zwierzęta posiadały inteligencję i żebyś mógł się z nimi porozumieć pomimo różnic – bo wasze korzenie są wspólne. Nie jesteś sam, bo wilk, świerk, dąb i jastrząb są Twoimi braćmi.

Każdy, kto wierzy w wyjątkowość stworzenia człowieka przez boga będzie straszliwie samotny, gdy zawiodą go ludzie. Bo człowiek przez boga wybrany i wyrastający ponad wszelkie stworzenie nie może mieć innego partnerstwa, jak tylko z innymi ludźmi – tak, tymi, którzy oszukają, okradną i zabiją. I człowiek taki pozostanie sam w swojej rozpaczy, gdy nadzieje się na „chrześcijańską miłość bliźniego”.

Ale Prawo Doboru sprawia, że każdy złamany, opuszczony, upokorzony i przeklęty przez ludzi może odnaleźć wspólnotę z każdą, bezwzględnie każdą inną istotą na tej planecie, bo Dobór Naturalny sprawia, że nieistotne się stają przepaści między gatunkami, a zwłaszcza te, które uroiły sobie ludzkie religie i filozofie.

Ewolucja przez Dobór Naturalny sprawia, że nie podlegasz już wściekłości żadnego bóstwa, nie musisz być w barani sposób posłuszny hierarchii duchownych, nie musisz kłaniać się przed teologami, bo wiesz, że cała ich chwała jest próżna i bezpodstawna.

Dobór Naturalny daje ci prawo być egoistą i dbać o dobro swoje i tych, których kochasz bez idiotycznych wyrzutów sumienia za to, że nie zbawiasz całej ludzkości.

Jednocześnie Prawo Doboru daje Ci wielki, jasny i potężny powód do przekonania o równości wszystkich ludzi – bo Przyroda każdemu daje jego szansę, a bez szans nikt się nie rodzi. Nie będziesz odtąd dobry dla ludzi, przebaczał i pomagał dlatego, bo musisz się bać kary ze strony wściekłego sędziego w niebie. Przeciwnie, będziesz dobry, będziesz przebaczał i kochał swoich przyjaciół dlatego, bo MOŻESZ.

Prawo Doboru Naturalnego daje ci powód do wielkiego zachwytu i dziękowania za to, że żyjesz, że dożyłeś tej właśnie chwili. I choćbyś miał umrzeć dzisiaj, nie zmąci to twojej radości, bo wiesz, że i tak jesteś wyjątkowy. Tak wielu zginęło zanim się urodzili, tak wiele życia pozostało na etapie jednokomórkowego, efemerycznego tworu, a Ty żyjesz i jesteś, kim jesteś. Nie musisz niczego udowadniać żadnemu bogu ani sobie, żeby być z tego dumnym.

I mógłbym jeszcze wiele napisać o tym, jaką wspaniałą, piękną i cudowną świadomość otwiera przez nami fakt ewolucji drogą Doboru Naturalnego, ale tym poprzestanę. Niech resztę dopisze Twój, Przyjacielu zachwyt, gdy wejdziesz do lasu i odetchniesz zapachem igliwia i grzybów. Niech resztę dopisze drżenie, które odczujesz, gdy przeniknie Cię wzrok wilka, spoglądającego na Ciebie spośród leśnych ciemności. Niech resztę dopisze Twoja osobista, wielka przygoda z Przyrodą, z której na mocy Prawa Doboru powstałeś i do której na mocy tego samego Prawa powrócisz.

Podziel się

Jedna odpowiedź do “TEN PRZEKLĘTY DARWIN, CZYLI DLACZEGO LUDZIE NIENAWIDZĄ EWOLUCJI”

  1. Przeczytałam z uwaga. I jakoś smutno mi się zrobiło. Bo ci, którzy tego prawa przestrzegają i wg niego żyją, sa nazywani dzikusami. A to oni właśnie, plemiona żyjące zgidnie z przyrodą są najbardziej rozumnymi istotami. Dlatego mi smutno, bo urodziłam się i wychowałam w barbarzyńskiej cywilizacji.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.