WILCZY PRZEWODNIK ŚMIERCI, CZYLI RZECZ O ANUBISIE

Przywilejem ateisty jest to, że może bezstronnie spojrzeć na wszelkie wyznawane przez ludzkość religie. Nie musi ich wartościować według klucza: „jest jeden bóg i to ten chrześcijański, a reszta to demony / diabły / bałwochwalstwo / Szatan”. Przywilejem zaś panteisty jest możliwość wydobycia z dawnych religijnych, pogańskich mitów śladów wiedzy o Przyrodzie, o Jej relacji do nas – i nas do Niej. Po odrzuceniu „interfejsu” – alegorii, symboli, przesądów i zabobonów – możemy w nich dostrzec zakazaną przez tyrana i mordercę Chrystusa wiedzę o tym, że to Przyroda i Wszechświat, jego Prawa, prawa fizyki, biologii i chemii decydują o naszym losie, tak doczesnym – jak i wiecznym.

Żeby jednak tego dokonać, trzeba być bardzo ostrożnym i przystąpić do delikatnej, uważnej sekcji danych wierzeń. Potrzebna nam jest wiedza o ludziach, którzy daną mitologię tworzyli: co mogli wiedzieć o Przyrodzie i co wiedzieli – a czego wiedzieć nie mogli i swój brak wiedzy rekompensowali przesądami.

Potrzebna nam jest współczesna wiedza naukowa o Przyrodzie – bo tylko ona jest pewna tak, jak cokolwiek w ogóle może być pewne. Porównując ją z wiedzą naszych przodków możemy ujrzeć ją w nowej perspektywie.

Dziś spróbujemy, Przyjacielu, spojrzeć na sięgający granic znanej historii mit o Anubisie, egipskim, wilczym bogu Śmierci i świata podziemnego, przewodniku i opiekunie zmarłych.

Wilk czy szakal?

W popularnym przekonaniu – czyli, mówiąc bez ogródek, w zbiorze bzdur i przeinaczeń – Anubis jest definiowany jako egipski bóg z ciałem człowieka i głową szakala.

Szambo popularnych przekonań i internetowej wiedzy jest jak legenda – ziarno prawdy utaplane w gównie kłamstw, półprawd, nieporozumień i nauczania piwożłopnych autorytetów od wszystkiego.

Zacznijmy od szakala. Egiptolodzy, porównując przedstawienia Anubisa malowane czy rzeźbione w świątyniach i grobowcach z wyglądem zwierząt żyjących w Egipcie rzeczywiście niegdyś identyfikowali go z Canis aureus, szakalem złocistym. Problem w tym, że żyjący w Afryce szakal po wnikliwych badaniach genetycznych okazał się… zupełnie osobnym od szakala złocistego gatunkiem!

Porównanie genomu naszego Afrykańczyka z genomem psa domowego, wilka szarego i szakala złocistego wykazało, że w linii przodków „szakal” afrykański rozszedł się z wilkiem szarym i kojotem dopiero 1,3 miliona lat temu. Tymczasem szakal złocisty jako gatunek wyodrębnił się dużo wcześniej, bo 1,9 miliona lat temu.

Okazało się, że zewnętrzne podobieństwo z szakalem złocistym jest tylko powierzchowne i wynika z polowania na podobną zwierzynę w zbliżonych warunkach środowiskowych.

Nowy gatunek ochrzczono więc nazwą: Canis lupaster i ze względu na bliskie pokrewieństwo z wilkiem szarym nazwano: złotym wilkiem afrykańskim.

Jak przedstawiano Anubisa?

Przejdźmy do sprawy wyobrażenia bóstwa. Trzeba nam wiedzieć, że starożytni Egipcjanie mieli nieco inny sposób myślenia niż my, inny był ich język, pismo i… filozofia życiowa. W skrócie można ich określić jako miłośników rebusu.

W naszej kulturze malarstwo jest czymś zupełnie innym od pisarstwa. Czym innym jest namalowanie wilka, a czym innym napisanie słowa „wilk” przy pomocy liter naszego alfabetu.

Tymczasem dla Egipcjan pismo było formą malarstwa, a malarstwo – bardziej ozdobną i wielkoskalową formą pisma. Co więcej, ich pismo było rebusem – czyli złożeniem obrazków, znaków reprezentujących pojedyncze dźwięki lub całe sylaby i symboli kwalifikujących dany zapis jako imię, czasownik, rzeczownik, pojęcie abstrakcyjne…

Anubis początkowo był przedstawiany tylko jako pełnopostaciowy wilk afrykański. Tak też został ukazany na rzeźbie odnalezionej w grobowcu Tutenchamona czy na wielu malowidłach w grobowcach starożytnego Egiptu.

Złocistą barwę futra naturalnego pierwowzoru pozostawiono we wnętrzu ucha oraz obwódkach oczu i na ozdobie szyi. Całości postaci zwierzęcia nadano jednak barwę głębokiej czerni. Dlaczego?

Starożytnym Egipcjanom czarny kolor kojarzył się z dwiema rzeczami: z ciemnością i… żyzną ziemią naniesioną w corocznych wylewach Nilu.

Postać Anubisa była więc rebusem: oto wilk afrykański, żywiący się padliną i często dobierający się do płytkich grobów, w których Egipcjanie początkowo chowali swoich zmarłych – plus czarny kolor, kolor ciemności i żyznej ziemi. Dodatkowo zauważmy, że ten wilk jest przedstawiony w postawie natężonej czujności: postawione uszy, wyprostowana szyja… A za tylną łapą dzierży nechacha, insygnium faraona, rytualne berło. Różnie jest ono interpretowane: jako stylizowany cep, a więc narzędzie rolnicze służące do brutalnego oddzielania ziarna od plew – lub… oganiaczka od much. W jednym jak i drugim przypadku jednak znaczenie owego insygnium odwoływało się do przysługującej faraonowi władzy stosowania koniecznej przemocy.

Co oznacza więc ta zagadka?

Oto zwierzę kojarzone ze śmiercią, pogrzebem, ostatnią drogą człowieka – zwierzę, które w imieniu Przyrody przyjmuje ciało człowieka i włącza je z powrotem w obieg materii w biosferze zostaje w postaci Anubisa złączone z barwą symbolizującą ciemność śmierci i życiodajną moc Przyrody, którą w Egipcie reprezentowała corocznie odradzająca się wstęga czarnej, żyznej ziemi ciągnącej się wzdłuż Nilu.

Rebus pod tytułem Anubis mówi więc nam: Śmierć nie jest przeciwieństwem, ale niezbędnym ELEMENTEM życia. Życie w Przyrodzie jest nieustannym przeradzaniem się żywego w martwe i martwego w żywe. To niezmienne prawo jest ukazane w postawie czujności, gdyż strzeże ono także naszego losu. A berło władzy oznacza, że od owego prawa nie ma odwołania i każdy, czy mu się to podoba, czy nie – będzie mu podlegać.

Przedstawienie Anubisa już nie jako wilka afrykańskiego, ale człowieka ze zwierzęcą głową jest pochodzącym z późniejszych czasów rozbudowaniem tego samego rebusu. Dla Egipcjanina ludzkie ciało z głową zwierzęcia było oczywistym przedstawieniem jakiegoś bóstwa, a bóstwo – oczywistą alegorią jakiegoś aspektu Przyrody. Ukazanie więc Anubisa jako wilka z ludzkim ciałem było więc dopowiedzeniem typu: to właśnie prawo Przyrody, prawo przeradzania się śmierci w życie i życia w śmierć jest tak wielkie i godne podziwu, że można nazwać je bóstwem, że należy mu się cześć religijna, cześć obrzędów, świąt i modlitw, czyli tego wszystkiego, przez co człowiek wyrażał najwyższy stopień swojego zachwytu.

Anubis w tego typu przedstawieniach trzyma anch – egipski krzyż oraz laskę uas. Oba te przedmioty były jednocześnie… literami.

Anch oznaczał pojęcie życia, w tym życia biologicznego. Jego kształt wziął się prawdopodobnie od węzła rzemyka od sandałów. W końcu to, co żyje, chodzi. Chodzi po ziemi pełnej życia. I z całością tego życia jest związane jak podeszwa sandała z nogą skomplikowanym węzłem zależności.

Uas, laska z czterema zakończeniami oznaczała boską władzę, a więc moc przerastającą możliwości człowieka.

Te dwa atrybuty były więc dopowiedzeniem do dotychczasowej opowieści o Anubisie, prawie Przyrody w której śmierć nie różni się od życia. Opowiadały o tym, że jeśli jest moc, która potrafi przedłużyć ludzkie życia poza moment obumarcia ciała, to jest nią ponadludzka moc Przyrody.

Imię śmierci

Imię egipskiego boga śmierci nie brzmiało tak naprawdę „Anubis” – tak mówili Grecy, przekształciwszy oryginalne imię, żeby łatwiej się im je wymawiało. Tymczasem w języku egipskim imię wilczego przewodnika umarłych brzmiało Inpu, co w hieroglificznym zapisie wyglądało tak:

Każdy z pierwszych czterech znaków mógł być rozmaicie odczytany. Na przykład symbol poziomego zygzaka mógł oznaczać dźwięk „n” albo sylabę „mu”. Jednak rysunek Anubisa na końcu definiował, jak należy odczytywać poprzedzające go symbole – jako kolejne dźwięki składające się na brzmienie imienia boga. I tak ten w kształcie palemki oznaczał dżwięk i, zygzak – n, prostokąt – p, a ptak – u. A więc – Inpu.

Co oznaczało to imię i skąd się wzięło? To już pole dla niepewnych domysłów i spekulacji językowych. Jedna wersja wywodzi je od słowa oznaczającego księcia, następcę tronu – a inna od rdzenia czasownikowego oznaczającego gnicie. Za racją zarówno jednej, jak i drugiej wersji przemawia podobna ilość argumentów i ciężko dziś jednoznacznie rozstrzygnąć sprawę. Trzeba jednak pamiętać, że starożytni Egipcjanie mówiąc o Inpu, Anubisie, nie zastanawiali się, skąd w zamierzchłej przeszłości wzięło się to imię – tak jak my wołając Piotrka, Gośkę czy Maćka nie dumamy nad etymologią tych imion.

Strażnik umarłych

Starożytni Egipcjanie bardzo dużo uwagi poświęcali śmierci. Nic w tym dziwnego, w końcu ich ojczyznę: wąską, żyzną nitkę doliny Nilu otaczała zewsząd martwa pustynia. Żyli w czasach i środowisku, gdzie umrzeć było równie łatwo jak dziś zajrzeć do Internetu.

Śmierć jest jednak zjawiskiem, z którym wiązało się dla nich wiele problemów. Po pierwsze, brak dostępnej dziś technologii naukowej uniemożliwiał dokładne zbadanie przebiegu tego zjawiska. Po drugie, brak osiągnięć z dziedziny neurologii, brak wiedzy o tym, że to ogromne złożenie działania synaps w mózgu tworzy to, co nazywany naszą osobowością, umysłem, duszą powodował, że nie dało się przy pomocy zwykłego rozumowania odpowiedzieć na pytanie, czym właściwie jest śmierć.

Tam, gdzie brak wiedzy otwiera się ogromne pole dla domysłów, a gdzie są niepodparte faktami domysły, tam natychmiast rozkwitają przesądy, bajania, popularne bzdury i owoce nieograniczonej fantazji, czyli – na nowoczesne pojęcia przekładając – fake news’y.

Śmierć jest stosunkowo prostym faktem: człowiek rusza się, żyje, je, wydala, mówi, myśli i nagle – przestaje. Tak o, po prostu. Ale człowiek to taka istota, która nie znosi prostoty i zawsze szuka dziury w całym. Z prostego więc faktu nieodwracalności procesu umierania wysnuto więc wniosek, że śmierć musi być bardzo, ale to bardzo daleką podróżą, skoro nikt z niej nie wraca.

W tamtych czasach dalekie podróże odbywało stosunkowo niewielu ludzi: kupcy, żołnierze z wyprawą wojenną, żeglarze… A gdy wracali do domu, do swoich rodzin i znajomych ulegali tej zupełnie naturalnej – także i dla nas – pokusie ubarwienia opowieści, wyolbrzymienia niebezpieczeństw i trudów, z którymi przyszło się nam zmierzyć i z których to starć zwycięsko udało nam się wyjść.

Daleka podróż więc była dla Egipcjanina czasów starożytnych oczywistą drogą przez mnóstwo pułapek, zagrożeń, wyzwań i przeciwności losu. Gdy zaś spojrzał na tajemniczość śmierci, jej wszechobecną i niepokonaną moc – nic dziwnego, że na myśl o tej ostatniej podróży odczuwał istne przerażenie.

Naturalne jest dla człowieka, że gdy widzi nieuchronne niebezpieczeństwo, wobec którego jest bezsilny – szuka pocieszenia.

Wywiedziona z mądrej obserwacji Przyrody religia starożytnego Egiptu dawała przerażonym wizją śmierci pocieszenie właśnie w postaci Anubisa, strażnika i opiekuna ostatniej drogi.

Starożytni Egipcjanie dostrzegli tę prawdę, że – w przeciwieństwie do tego, co głosi oparta na pobożnym życzeniu doktryna chrześcijańska o nieśmiertelnej duszy – nasze ciało jest niezbędne do istnienia nas samych. Próbowali więc przez mumifikację zachować ciało od rozkładu, a tym samym – egzystencję umysłu, duszy danego człowieka. Nie wiedzieli, że śmierć nie jest początkiem rozkładu, ale jego efektem, momentem, w którym dezintegracja organizmu uniemożliwia dalsze podtrzymywanie współdziałania komórek naszego ciała, a tym samym – naszej osobowości. I że tym samym nic już nie da zachowywanie niefukcjonującego ciała od dalszego rozpadu.

W taki sposób opiekun drogi śmierci, Anubis stał się także patronem mumifikacji. Cały skomplikowany proces balsamowania przeprowadzano więc pod nadzorem kapłanów ubranych w maskę Anubisa, na ścianach grobowców malowano i rzeźbiono mnóstwo jego przedstawień, a figurki i amulety z Anubisem wkładano między lniane całuny, płótna i bandaże mumii. Opowieści i mity, a nawet przewodniki po drodze zaświatów przyznawały wilczemu bogu poczesną rolę jako tego, który za rękę przeprowadzi wątłą, słabą duszę człowieka przez pełną straszliwych niebezpieczeństw podróż po zaświatach do życia wiecznego.

I choć najwspanialsze świątynie starożytnego Egiptu wznoszono innym bogom, a Anubis zajmował w panteonie dość niskie miejsce – wszystko wskazuje na to, że to właśnie jemu prosty lud oddawał najwięcej miejsca w swoich modlitwach i w nim upatrywał nadziei na przetrwanie drogi śmierci – także dla tych, których nie stać było na mumifikację i kosztowne grobowce czy amulety.

Wyrazem tej nadziei było przekonanie, że na końcu drogi czeka każdego zmarłego sąd, polegający na tym, że na szalach czułej wagi umieszczano serce człowieka i pióro bogini Maat, symbolizującej surowość praw Wszechświata. Jeżeli serce człowieka okazywało się lżejsze, zmarły przechodził do wiecznego szczęścia. Jeżeli jednak ciężar popełnionego zła tak obciążał serce zmarłego, że było cięższe – czekało go unicestwienie.

Warto na marginesie zauważyć, że nawet pełna brutalnych fantazji religia starożytnego Egiptu nie wpadła na pomysł wiekuistego piekła i nieskończonego smażenia się w siarce i wrzących odchodach – który to pomysł zaoferowała ludzkości nauka jakże miłosiernego Jezusa.

Wracając do sądu z mitów o ostatniej podróży zmarłych – mity owe mówiły, że ważenie odbywa się pod nadzorem Anubisa. A co oznacza ten nadzór? Spójrzmy na malowidło przedstawiające scenę ważenia serca:

Co robi Anubis na tym obrazie? To on przy pomocy dodatkowego odważnika kalibruje wagę! Innymi słowy, ostatecznie to on, Anubis – decyduje o tym, jaki będzie rezultat ważenia – może „oszukać” wynik na korzyść człowieka. Dlaczego na korzyść, a nie przeciwnie? Spójrzmy jeszcze raz na obrazek. Anubis dociąża na nim tę stronę wagi, na której znajduje się pióro Maat, a nie tę, na której spoczywa serce zmarłego.

Warto zauważyć, że ta scenka sprowadza do absurdu całą misterną konstrukcję mitów i przesądów narosłą w starożytnym Egipcie wokół śmierci. Bo po co ta cała mumifikacja, obrzędy, amulety, księgi umarłych, grobowce, nakazy religijne, prawa moralne itp., itd. – skoro i tak na końcu to Anubis decyduje?

Mitologia starożytnego Egiptu zdaje się mówić w tym momencie: no, to pofantazjowaliśmy o drodze śmierci, o zaświatach, podróży przez wieczność, duszy, kodeksach moralnych – ale teraz wróćmy do rzeczywistości. Do wilka, rozgrzebującego groby. Do czarnej ziemi, do której pójdziesz, gdy umrzesz. Do tego, co mówi Przyroda, a nie ludzka fantazja religijnej mitomanii.

Nadzieja umarłych, którą daje Przyroda

Czarny wilk warujący nad grobem jest znakiem tego, że gdy pójdziesz do czarnej ziemi, Przyjacielu, twoje ciało użyźni ją i stanie się zaczątkiem nowego życia. Może to życie nie będzie już niosło Twojej świadomości, osobowości, pamięci przeżyć Twojego życia – ale czy to takie straszne? Czy kiedy doszczętnie wyczerpany stresującym dniem w pracy albo długą wyprawą padasz na łóżko marząc tylko o tym, by za wszelką cenę spać, tylko spać – zastanawiasz się nad tym, czy w ogóle będzie jakieś jutro? Czy koniec istnienia nie jest najwspanialszym odpoczynkiem po całym ogromie trudu, jakim jest każde życie? Czy nadzieja na taki odpoczynek nie przewyższa o całe lata świetlne nadziei na jakieś nieokreślone „życie po życiu”, które ludzie wypełnili przesłodzonymi obiecankami – i w tej słodkości podejrzanymi?

Czarny wilk Anubis mówi nam o tym, że twoje ciało po śmierci wróci do cudownego, nieogarnionego dla ludzkiej wyobraźni obiegu materii biosfery, że związki chemiczne dziś budujące Ciebie jutro znajdą się w miliardach innych, różnorodnych istot, których życie będzie równie piękne, jak Twoje życie.

Swą czujną postawą pokazuje nam wilczy bóg śmierci, że nad zjawiskiem umierania czuwają siły i moce Przyrody, przerastające wszelkie ludzkie możliwości – a tym samym NAPRAWDĘ nie musimy się tym tematem martwić.

Fałszujący wagę osądu ludzkich czynów Anubis pokazuje nam, że naprawdę nie ma znaczenia to, czy umrzemy jako świątobliwi czy jako grzesznicy, jako bogaci czy biedni, jako otoczeni szacunkiem czy upokorzeni i wyśmiani. Ludzie w swoich przesądach i pysze twierdzą, że są kowalami własnego losu, ale tak naprawdę niewiele w tym, co robimy i do czego w życiu dojdziemy zależy od naszej woli. Przyroda nie będzie Cię, Przyjacielu sądzić, nie będzie w godzinie śmierci pastwić się nad Twoimi błędami i wymyślać okrutnych kar za to, że się do tego czy innego wyobrażenia o dobru i złu nie dostosowałeś. Tym samym Anubis jest dla nas znakiem pewnej nadziei, że okrutne, chrześcijańskie bajki o piekle są tylko i wyłącznie wytworem chorej wyobraźni galilejskiego guru Jezusa i stetryczałych, neurotycznych teologów jego kościoła.

Przywiązani do swojej małej, często pełnej bólu i nieszczęść egzystencji ludzie w masochistyczny sposób pragną, by jakiś wszechmogący Jezus czy inny bóg przedłużył im ten trud życia w nieskończoność. Łudzą się przy tym, że można oddzielić zjawisko życia od cierpienia, że można istnieć nie trudząc się tym istnieniem. Łudzą się mimo, że widzą na każdym kroku, iż oddzielić się tych rzeczywistości nie da.

Czy nie lepiej pozwolić, by dobry, czarny wilk zaniósł nas łagodnie w zasłużony odpoczynek nicości? Czy nie lepiej z ulgą pozostawić śmierć – problem, który od nas nie zależy, a tym samym bardzo, ale to bardzo nas przerasta – Przyrodzie i Jej nieskończonej potędze? Czy nie lepiej pozwolić, by smutek śmierci otuliła nam właśnie ta – niepojęta ostatecznie – tajemnica życia?

Znalazłem kiedyś w Internecie taki obrazek, który będzie tego najlepszą ilustracją. Jeśli płaczesz po czyjejś stracie, Przyjacielu, to tylko to mogę Ci teraz powiedzieć. I tego życzyć, jeśli jesteś tym, który sam niebawem odejdzie.