TAKI WIELKI, A SIĘ BOI – CZYLI CO PAJĄKI MÓWIĄ NAM O NAS SAMYCH

Jeśli miałbym wytypować ze świata Przyrody stworzenia, którym udało się pokonać człowieka, poczesne miejsce w tym zestawieniu zajęłyby pajęczaki. Przedstawiciele tej gromady zwierząt – z pająkami jako takimi na czele – nie są dla człowieka żadną konkurencją pod względem wielkości ani siły. A jednak ten wielki człowiek, mający się za pana świata – przeważnie ucieka w popłochu, gdy tylko zobaczy któregoś z nich.

Arachnofobia jest spośród wielu możliwych, irracjonalnych lęków człowieka jedną z najbardziej rozpowszechnionych. Skąd się wzięła? Dlaczego jest tak powszechna? Dziś spróbujemy znaleźć odpowiedź na te pytania, przyglądając się tym, którzy nie potrzebują siły ani wielkości, żeby pokonać człowieka – a tym samym zasługują na szacunek.

Co brak głowy, to nie jedna

Pajęczaki (Arachnida) są gromadą należącą do nadgromady zwanej Cheliceromorpha. Już sama nazwa wskazuje nam jedną z charakterystycznych cech, którą się wyróżniają: jest nią posiadanie tzw. chelicer, czyli szczękoczułków. Są to „szczęki” każdego pajęczaka: parzyste przydatki, znajdujące się w pobliżu otworu gębowego, mające różnorodne formy: mogą i często zawierają kolce jadowe, mogą też służyć do rozgryzania lub rozrywania zdobyczy.

Jednak nie tylko one wyróżniają pajęczaki. Inną ich cechą jest… brak głowy.

Pajęczak składa się – z grubsza rzecz biorąc – z dwóch części. Tylną stanowi odwłok, czyli opistosoma, a przednią prosoma, czyli… no właśnie. Dawniej tłumaczyło się to pojęcie – i dziś tak się robi w podręcznikach szkolnej biologii – jako „głowotułów”. Nie jest to jednak dobre tłumaczenie.

Pajęczaki, podobnie jak inne stawonogi, miały wspólnego przodka z pierścienicami (pierścienice to np. nasza swojska dżdżownica). Przodek ten, podobnie jak dzisiejsze pierścienice, był zwierzęciem segmentowanym, to jest składał się z powtarzających się odcinków ciała. Przednie dwa odcinki jednak różniły się od innych: zawierały różnego rodzaju przydatki jak wąsy, czułki i co tylko ów prarobak potrzebował do rozpoznawania rzeczywistości i bezpośredniego radzenia sobie z nią. Dopiero w drugim odcinku znajdował się otwór gębowy.

Mianem „głowy” u pierścienic określamy ten pierwszy odcinek, czyli prostomium (od greckich słów oznaczających: „przed – ustami”). U pajęczaków ten odcinek całkowicie zanikł, a nie – zrósł się z resztą.  O ile w takim wypadku moglibyśmy mówić o głowotułowiu, to w tej sytuacji nie pozostaje nam nic innego, jak bezradnie pozostać przy greckiej nazwie: prosoma, czyli: „przed-ciało”.

Na prosomie pajęczaków zgromadziła ewolucja większość tego, co potrzebne jest im do interakcji z otoczeniem. A więc znajduje się tu właśnie otwór gębowy oraz wspomniane szczękoczułki. Oprócz nich mamy parę nogogłaszczek – są one dla pajęczaków tym, czym dla nas ręce. Mogą być tylko organem czuciowym, mogą posiadać szczypce i służyć do chwytania czegoś – i tutaj panuje wielka różnorodność. Są wreszcie odnóża.

Z odnóżami jest pewien problem. Często spotykam się z tłumaczeniem, że pająki wzbudzają w ludziach obrzydzenie i strach właśnie przez to, że mają „za dużo nóg”. Bo aż cztery pary.

To dość dziwne tłumaczenie, wszak owady też mają dużo więcej „nóg” niż my, bo aż sześć. Mało tego, są pajęczaki, które też chodzą na sześciu odnóżach, bo przednia para przekształciła się w coś na kształt czułek i nie służy do poruszania się.

Nawiasem mówiąc, wielu hinduskich bogów jest przedstawiane z dużo większą ilością kończyn niż jakikolwiek pajęczak – a jednak nie budzą takich odczuć.

Na prosomie znajdują się też oczy – w liczbie parzystej. Takie na przykład pająki z rodziny pogońcowatych, Lycosidae, znanej w anglojęzycznej literaturze jako wolf spiders, czyli „wilcze pająki” – mają ich osiem. A może ich być aż dwanaście par – to dopiero się nazywa dobry ogląd sytuacji!

Pajęczaki jednak to nie tylko klasyczne pająki – świat ten pełen jest różnorodności, o której wielu z nas się nie śniło.

Ośmiu wspaniałych

Gromada pajęczaków dzieli się na jedenaście rzędów, które grupują ten całą, wielką, różnorodność według pewnych podstawowych, odróżniających każdy z nich cech. Tutaj chciałbym Tobie, Przyjacielu przedstawić osiem najciekawszych grup tych zwierząt. Są to: skorpiony, biczykoodwłokowce, tępoodwłokowce, zaleszczotki, solfugi, kosarze, roztocza i pająki.

Skorpiony

Chyba każdy ma w głowie jako takie pojęcie o tym, jak wyglądają skorpiony – gdyż ich wygląd jest tak charakterystyczny, że nie sposób ich z niczym innym pomylić.

A więc z przodu ich ciała uwagę zwracają na siebie okazałe szczypce – które są tak naprawdę wariantem nogogłaszczek. Co ciekawe, szczękoczułki skorpiona też posiadają szczypce – tylko oczywiście mniejsze i nieco innej budowy. Drugim, najszerzej kojarzącym się ze skorpionami szczegółem ich budowy jest wydłużony odwłok zakończony kolcem jadowym o charakterystycznym, łezkowatym kształcie.

Mniej znanymi wyróżnikami skorpionów są tzw. grzebienie zmysłowe, położone na spodniej części przedniego fragmentu odwłoka (tak zwanej mezosomie). Są one tym, czym dla nas zmysł smaku, węchu i dotyku – odbierają bodźce chemiczne i mechaniczne.

Owe grzebienie – które są mocno przekształconą pozostałością po kończynach – wespół z segmentowanym odwłokiem pokazują nam, jak wiele starych cech odziedziczyły skorpiony po swoim pierścienicowatym przodku.

Jednak większość ludzi, widząc skorpiona nie będzie się zastanawiało nad segmentacją ani nie zajrzy na spód ciała w poszukiwaniu grzebieni zmysłowych. Przeciwnie, będzie się interesowała tylko owym łezkowatym zakończeniem odwłoka, czyli kolcem jadowym.

Spośród 1300 gatunków skorpionów tylko 25 produkuje jad o składzie i w ilości zdolnej zagrozić życiu człowieka. Ukłucie znakomitej większości skorpionów nie spowoduje większych problemów, niż użądlenie osy: będzie bolało, ale nic więcej.

Oczywiście nie każdy ma w oczach i głowie atlas pajęczaków, żeby odróżnić, czy przypadkiem nie natknął się na jednego z owych dwudziestu pięciu gatunków. Najgroźniejszy jest występujący w Afryce północnej Androctonus australis, gdyż występuje dość pospolicie w tym rejonie świata i powoduje 5000 zgonów rocznie.

Istnieje taka legenda na temat skorpionów, jakoby wrzucone do ognia popełniały samobójstwo poprzez samoukłucie. Jest to całkowita bzdura, bowiem jad skorpiona nie działa na niego samego, chyba, żeby udało mu się wstrzyknąć go dokładnie do układu nerwowego (z czym miałby pewne trudności, gdyż u pajęczaków – podobnie jak u wszystkich zwierząt pierwoustych – główne przewody układu nerwowego biegną na spodzie ciała, a nie na grzbiecie). Legenda owa wzięła się prawdopodobnie stąd, że skorpion, jeśli wpadnie do ognia, pod wpływem wysokiej temperatury skręca się, co powoduje wrażenie, jakby sam wbijał sobie kolec w ciało.

Jednym z najbardziej znanych gatunków skorpionów jest przedstawiony na zdjęciu powyżej Pandinus imperator. Dostojną nazwę zawdzięcza swojej wielkości – należy do największych przedstawicieli rzędu skorpionów i największych pajęczaków w ogóle. Jest to jednak olbrzym łagodny – rzadko używa jadu, który w dodatku należy do najsłabszych.

Biczykoodwłokowce

To wyjątkowo malownicze pajęczaki. Podobnie jak skorpiony, posiadają nogogłaszczki szczypcowate, aczkolwiek o innym kształcie, przywodzącym trochę na myśl żuwaczki naszego swojskiego chrząszcza jelonka rogacza. I właśnie z chrząszczami bywają najczęściej owe pajęczaki mylone.

Nogogłaszczki te są główną bronią i narzędziem zdobywania pokarmu – chwytają nimi i miażdżą zdobycz, jaką są najczęściej owady, ślimaki, dżdżownice. Po obu stronach odbytu posiadają dodatkową broń, a mianowicie gruczoły analne, których wydzielina, zawierająca m. in. kwas octowy i kwas mrówkowy – działa parząco, jednakże – jest ona zupełnie niegroźna dla człowieka. Na końcu odwłoka posiadają charakterystyczny biczyk.

Zamieszkują obszary tropikalne i subtropikalne.

Ciekawostką jest fakt, że przedstawiciele owego rzędu odbywają skomplikowane, trwające wiele godzin zaloty. Samice biczykoodwłokowców to heroiczne matki – noszą młode na sobie i opiekują się nimi do pierwszej wylinki kosztem własnego życia. Dosłownie od ust sobie odejmują, żeby wyżywić potomstwo, po czym giną z głodu.

Tępoodwłokowce

Gdy wspomniałem o pajęczakach, które na przekór stereotypom chodzą na sześciu, a nie na ośmiu nogach, miałem na myśli właśnie tępoodwłokowce Amblypygi. Pierwsza para ich odnóży jest bardzo silnie wydłużona, przypomina ogromne wąsy i służy jako czułki. Zwracają uwagę potężne nogogłaszczki, przypominające na myśl ogromne ramiona lub nożyce. I to drugie porównanie lepiej opisuje ich rolę: przy ich pomocy tępoodwłokowce chwytają i zabijają ofiary.

Ich szczękoczułki zbudowane są bardzo podobnie do chelicer pająków. Jeśli jednak chodzi o ich jad, to nie ma w ogóle o czym mówić, ponieważ gruczołów jadowych tępoodwłokowce nie posiadają.

To właśnie tępoodwłokowca użył w filmie Harry Potter i Czara Ognia Szalonooki Moody, żeby zaprezentować uczniom Hogwartu działanie trzech „Zaklęć Niewybaczalnych”. W filmie można zobaczyć przy okazji interesujący błąd: w pewnym momencie pajęczak zwiesza się na nici, co jest niemożliwe w przypadku tępoodwłokowców, gdyż nie posiadają one tzw. kądziołków przędnych, czyli gruczołów, przy pomocy których np. pająki wytwarzają swoje sieci. No, ale w Hogwarcie wszystko jest możliwe!

Zaleszczotki

W świecie pajęczaków zaleszczotki to maleństwa: osiągają najwyżej 12 mm długości, przy czym takich w Polsce nie spotkamy. Największym polskim gatunkiem jest bowiem Neobisium polonicum o długości dochodzącej maksymalnie do 5 mm.

Ich łacińska nazwa: Pseudoscorpionidae odwołuje się bezpośrednio do wyglądu: przypominają pozbawione metasomy i kolca jadowego skorpiony. Nie oznacza to jednak, że jadu nie posiadają: ich gruczoły jadowe jednak dla odmiany umiejscowione są w ich potężnych szczypcach. To nimi chwytają i paraliżują zdobycz: drobne owady i roztocza.

Zaleszczotek, konkretnie Chelifer cancroides  zwany jest przyjacielem bibliotekarzy, żywi się bowiem gryzkami, drobnymi owadami, których obecność bardzo źle wpływa na stan książek.

Solfugi

Ten mieszkaniec pustyni w pełni zasługuje na miano tego, który ma „za dużo nóg”: jego nogogłaszczki przypominają w budowie odnóża i oprócz chwytania ofiar służą właśnie do chodzenia, a więc: można powiedzieć, że solfugi mają „nóg” aż dziesięć! Co więcej, ich nogogłaszczki przydają się im zwłaszcza przy wspinaniu: są zaopatrzone w przylgi, pozwalające swobodnie chodzić nawet po szybie. Co więcej, w takich wypadkach solfuga wspina się… na samych nogogłaszczkach!

Ich ogromne chelicery stały się asumptem do mitu o wielkiej jadowitości. Jednak wielkie rozmiary tego narządu wynikają z tego, że są to silnie umięśnione szczypce, które służą do mechanicznego rozrywania i zabijania ofiar. Tak: mechanicznego, bowiem wszystkie znane solfugi są pozbawione gruczołów jadowych.

U nasady czwartej pary odnóży solfugi posiadają małe wyrostki w kształcie młoteczków i tak też są one nazywane: młoteczkami zmysłowymi. Są one silnie unerwione i stanowią narząd chemoreceptorowy (a więc wyczuwający i identyfikujący rozpylone w powietrzu cząsteczki chemiczne).

Występowanie na pustyni i ubarwienie zyskało im miano „wielbłądzich pająków”.

Kosarze

Jeśliby ktoś niefachowy miał opisać kosarza zapewne powiedziałby, że to taka kulka z długimi, cienkimi nogami.

Oczywiście ciało kosarzy, jak i innych pajęczaków składa się z prosomy i opistosomy, jednak są one połączone na całej szerokości i skrócone, przez co całe ciało tych pajęczaków wygląda właśnie na niewielką „kulkę”. Co do odnóży, to wiele gatunków posiada je rzeczywiście bardzo długie, co pozwala im na bardzo szybką ucieczkę. Co więcej, w sytuacji zagrożenia potrafią odrzucać część odnóży, żeby zatrzymać napastnika.

Kosarze wyróżniają się tym, że choć przeważnie są drapieżnikami, to nie pogardzają padliną, owocami, jajami, warzywami lub pieczywem, słowem: są wszystkożerne.

Samce kosarzy, w przeciwieństwie do wielu innych pajęczaków posiadają członek w postaci długiego, chitynowego wyrostka. Zamiast więc ofiarować samicy paczuszki ze spermą – tak zwanego spermatofory – odbywają z nimi „klasyczną” kopulację.

Roztocza

To zdecydowanie najmniej lubiane pajęczaki i to pomimo tego, że nikogo nie przerażą wielkim, ośmionogim kształtem skradającym się po ścianie. Do roztoczy należy bowiem np. Ixodes ricinus, czyli kleszcz oraz wiele innych gatunków odpowiedzialnych za mniej lub bardziej poważne problemy zdrowotne.

Ogólną cechą roztoczy są małe rozmiary ciała, wynoszące nawet 0,08 mm, a więc mamy tu do czynienia jeszcze z mniejszymi organizmami od zaleszczotków.

Są one bodaj najbardziej zróżnicowanym rzędem pajęczaków pod względem budowy i to zróżnicowanie pozwoliło im opanować ogromne spektrum różnorodnych środowisk i strategii przetrwania.

Ich unikalną cechą jest tak zwana gnatosoma, czyli daleko idące przekształcenie przednich części prosomy. To właśnie gnatosoma odpowiada za „wpinanie” się kleszczy w skórę tak silne, że taki osobnik jest trudny do usunięcia.

Bywają wśród nich drapieżniki, osobniki żywiące się materią organiczną oraz… pasożyty. Osławiony kleszcz jest okresowym pasożytem zewnętrznym. Jak każdy pasożyt żywiący się krwią może przenosić groźne choroby dotyczące zarówno człowieka, jak i naszych towarzyszy: psów i kotów.

Kleszcze posiadają pewną unikatową właściwość, przystosowującą je do pasożytniczego trybu życia. Jako że najpoważniejszym problemem dla kleszcza jest odpowiednie wykrycie i dobranie potencjalnego żywiciela, jest on wprost najeżony „czujnikami” – rozmaitymi organami zmysłowymi, które odbierają informacje o temperaturze, wilgotności, składzie chemicznym rozpylonych w powietrzu cząstek, zapachów. Można tu wyróżnić tzw. organ Hallera czy organ cheliceralny. To właśnie one są odpowiedzialne za to, że są ludzie – i ja się do nich zaliczam – których kleszcze „nie chcą”. Zdarzało mi się w lesie nieszczęśliwie spać na miejscu ich wyroju, ale żaden z nich nie zdecydował się na skosztowanie mojej krwi.

Pająki

I tak dotarliśmy do meritum sprawy, czyli do rzędu pajęczaków, które są głównym obiektem lęku arachnofobów.

Jest taki pająk, z którym chyba każdy z nas miał kiedyś do czynienia, a który chyba jest odpowiedzialny w naszym kraju za największą liczbę ataków paniki, a więc kątnik domowy Tegenaria domestica, wystepujący w dwóch wariantach: kątnik domowy mniejszy i większy. Odróżnić je można głównie po wzorku na części grzbietowej oraz nieco innym kształcie i proporcjach opistosomy oraz po obecności pasków na odnóżach – kątnik domowy większy ich nie posiada.

Żeby było ciekawiej, dokładne badania morfologiczne i genetyczne wykazały, że kątnik większy i mniejszy mają ze sobą stosunkowo niewiele wspólnego i należą do zupełnie różnych rodzajów, a nie są – jak sugerowałaby nazwa – dwoma podgatunkami. Dlatego dla kątnika większego utworzono nową, łacińską nazwę rodzajową Eratigena będącą… anagramem dawnej nazwy Tegenaria. Tak więc dziś kątnik domowy większy zwany jest Eratigena atrica.

Kątnik domowy lubi ludzkie siedliska, ale nie lubi ludzi jako takich i nie lubi światła – generalnie ucieka od jednego i drugiego. Problemem jest oczywiście noc, kiedy pająk w poszukiwaniu pożywienia może zdecydować się na wycieczkę po ludzkim domostwie.

Mieszkałem w dzieciństwie w domu, w którym kątnik domowy – którego rodzajów nie umiałem wtedy określić, ale zapewne obydwu – był na porządku dziennym. Myślę, że środowisko jego występowania może nam nasuwać pewną wskazówkę co do pochodzenia arachnofobii, ale o tym za chwilę.

Ważne jest jednak jedno: w rozmaitych źródłach możemy przeczytać, że ukąszenie kątnika może być bardzo bolesne. Cóż mogę na to powiedzieć? Spałem w dzieciństwie – a więc jako małe dziecko! – w pokoju po którym regularnie łaziły kątniki domowe. Jestem pewien, że i nie raz któremuś zdarzyło się wejść i na mnie podczas snu. Nigdy nie doświadczyłem ukąszenia. Kątniki unikają starcia z człowiekiem i tylko w sytuacji skrajnego zaskoczenia i zagrożenia mogłyby zaatakować – a to pierwsze jest mało prawdopodobne z uwagi na ich bardzo wyczulone zmysły, zdolne wychwycić np. najmniejsze poruszenie powietrza. Z tego też powodu niełatwo je złapać.

Kątnik domowy ma niewielkie szanse na przebicie ludzkiej skóry, a jego jad może wywołać co najwyżej niewielkie zaczerwienienie. Dodatkowo, w przeciwieństwie do kleszczy, nie przenosi chorób, więc nie musimy się obawiać, że z jego strony cokolwiek nam zagrozi.

Zresztą czym jest taki kątnik domowy pod względem wielkości w porównaniu do np. ptasznika goliata pod względem wielkości lub do słynnego Atrax robustus pod względem siły jadu?

A tymczasem dzieci zamieszkującego Amazonię plemienia Piaroa od najmłodszego uczą się łapania ptaszników w celach… kulinarnych. Uchodzą one wśród tych rdzennych mieszkańców Ameryki Południowej za przysmak, a ich kolców jadowych używają jako wykałaczek.

Zamieszkujący okolice Sydney w Australii pająk Atrax robustus jako jeden z nielicznych pająków na świecie posiada jad zdolny zabić człowieka.

Ciekawe jest jednak to, że ta uwaga dotyczy jedynie samców owego pająka, które w dodatku w przeciwieństwie do samic są bardzo agresywne: w większości przypadków nie uciekają przed człowiekiem, tylko od razu atakują. I to prawie zawsze z użyciem jadu.

Dlaczego tak się dzieje? Pająki owego rodzaju większość życia – a samice bez przerwy – spędzają w wykopanych w ziemi norkach, pod spróchniałymi drzewami, kamieniami i tym podobne. Rzadko wychodzą na zewnątrz, a większość życia spędzają czekając na rozmaite bezkręgowce, które przykleją się do sieci wyścielającej wyjście ich legowiska.

Czasami jednak – takie jest Prawo Przyrody – wypadałoby się rozmnożyć. U Atrax robustus to panowie muszą się postarać o partnerkę i w tym celu opuszczają bezpieczne schronienie i udają się w daleką wędrówkę w poszukiwaniu chwili seksualnego uniesienia. W czasie swojej wędrówki są narażone na ogrom niebezpieczeństw. Prawo Doboru Naturalnego sprawiło, że próby te przetrwały tylko te pająki, które wykazały się brawurą i które miały silniejszy jad niż inne.

Brawurą wykazuje się również nasz rodzimy pająk nasosznik trzęś, Pholcus phalangioides, częsty mieszkaniec zakamarków naszych domów. Ze względu na bardzo długie odnóża często jest mylony z kosarzami.

Pająk ten jest niewielki i w dodatku posiada bardzo słaby jad. A jednak potrafi on pokonać w walce kątnika domowego, osę czy inne duże owady.

Jego atutami są właśnie: brawura, szybkość i… długie odnóża. To dzięki nim potrafi opleść większego od siebie przeciwnika siecią, nim ten zdąży zareagować. Co więcej, jeżeli się zdarzy, że np. kątnik domowy ukąsi go w odnóże – nasosznik może je odrzucić, powstrzymując rozprzestrzenianie się jadu przeciwnika w swoim ciele.

Gdy zaś uda mu się całkowicie opleść ofiarę siecią, dopiero wtedy się do niej zbliża i używa swojego jadu.

Na zdjęciu powyżej widzimy jeszcze jednego przedstawiciela pająków – tym razem wspomnianych „wilczych pająków” czyli pogońcowatych. Te pająki nie tracą czasu na snucie sieci – większość życia spędzają w ruchu, aktywnie polując na pożywienie. Tryb życia sprawił, że mają doskonały wzrok i są bardzo szybkie – jak wilki.

Jednym z przedstawicieli pogońcowatych jest Lycosa aragogi, którego nazwa naukowa została mu nadana na cześć wielkiego pająka Aragoga z serii książek o Harrym Potterze.

To skąd ten strach?

Myślę, że możemy się już teraz pokusić o odpowiedź na pytanie o pochodzenie arachnofobii – bo dużo może nam ona powiedzieć o nas i naszym oddaleniu od świata Przyrody.

Jeżeli boisz się pająków w stopniu umiarkowanym – to znaczy, że zerwiesz się ze strachu z miejsca, gdy zobaczysz dużego pająka na ścianie, ale nie sprawi to, że dostaniesz drgawek i nie będziesz mógł spać przez tydzień – to możesz pokusić się o pewien eksperyment.

Porównaj swoje wrażenia, gdy zobaczysz na przykład kątnika domowego na ścianie mieszkania i jakiegokolwiek innego, dużego pająka – gdy zobaczysz go w trawie, ściółce, ogrodzie… Myślę, że w tym drugim wypadku nie odczujesz lęku ani wstrętu – bo zobaczysz że ten pająk bardziej pasuje do tej trawy, ściółki i ogrodu niż Ty sam.

Ludzie mniej obciążeni cywilizacją niż my – a więc na przykład rdzenni Amerykanie – nie znali strachu przed pająkami. Czuli respekt widząc, że tak małe stworzenie może zadać tak wielkiemu jak człowiek sporo bólu – bo jad pająków, choć bardzo rzadko groźny dla zdrowia, bardzo często powoduje duży ból – w końcu jego zadaniem jest odstraszyć groźnego dla pająka przeciwnika.

I gdy ludzie ci widzieli pająki w ich małości i potędze zarazem, widzieli też, z jakim trudem przychodzi im przewiesić most nad przepaścistym wąwozem, podczas gdy pająk potrafi rozpinać sieci tak wielkie, że gdyby człowiek miał rozpiąć most proporcjonalny do swojej wielkości – musiałby w pojedynkę przeskoczyć – nie przejść, ale przeskoczyć! – wąwóz rzeki Kolorado z liną w ręce i umocować ją na drugim brzegu.

Stąd w dawnych mitologiach próżno szukać jakichkolwiek negatywnych obrazów pająków jako strasznych potworów – wręcz przeciwnie, często są one utożsamiane z bogami – stworzycielami, a pajęcza sieć – staje się obrazem olśniewającej struktury Wszechświata.

Arachnofobia rodzi się zaś wszędzie tam, gdzie czarny, wielonożny pająk pojawi się na gładkiej, bielutkiej ścianie wysterylizowanych, ludzkich domostw – domostw ludzi, którzy większość czasu swojego życia spędzają wśród martwych ścian, mebli i przed martwymi ekranami komputerów i telewizorów, skąpani w sztucznym świetle jarzeniówek.

Swoje robi też wszechobecny brak wiedzy i postępujące zidiocenie rodzaju ludzkiego. W Jeleniej Górze gazety pewnego razu donosiły o wielkiej sensacji, jak to kierowca jednego z autobusów, udawszy się na pętli do toi-toia ujrzał w nim straszliwego, wielkiego pająka, który ośmielił się być w dodatku jaskrawo ubarwiony – a zatem na pewno to jakieś egzotyczne i jadowite świństwo, które uciekło jakiemuś hodowcy! Czym prędzej kierowca ów poruszył wszelkie możliwe służby, z policją i Sanepidem na czele.

I wszystko po to, żeby na końcu się okazało, że to zwyczajny tygrzyk paskowany Argiope bruennichi, blisko spokrewniony ze swojskim – przynajmniej dla naszych dziadków – pająkiem krzyżakiem ogrodowym Araneus diadematus.

Ludzie nie zasługują na miano inteligentnego gatunku i każdy pająk jest tego najlepszym dowodem.

Jeżeli odziedziczyłeś – po rodzicach, rodzinie – jak to najczęściej bywa – strach przed pająkami, możesz go w prosty sposób uleczyć łącząc to, co w ludzkiej naturze nieodłącznie wiąże się ze strachem – a mianowicie fascynacją.

To fascynacja połączona ze strachem sprawia, że ludzie lubią horrory. To fascynacja wynikająca z lęku sprawiła, że człowiek pierwotny, ten bezsilnie słaby wobec najsłabszego nawet przejawu potęgi Przyrody – zaczął ją naukowo poznawać.

Czytaj o nich, poznawaj je, przyglądaj się im – ale nie w sterylnych warunkach, gdzie nie ma siły, żeby nie wzbudzały w Tobie strachu – bo tak naprawdę nie boisz się tego pająka, ale nieznośnego kontrastu pomiędzy nim a nienaturalną, chorą martwotą naszej cywilizacji. Oglądaj pająki w lesie, przyglądaj się im, gdy zajmują się codziennymi sprawami w leśnej ściółce, w gałęziach krzewów czy szczelinach skał.]

Skorzystaj też z zabawnej serii animacji o pajączku Łukaszu – wzorowanym na rzeczywistych pająkach z rodziny Salticidae – kanał dostępny na Youtube (link)

Czasami warto potraktować swój umysł jakby był umysłem dziecka – i naprawić w nim to, co zły przykład dorosłych w czasie naszego rzeczywistego dzieciństwa mógł zepsuć.

Bowiem to jest najbardziej prawdopodobna przyczyna arachnofobii – niechęć, obrzydzenie i panika dorosłych, którą niejeden z nas mógł obserwować jako dziecko. A tym samym uczył się od dorosłych tej bzdury, że pająki są obrzydliwe, niebezpieczne i szkodliwe.

Pająki tak jak my, mają swoje życie. Każdy z nich tylko jedno, wyjątkowe i niepowtarzalne. Nie zabijaj pająka. Jego życie jest warte bowiem tyle, co i Twoje.