SĄD KIBLOWY NAD WILKAMI

Są ludzie, którzy ulegają manii zbierania pudełek od zapałek; manią pana generała Finka było organizowanie sądów polowych, aczkolwiek w większości wypadków było to przeciwne wojskowej procedurze sądowej.
Generał ten mawiał, że żadnych audytorów nie potrzebuje, że wszystko potrzebne zbębni w przeciągu trzech godzin i po upływie tego czasu każdy oskarżony drab musi wisieć.

Jaroslav Hašek, Przygody dobrego wojaka Szwejka.

Szybko to poszło. Jak za starych, dobrych stalinowskich czasów, kiedy to sędzia przychodził z ławnikami do celi, żeby nie tracić czasu na jakieś bzdurne zbieranie się na salach sądowych, dochodzenia, wysłuchiwanie stron i inne bzdety. Siadali na pryczy, a podejrzany (= oskarżony = skazany) zajmował miejsce na więziennym kiblu i wysłuchiwał odczytanego w wielkim pośpiechu wyroku śmierci.

Ten pośpiech nie powinien dziwić. W końcu chodzi o straszliwą zbrodnię, jakiej się dopuściły dwa wilki ośmielając się… właściwie nie do końca wiadomo, czego się ośmielając. Dwaj straszliwie poszkodowani panowie z piłami wielokrotnie zmieniali zeznania w zależności od tego, któremu dziennikarzowi opowiadali swoje jakże traumatyczne przeżycia. Ich początkowa relacja do złudzenia przypominała sceny z filmu Teksańska masakra piłą mechaniczną, przy czym rolę krwawych sprawców masakry odegrały wilki, a bezbronni panowie z piłami „ledwo uszli z życiem”. W relacjach dziennikarskich zwracały uwagę takie wyrażenia jak:  „Sceny z horroru!” albo: „Walczyli o życie!”

Jak się ostatecznie okazało, ci dzielni panowie tak naprawdę narobili w gacie, bo zobaczyli w oddali dwa wilki. Wrzeszczeli, odpalili piły mechaniczne i próbowali tym malowniczym przedstawieniem odgonić wilki. A te popełniły wówczas straszliwą zbrodnię: nie uciekły, ale się przypatrywały.

Zaiste, to okropna, wołająca o pomstę do nieba zbrodnia. W końcu człowiek to faraon Ziemi, a na faraona spoglądać nie wolno. Człowiek to istota prawie boska, przez boga na obraz boży przenajświętszy stworzona, król i władca Wszechświata, pan i bóg żywy i prawdziwy, którego całe stworzenie ma się pokornie lękać. Jak śmiały te paskudne, przez Szatana stworzone bestie spoglądać bez należytej pokory i szacunku na tych dwóch przedstawicieli boga na ziemi, na te boskie, przenajświętsze istoty, których godność ludzka jest niezbywalna, a życie od dziewiczego poczęcia aż do naturalnej śmierci najwyższą wartością, przy której nic już wartością nie jest.

Za ten jakże straszliwy akt gwałtu, masakry, nieledwie morderstwa zostały skazane na śmierć. Sąd przeprowadzono w trybie doraźnym, jedynie wyrok nie był doraźny, ale ostateczny.

Wszystko odbyło się w pośpiechu tak wielkim, że bodaj w momencie,  kiedy w Generalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska nie skończyli jeszcze składać podpisu, już odpalano silniki samochodów i ładowano sztucery.

I to wszystko w kraju, w którym ofiary księży pedofilów latami bezskutecznie domagają się sprawiedliwości, a jeśli im się w końcu uda, sprawca dostaje co najwyżej kilka latek odsiadeczki w zawieszeniu.

I tu się kryje odpowiedź na pytanie, o co właściwie w tym wszystkim chodziło.

Na pewno nie chodziło tu o bezpieczeństwo ludzi, bo gdyby na bezpieczeństwie ludzi władzom zależało, to każdy ksiądz katolicki bez wyjątku miałby zakaz zbliżania się choćby na kilometr do jakiegokolwiek dziecka.

Wbrew pozorom, nie chodziło tu nawet o jakieś „lobby myśliwskie”, gdyż Państwowy Związek Łowiecki zwyczajnie się na ochronę wilka nie ogląda i żadnych pozwoleń na odstrzał nie potrzebuje. Nie mówiąc już o kłusownikach, czyli, oględniej się wyrażając, „myśliwych nielicencjonowanych”. Po prostu się strzela i już. Zwłoki można zakopać, skórę rozścielić w prywatnych apartamentach przed kominkiem i nikt palcem nie kiwnie.

Oskarżanie myśliwych o to, że „wywarli nacisk” czy coś w tym stylu jest zwyczajnie śmieszne, bo jaki niby mieliby w tym interes? Przecież akurat im do wilków strzelać wolno. To prawo nadał im sam król Polski, Jezus I Chrystus oraz królowa Polski Maryja Zawsze Dziewica, więc do czego niby byłoby im potrzebne zniesienie prawnej ochrony wilka? Wszak ochronę tę ustanowiła władza doczesna, a oni mają mandat władzy wiecznej z nieba!

Skoro więc nie chodziło ani o interes myśliwych, ani o bezpieczeństwo ludzi, to o co?

Ano dokładnie o to, o co chodzi na przykład ośmiornicom, gdy wypuszczają do wody wydzielinę gruczołów czernidłowych i znikają za zasłoną zmąconej wody przed wzrokiem zdezorientowanego napastnika.

Trzeba było zająć czymś lud, czyli nas, żeby ci, którym za zabawianie nas płacimy mogli odetchnąć z ulgą i powiedzieć sobie: no, zajęliśmy czymś te masy debili.

Tu nie chodziło ani o wilki, ani o ludzi, ani o myśliwych. Tu chodziło o ludzką nudę.

Ludziom znudził się koronawirus. Ludziom znudziło się już zaostrzenie przepisów aborcyjnych. Ludziom znudziły się demonstracje w obronie praw kobiet.

Kiedyś to król był suwerenem narodu i państwa, a tegoż suwerena miał zabawiać błazen, na przykład słynny Stańczyk. Biada temu błaznowi, przy którego występach władca by się znudził!

W demokracji suwerenem są obywatele, a błaznem jest władza. I władza musi dostarczyć suwerenowi rozrywki, a biada tej władzy, która będzie nudna. Ma spełniać powinności błazna: zabawiać, rozśmieszać, dawać asumpt do dowcipkowania, plotek i dyskusji.

Innymi słowy, winnymi śmierci tych wilków nie są myśliwi, pilarze czy Generalna Dyrekcja Dewastacji Środowiska.

To my jesteśmy winni. My, tak żądni sensacji. My, których trzeba zabawiać, bo za to płacimy. Kupujemy gazety, które publikują sensacyjne nagłówki, finansujemy portale, które się sensacjami karmią, wreszcie: utrzymujemy błaznów w tej czy innej instytucji państwowej.

Ciekawe, ile by skorzystała Przyroda na tym, gdybyśmy stwierdzili, że błaznów nam nie potrzeba?

PS. Naprawdę śmieszne jest to, że ludzie dziwią się, że wilki się ludzi nie boją. A czego mają się bać, skoro nas doskonale znają? W lesie częściej niż sarnę czy dzika spotkać można człowieka. W głębi lasu doskonale słychać, jak po wiochach ludzie się kłócą, trzaskają drzwiami samochodów czy wysmarkują się za stodołą i to nawet, jeśli jesteśmy godzinę czy dwie drogi od najbliższego ludzkiego osiedla. Smród wydzielany przez ludzi i ich cywilizację dochodzi do najgłębszych zakątków lasów. Każdy wilk w Polsce rodzi się, żyje i umiera tuż obok ludzi, bo na życie z dala od ludzi nie ma tu miejsca. Gdzie niby?

Wilki traktują nas tak, jak my traktujemy ruchliwą autostradę. Trzeba uważać – owszem. Włazić na to nie trzeba, bo można zostać przejechanym. Ale czego się tu bać?

I tak, jak z ruchliwą autostradą czy jezdnią bywa, nie rodzimy się z wiedzą o tym, że to niebezpiecznie baraszkować na drodze rozpędzonych aut. Musieli nas tego nauczyć rodzice, nieustannie ostrzegając: „Nie wchodź na jezdnię!” i za rączkę nas trzymając, żebyśmy na ulicę nie wbiegali.

Wiele wilków rodziców nie ma, bo zostali zastrzeleni przez myśliwych, albo przejechani przez samochody.

Bzdurą jest twierdzenie, że wilki „strach przed ludźmi” mają „w genach”. Genotyp to nie dysk komputerowy. Nie da się na nim zapisać „strachu”. Można w nim zapisać konstrukcję białek i właściwie to tyle. Z konstrukcji białek z kolei pośrednio wynika, jak ma być skonstruowany mózg. Ale w DNA nie da się zapisać tego, co ten mózg będzie miał w pamięci. O to już musi zadbać życie. Rodzice. Doświadczenie.

Ktoś napisał, komentując całą sprawę: „Czy trzeba było uciekać się do zabijania? Nie lepiej byłoby przywalić gumową amunicją tym wilkom, żeby bólem się nauczyły, że do człowieka się zbliżać nie wolno?” A ja pytam w takim razie: a dlaczego wilki mają się tego uczyć? Czy nie lepiej byłoby wziąć tych panów z piłami i wkroić im w rzyć po czterdzieści batów, żeby „bólem się nauczyli”, że wilki nie są dla nich zagrożeniem i nic złego w tym nie ma, że zechcą się czasami nam poprzyglądać?

Sześć lat temu wilk, który przyglądał mi się z krzaków, który nie bał się człowieka, ale śledził mnie w czasie mojej wędrówki po lesie: ten wilk uratował mi życie, które chciałem sobie odebrać. Nadał mi nowy sens, kierunek i pomysł na życie. Wszystko, co dziś mam, jemu zawdzięczam.

O dwóch zastrzelonych wilkach słyszała cała Polska, i cała Polska dostała sensację, której tak zawsze pożąda. Ale poza tymi dwoma są setki, które zabija się każdego miesiąca. Pod kołami i od kuli. Przez pomyłkę, bo po prostu coś się ruszało w ciemności i żal było nie strzelić, albo świadomie, z sadystycznym uśmieszkiem pod wąsem.

Może to i dobrze. Może Polska po prostu nie zasługuje na to, żeby zamieszkiwała ją tak inteligentna i szlachetna istota. Może lepiej, jeśli odejdą: do Niemiec czy do Czech, a nas pozostawią sam na sam z naszą głupotą, ciemnotą i tradycyjnymi, dulszczyznowymi wartościami.