ZAPOMNIANA GWIAZDA ZIMOWEGO PRZETRWANIA

Ludzie, także ci kochający Przyrodę często popełniają pewien błąd: szukają w niej niezwykłości i sensacji. Dlatego naszą uwagę tak łatwo przykuwają gatunki odbiegające od normy, wybijające się czy to wyglądem, czy niesamowitymi właściwościami.

Także w ochronie Przyrody prym wiedzie zainteresowanie rzadkimi roślinami czy wymierającymi gatunkami zwierząt. Patrzy się na nie wręcz jako pewien probierz, na podstawie którego decyduje się, czy dany teren powinien być chroniony np. w granicach parku narodowego czy rezerwatu. Jeśli jakiś ekosystem nie może „pochwalić się” przed ludźmi jakimiś wyjątkowo rzadkimi okazami flory czy fauny, nikt się nim nie interesuje i bez żalu wydaje się taki ekosystem na żer deweloperom czy innym tego typu zbrodniarzom.

Kiedy zapytamy kogokolwiek: „co ci się kojarzy z wyrażeniem: dzika Przyroda?” prawie zawsze usłyszymy w odpowiedzi coś o tropikalnej, dziewiczej dżungli, Puszczy Białowieskiej (przynajmniej do niedawna…), ostępach syberyjskiej tajgi lub nietkniętej, afrykańskiej sawannie.

Wiem, że to, co teraz napiszę spowoduje w Tobie, Przyjacielu, odruch buntu, jednak Przyroda tak nie działa. Dla niej rzadkie rośliny, ginące gatunki zwierząt czy zagrożone enklawy nietkniętych przez człowieka ekosystemów są spisane na straty, przegrane i niebrane pod uwagę w ostatecznym rozrachunku przetrwania.

My jednak myśląc o Przyrodzie spoglądamy właśnie na tę Jej słabą, ginącą część i dlatego cała Przyroda wydaje się nam słaba, niezdolna do samodzielnego przeżycia, wymagająca nieustannej kurateli człowieka.

Tymczasem Przyroda posiada faktyczną i niezwyciężalną dla człowieka potęgę, moc, której sobie człowiek nie wyobraża i którą tylko niewielu jest w stanie pojąć. Tą mocą Przyrody są te jej dzieci, które nie ugięły się pod naporem ludzkości, ale się do niego przystosowały, ba, zdołały przeżyć mimo zajadłych prób ograniczenia ich sukcesu. Takich roślin czy zwierząt nie chronią żadne ustawy, żadna organizacja ekologiczna się za nimi nie wstawia, a jednak ZWYCIĘŻAJĄ. Codziennie, także w tej chwili.

Bohaterowie przetrwania

Cóż to za bohaterowie? Bardzo łatwo ich znaleźć. Ludzie nazywają te gatunki „chwastami”, gdy chodzi o rośliny, „szkodnikami”, gdy chodzi o zwierzęta, „gatunkami inwazyjnymi”, tymi, którzy „zagrażają rodzimym gatunkom”, których „pogłowie niebezpiecznie wzrosło”; boją się ich, tępią na każdym możliwym kroku, próbują ograniczyć, ale te gatunki z dnia na dzień zyskują na sile.

To jest realna potęga, w którą Przyroda inwestuje, prawdziwa Jej moc, zdolna usunąć z oblicza Ziemi największego nieprzyjaciela wszystkich organizmów żywych, czyli człowieka.

Teraz, gdy Ty, Przyjacielu czytasz te słowa, w każdym laboratorium farmaceutycznym na całej Ziemi toczy się zażarta walka na śmierć i życie. Ludzie wynajdują coraz to nowsze, coraz to bardziej zaawansowane antybiotyki, ale zawsze, zawsze jakiś odsetek chorobotwórczych i śmiercionośnych bakterii wychodzi z tej próby zwycięsko i daje początek nowym, uodpornionym pokoleniom. Walka ta jest dla człowieka przegrana i to jest pewne: bo czy można zwyciężyć kogoś, kto zyskuje siłę za każdym razem, gdy zostanie pokonany? Tymczasem badania nad nowymi lekami są coraz bardziej kosztowne, wymagają coraz większej wiedzy takiej, że coraz mniej jest ludzi zdolnych podjąć taką walkę. W końcu walka ta osiągnie dla tej czy innej firmy lub instytutu próg opłacalności i ludzie będą zmuszeni z pola walki odejść. A wówczas zadufana w sobie ludzkość pozna prawdziwą moc Przyrody i niezwyciężoną potęgę Prawa Doboru Naturalnego.

Bakterie są jednak jedynie częścią tego arsenału, jakim rozporządza Przyroda.

Przykładem z królestwa zwierząt jest wilk: tępiony przez dwa tysiąclecia przy użyciu wszystkich możliwych metod, gatunek, dla którego myśliwi porzucili maski „tradycji”, „szacunku dla natury” i sięgnęli po środki najzwyczajniejszej pod słońcem, nazistowskiej eksterminacji. Wilk – gatunek dużego drapieżnika, który nie tylko do ostatnich lat nie był chroniony, ale za którego głowę państwo polskie i nie tylko polskie wypłacało wysoką nagrodę. Wilk – duży drapieżnik, który, ku zaskoczeniu biologów w poważaniu ma głębokie, dzikie puszcze i niedostępne dla człowieka mateczniki, ale który nauczył się polować, żyć i rozwijać tuż pod nosem ludzi, w zagajnikach wśród pól uprawnych, w podmiejskich laskach a nawet parkach czy terenach rekreacyjnych. Wilk – drapieżnik obecnie niby chroniony, ale przepis o jego ochronie od początku jest martwy, bo nikomu się nie chce egzekwować kar za jego złamanie, a nawet szanowani członkowie Państwowego Związku Łowieckiego bez oporów dzielą się na publicznie dostępnych forach sposobami na zamordowanie wilka „żeby się nikt nie przyczepił”.

Lecz gdy tygrysy bengalskie są bliskie wyginięcia, gdy lwa afrykańskiego częściej można spotkać w cyrku lub zoo niż w naturze – wilk zwyciężył i nadal zwycięża.

Dziś chciałbym Ci, Przyjacielu przedstawić innego przedstawiciela Przyrody potężnej, Przyrody zwyciężającej i niepokonanej. Przedstawiciela, którym ludzie zwykli gardzić, tępić, gdy tylko wejdzie im w drogę, a który mimo to trwa, który przeszedł wszystkie surowe próby, którym poddało go Prawo Doboru.

Przedstawiam Ci GWIAZDNICĘ POSPOLITĄ.

Ach, te uciążliwe chwasty!

Gwiazdnicę – Stellaria media Vill. znają dobrze wszyscy użytkownicy ogródków działkowych czy przydomowych. Gdzie się zagnieździ, nie sposób jej wyplenić. Nawet kompletne przekopanie ziemi i skrupulatne wyplewienie wszystkich pędów może nic nie zdziałać, zmuszając rolników czy ogrodników do sięgania po trujące herbicydy.

Wygląda niepozornie: ot, malutkie, owalne, ostro zakończone listeczki, ułożone naprzeciwlegle na łodydze: dwa naprzeciw siebie, wyżej dwa następne, ale na osi pod kątem prostym w stosunku do poprzednich. Łodyżki wiotkie, giętkie i delikatne. Żeby wyrwać roślinę z ziemi, nie potrzeba żadnego wysiłku. Jej kwiatki są białe, drobniutkie, pięć podwójnych płateczków… A wszystko to małe, ledwie na progu gabarytów godnych ludzkiej uwagi.

Jest to jednak roślina o budzącej respekt żywotności. Potrafi rosnąć pod grubą warstwą śniegu, kwitnąć w środku mroźnej zimy, wywarzać do dwudziestu pięciu tysięcy nasion, z których każde może w uśpieniu czekać na sposobność do wykiełkowania nawet… do sześćdziesięciu lat. Potrafi rozrosnąć się w wielkie dywany, ba, nawet zagłuszyć konkurentów, a sama – jeśli przegra wyścig – przeżyć mimo obrośnięcia przez inne, większe rośliny.

Ekonomiści rolnictwa wrzeszczą z przerażeniem, że nawet kilkanaście pędów gwiazdnicy na hektar może obniżyć plony (głównie te pieniężne) o 5%, a paranoicy i hipochondrycy wszelkiego rodzaju jęczą, że roślina ta zawiera saponiny, które… niszczą czerwone krwinki.

Zaiste, groźny to wróg ludzkości.

Łaskawe oblicze Przyrody

Jednak gwiazdnica pospolita uratowała życie wielu ludziom. Dzisiaj, gdy niedaleko od domu masz hipermarket wypełniony po brzegi jedzeniem, zapewne nic Ci, Przyjacielu nie powie słowo „przednówek”. Kiedyś jednak, gdy większość ludzi żyła z pracy na roli, a jej efektywność zależała w dużej mierze od łaski i niełaski Przyrody, przychodził taki czas – w drugiej połowie zimy – gdy kończyły się zapasy żywności wypracowanej w lecie, a nowej wciąż nie było. Dla biedniejszych gospodarzy był to czas głodu, kiedy jedzono to, co popadnie, czas, kiedy co słabsze dzieci umierały z braku żywności, a i nie każdy dorosły potrafił sprostać przymusowej głodówce.

Jednak tym, którzy umieli żyć w pokorze i przyjaźni z Przyrodą przychodziła ona z pomocą w tym trudnym czasie. Jedną z form tej pomocy była właśnie gwiazdnica pospolita.

Jest to roślina nie tylko jadalna, ale smaczna i zapewniająca wiele składników odżywczych. Zawiera łatwo przyswajalną witaminę C w ilości 200 do 300 mg na 100 g ziela, prowitaminę A, witaminę F oraz PP. Wspomnianym paranoikom, którzy boją się trujących związków chemicznych – saponin, zawartych w gwiazdnicy spieszę donieść, że musieliby wcinać po kilka kilogramów gwiazdnicy dziennie, żeby się nimi zatruć.

Jednak nie tylko jedzeniem może być ta roślina, lecz także lekarstwem. Od dawna była stosowana w lecznictwie ludowym, a gdy zawędrowała wraz z osadnikami do Ameryki Północnej, szybko docenili ją umiejący czytać znaki Przyrody Indianie. Odkryli, że ziele to, przyłożone do skaleczeń lub poparzeń przyspiesza gojenie i łagodzi choroby skóry. Spożywana w postaci nalewek lub naparów powstrzymywała wyjątkowo paskudną dolegliwość, jaką są krwawienia hemoroidalne.

Jej właściwości doceniła tak nacechowana czcią do Przyrody w każdej Jej przejawie tradycyjna kultura Japonii – tam to w trakcie Święta Siedmiu Ziół spożywa się ryż z siedmioma świętymi roślinami, w tym… z gwiazdnicą pospolitą jakby dla uczczenia jej leczniczych i odżywczych walorów.

Prawdziwe zdziwienie przyniosły jednak odkrycia, dokonane już w erze kontrolowanych badań naukowych. W jednym z eksperymentów podawano sok z gwiazdnicy myszom, trzymanym na tłustej diecie. W stosunku do grupy kontrolnej myszy te wykazywały lepszą przemianę materii, pomimo diety nie poddawały się otyłości. Okazało się, że gwiazdnica hamuje działanie niektórych enzymów trawiennych, odpowiedzialnych za przyswajanie tłuszczów i tym samym blokuje ich wchłanianie przez organizm, a w konsekwencji tycie.

Jak przetrwać – czyli wewnętrzne sekrety gwiazdnicy

Zadziwiającą właściwością gwiazdnicy jest to, że ta delikatna roślinka jest w stanie bez żadnej szkody przetrwać zabójczy mróz i rozwijać się pod śniegiem. Jak to możliwe, że zimno, które byłoby zabójcze dla liści drzew, nie szkodzi jej listkom, zbudowanym przecież według tego samego planu?

Nietrudno dostrzec, które cechy tej rośliny pomagają jej w osiągnięciu takiej odporności. Po pierwsze, jest to roślina mała i małe są też jej listki – a to zapewnia korzystniejszy stosunek do wielkości drobin lodu i płatków śniegu, które w konsekwencji dotykają mniejszej powierzchni listka i tym samym nie uszkadzają ich. Po drugie, charakterystyczne, widoczne na zdjęciu powyżej ułożenie listków sprawia, że te starsze mogą zamykać się wokół młodszych, delikatniejszych, wokół pąków kwiatowych – tym samym chroniąc je przed zimnem.

Ponadto, gwiazdnica jest rośliną zawierającą wyjątkowo dużo wody – stąd zwana była niegdyś mokrzycą. Wydawałoby się, że jest to mało przydatna właściwość na mrozie – wszak woda zamarza… A jednak woda jest też substancją o bardzo wysokim cieple właściwym. Co to oznacza?

Ciepło właściwe to ilość ciepła, która musi być zaabsorbowana lub utracona przez gram substancji, żeby zmienić jej temperaturę o 1°C. Wysokie ciepło właściwe wody oznacza więc, że trzeba zużyć więcej energii, żeby podgrzać wodę, niż np. alkohol etylowy. I na odwrót: większego zimna potrzeba, żeby ochłodzić wodę. Tym samym woda jest w stanie chronić roślinę w kontakcie z zimnym powietrzem lub śniegiem.

Powierzchnia listków pokryta jest też delikatnymi włoskami, tzw. kutnerem. Włoski nie pozwalają drobinom lodu dotykać powierzchni liścia, zachowując między nią a pokrywą śnieżną izolacyjną warstewkę powietrza.

Gdy dokładnie obejrzysz gwiazdnicę, spróbujesz zobaczyć, co ma w środku pędów lub liści szybko przekonasz się, Przyjacielu, że roślina ta zadziwia prostotą, a wręcz prostactwem budowy. Nie znajdziesz tutaj skomplikowanych układów przewodzących, Łodyga składa się z warstewki skórki, znajdującego się pod nią łyka i… pustej, przewodzącej wodę przestrzeni wewnątrz.

Jak widać na zdjęciu powyżej, komórki zewnętrznej warstwy łodyżki nie są zwolnione z pracy na rzecz odżywiania rośliny, jak to bywa u wielu innych gatunków. Zawierają sporo chloroplastów i razem z komórkami liści uczestniczą w wytwarzaniu składników odżywczych dla całej rośliny.

Niezbędne do prawidłowego funkcjonowania rośliny są aparaty szparkowe, takie jak ten ze zdjęcia powyżej. Złożony z dwóch podłużnych komórek stanowi bramę do wnętrza liścia, przez którą do środka dostaje się powietrze wraz z zawartym w nim dwutlenkiem węgla. Tędy też uwalniany jest powstały w wyniku fotosyntezy tlen.

Aparat szparkowy jest bramą – może się zamykać lub otwierać w zależności od potrzeb, chroniąc wnętrze liścia, a jednocześnie zapewniając mu wymianę ze środowiskiem zewnętrznym.

Komórki tworzące miękisz asymilacyjny – wewnętrzną tkankę liści przypominają okrągłe bańki, których wnętrze zajmuje złożony głównie z wody cytozol, podczas gdy chloroplasty – ciałka zawierające chlorofil, które przeprowadzają fotosynezę – są przesunięte na zewnątrz.

Kształt ten również jest wymuszony przystosowaniem do trudnych warunków zewnętrznych. Okrągły kształt komórek służy zmniejszeniu stosunku powierzchni do objętości – czyli, inaczej mówiąc sprawia, że woda zawarta w komórce ma jak najmniejszą powierzchnię, która styka się z mroźnym powietrzem. Tym samym zwiększa to wynikającą z wysokiego ciepła właściwego cechę wody, czyli zdolność łagodzenia ekstremalnych temperatur.

Przesunięcie chloroplastów na zewnątrz również temu służy – woda jest przez nie dodatkowo izolowana od środowiska zewnętrznego, a jednocześnie ciałka zieleni są w stanie dzięki temu zbierać maksymalną ilość docierającego do komórki światła.

Prostota budowy gwiazdnicy pospolitej jest cenną cechą, pozwalającą na szybki rozrost, niskie koszty w postaci mniejszego zapotrzebowania na składniki odżywcze – innymi słowy sprawia, że gwiazdnica pospolita ma wszystkie zalety, które pozwoliły wyposażonej w toporne czołgi T-34 Armii Czerwonej zatryumfować nad Wehrmachtem, szczycącym się potwornie skomplikowanymi w budowie Tygrysami.

Powyższa fotografia mikroskopowa przedstawia kolejną, szczególną cechę gwiazdnicy pospolitej: jej skórka złożona jest z komórek o ekstremalnie skomplikowanym zarysie, zakleszczającym każdą z nich w sąsiednich. Taka „puzzlowata” budowa sprawia, że skórka jest naraz elastyczna i trudna do rozerwania, a tym samym pozwala wnętrzu organizmu rośliny na dowolne rozszerzanie się i kurczenie.

Kwiat gwiazdnicy również jest arcydziełem prostoty. Płatki są białe, a to najbardziej uniwersalny kolor w świecie kwiatów, odbija bowiem dużo promieni UV i tym samym jest wyraźnie widoczny dla owadów, pomagających roślinie w zapyleniu. Działki kielicha – listki otaczające płatki kwiatu – są większe od płatków, zdolne w każdej chwili zamknąć wrażliwe organy rozrodcze i tym samym ochronić je przed uszkodzeniem.

Do ostatniego szczegółu gwiazdnica godna jest swojego miana: „pospolita”. Do bólu uboga, prosta w budowie, lecz dzięki temu tak odporna i zdolna zaadaptować się w każdych warunkach, a tym samym lepiej stawia czoło zagrożeniu, jakie stwarza dla niej człowiek.

Radziecka Przyroda

Ludzie skłonni są dzisiaj postrzegać Przyrodę jako słabą, ginącą, wymagającą stałej troski i opieki – a to dlatego, że patrzą na nią przez pryzmat gatunków słabych i zagrożonych wyginięciem.

Jednak tak naprawdę starcie ludzkiej cywilizacji z potęgą Przyrody ma w sobie wszystkie cechy wojny III Rzeszy ze Związkiem Radzieckim. Taka sama buta, pewność siebie i pozornie łatwe zwycięstwo, jawiące się po jednej stronie – i taka sama toporna, dzika, nieprzebrana masa po drugiej stronie.

Przyroda jest jak Stalin – Ona strat nie liczy. Armia Czerwona mogła stracić setki czołgów T-34, bo kolejne tysiące w każdej chwili opuszczały fabryki, podczas gdy zniszczenie choćby kilku Tygrysów stanowiło potężny cios dla Wehrmachtu. Mogła stracić setki tysięcy ludzi, bo kolejne miliony czekały na wysłanie na front.

Taka jest właśnie Przyroda – i dlatego jest tak naprawdę nie do pokonania dla ludzi, dla których żadne straty nie są akceptowalne. I nie mówię tu o tak wielkich stratach, jak utrata życia przez tego czy innego człowieka, ale o stratach tak drobnych, jak choćby brak dostępu do sieci czy brak zasięgu w smartfonie.

Tymczasem Przyroda, Biosfera Ziemi może sobie spokojnie pozwolić na to, by wydać na spalenie w ogniu całą populację australijskich zwierząt. Może sobie pozwolić na to, żeby ludzie wyrżnęli w pień całą Puszczę Białowieską, skazali na wyginięcie setki, tysiące gatunków. Tak, Przyroda może sobie na to wszystko pozwolić, bo człowiekowi nigdy nie uda się Jej w całości unicestwić – kościołowi i chrześcijańskiemu bogu nigdy nie uda się Jej pokonać, zniewolić i ujarzmić, przeciwnie, to Przyroda kosztem swoich, ogromnych strat unicestwi w końcu człowieka razem z jego przeklętym kościołem i okrutnym bogiem na czele. A później spokojnie, powoli – bo ma miliony lat czasu – odbuduje całą swoją bioróżnorodność, swoją nieskrępowaną, wyuzdaną wolność i całe swoje niewyobrażalne piękno.

Czy to oznacza, że ochrona Przyrody nie ma sensu?

Przeciwnie, ma sens najwyższy i żywotny, z jednym zastrzeżeniem: nie powinna się nazywać ochroną Przyrody, ale ochroną NAS SAMYCH przed NASZĄ WŁASNĄ GŁUPOTĄ.

Jeśli wyginą wilki, Przyroda spokojnie przejdzie nad tą stratą do porządku dziennego. Ale ludzie stracą ostatnią szansę na to, by spojrzeć inteligentniejszej od siebie istocie w oczy i zrozumieć, jacy są mali i jednocześnie, jak wielkiego mogą mieć w Przyrodzie Przyjaciela. Jeśli zginą ostatnie enklawy nietkniętego lasu, człowiek straci raz na zawsze możliwość ucieczki przed własnym, straszliwie okrutnym i bezwzględnym światem przemysłu, ekonomii, praw rynku i nieustannej obłudy i korporacyjnego włazodupstwa. Jeśli wyginą lwy, człowiek straci ostatnią inspirację do dumy i odwagi, stając się już na zawsze małym, podłym podnóżkiem wielkich przedsiębiorców, polityków i biskupów. Jeśli wyginie to, co utrzymuje w Przyrodzie warunki zdatne do życia dla człowieka, żadna technika nie ochroni ludzi przed zabójczym żarem z nieba.

I co wówczas zostanie Tobie, Człowieku? Zostaniesz sam na sam z obłudnie uśmiechniętym księżulem, który pogładzi cię po pupie i powie: „dobrze zrobiłeś, bo Bóg kazał czynić sobie Ziemię poddaną…”

Zostaniesz sam na sam w wielomiliardowym tłumie zakłamanych, stłamszonych przez swoich otyłych władców i umierających od żaru, braku wody i pożywienia ludzi – a Przyroda zabierze sprzed Twoich oczu wszelką przyjemność, radość i szczęście.

Dlatego właśnie ochrona Przyrody ma sens – i dlatego właśnie nie powinna być też ona na ochronę tylko „rzadkich” i „cennych” ekosystemów, ale także tych zwyczajnych, pospolitych, tych niby „niezagrożonych”. Bo taka ochrona nie tylko zachowa Ziemię jako zdatne dla nas do życia środowisko, ale także zachowa dla ludzi alternatywny świat, który jest lekarstwem na idiotyzm naszej kultury, cywilizacji i religii. Bez tego lekarstwa stracimy wszystko, co w nas samych najpiękniejsze i najlepsze. Nie żaden Jezus dał Tobie, Przyjacielu zdolność do miłości, ale zawdzięczasz to Przyrodzie. Nie ideologiom nacjonalistycznym zawdzięczasz ukochanie piękna rodzinnego kraju, ale Przyrodzie. Nie przynależności do tego czy innego państwa zawdzięczasz możliwość bycia dumnym z tego, jaki jesteś – ale Przyrodzie, która takim jaki jesteś Cię wybrała i zrodziła. Nie żadnemu bogu zawdzięczasz jedzenie i picie, słodycz snu i radość uprawiania miłości – ale Przyrodzie, tej wolnej, niepowstrzymanej, zawsze zwycięskiej, wiecznej i nieogarnionej.

Jej niech będzie chwała!

 

Jedna odpowiedź do “ZAPOMNIANA GWIAZDA ZIMOWEGO PRZETRWANIA”

  1. Oratorium powyższe powinno dotrzeć i wyjść poza granice wszechświata. Do każdego domu i pod każdy liść. Przyroda przeżyje wszystkie nasze obłędy ….pokona nas swoją własną bronią -cierpliwością. Będzie patrzeć się i uśmiechać bo nas kocha.
    Lecz nas już nie będzie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.